29 marca 2019

20 MINUT W AUTOBUSIE 520


- Bardzo szanowną panią przepraszam, czy mogłaby pani poratować potrzebującego jakimś skromnym groszem?
- Przykro mi, ale mam tylko kartę kredytową.
- A to bardzo przepraszam i miłego dnia życzę.
Mężczyzna siedział do mnie plecami i najwygodniej było mu zwracać się do siedzącej koło mnie żony.
- Pozwolę sobie jeszcze raz szanowną panią zaniepokoić… Czy moglibyście państwo poczęstować papierosem?
- Niestety, nie palimy od ponad trzydziestu lat.
- Oj, to pięknie! Ja wszystko mogę rzucić, picie, rodzinę, dom, ale fajki to, co to, to nie.
Na przystanku do autobusu wsiadł młodzieniec.
- Te, kopsnij szluga!
- Nie palę.
- Kurma, bądź grzeczny, poproś o kaskę, to wykręcają się kartą, poproś o fajka, to nie palą.  Co się z tym społeczeństwem, kurma, porobiło… Pewnie nie palą, bo to autobus… A ja  wszystko mógłbym rzucić, ale nie fajki…
Lekko odwracając się zagadałem do sąsiada:
- Jest taki ośrodek w Borach Tucholskich, tam by pan porzucił wszystkie nałogi…
- W Borach? To Bieszczady! Jestem z Warszawy, ale geografię znam.
- Nie, to na Kaszubach, na północy, za Bydgoszczą…
- Za Bydgoszczą? To po sąsiedzku Podlasia…
- Nie,  jakieś 300 km od Warszawy, w kierunku morza…
- Daleko.
- Ale warto. Tam jest około dwustu osób z podobnymi problemami jak pana.
- A palić tam można?
- Chyba tak.
- A pić? Bo czasami muszę, jak teraz, choć piwko…
- No, nie… Właśnie z tym nałogiem może się pan tam uporać.
- Super! Gotowy jestem! Za parę dni mogę jechać! Ale jak tam dojadę? Pociągiem, autobusem? Ja z Warszawy jestem… Z tych blokowisk, betonów… Ale kocham naturę…
Te wszystkie lasy, łąki, Bieszczady… A gdzie to jest? Zapisz pan łaskawco, bo zapomnę. Córce telefon zostawiłem do naładowania, muszę odebrać…
- Jedź pan tam. Tam się panem zajmą, dadzą mieszkanie, ubranie, jedzenie i jeszcze fachu nauczą.
- Eee, fach to ja mam. Jestem specjalistą. Kibel założę, glazurę położę, ścianę postawię… Mam fach. A wszy tam są?
- Nie. Tego na sto procent tam nie ma.
- Mordo ty moja, to ja tam jadę. Kurma, że też jak wychodziłem z kicia to mi nie powiedzieli o takim ośrodku. Oni żadnych adresów nie dają. Żadnej pomocy. Musisz sam sobie radzić i najczęściej lądujesz znowu na ulicy… A ilu oni mogą przyjąć, bo bym kumpli zabrał?
- Nie mam pojęcia. Jeśli zabraknie miejsca to je wybudujecie. Przecież masz fach.
- To jadę! Tylko żeby nie było, że jak pojadę to, że palących nie przyjmują. Palić muszę a i wypić czasami też…
- Twój wybór, twoje ryzyko.
- Kurma! Taki kawał, ale trudno, zdrzemnę się w pociągu i jakoś zleci. Co mi za różnica gdzie śpię. Tylko, kurma, telefon muszę odebrać od córki z ładowania…
- To może córka znajdzie w internecie te Bory Tucholskie?
- Nie znajdzie. Ja, kurma, Polskę znam jak własną kieszeń, a młodzi teraz nie uczą się i dupa.
- Bez przesady. Jakoś sobie radzą…
- Tak? A historii, kurma, w ogóle nie znają. Nawet nie wiedzą skąd jest Marszałkowska. A ja, kurma, warszawiak jestem i wiem. Ty wiesz?
- Nie.
- Gadasz?! To od Franciszka Bielińskiego, marszałka wielkiego koronnego, który w XVIII wieku bardzo zasłużył się miastu… To był gość…
Skąd się na człowieku ta siwizna bierze..? Za okupacji dziadek siedział przy kuchennym oknie. Jak bomba piepszła koło ich domu to wstali cali siwi. Taka to była moc i tak to widocznie działa.

Przystanek Marszałkowska. Wstaliśmy. Dopiero teraz zobaczyłem rozmówcę. Był ubrany na czarno. Na rękach wełniane rękawiczki, na głowie zaciągnięty kaptur, z pod którego wyglądała umęczona alkoholem, zarośnięta siwym zarostem, twarz.
- Dzięki, mordo ty moja, na pewno pojadę, ale jak mi nie pozwolą palić to, kurma, nie dam rady. Trzymaj się. Cześć!

Wysiedliśmy i ruszając w kierunku kina Luna, w którym skończyły się reklamy, nastała ciemność i wybuchła muzyka zespołu Queen. Główny bohater filmu pogrążony był w nałogach trochę jak mój rozmówca, tylko w odrobinę innych okolicznościach.



SPOTKANIE
Po prośbie ręka
i ta udręka,
siła nałogu…
Nieznany Bogu,
nieznany sobie,
za życia w grobie,
celuje w słowa
żeby pogadać…
Nie musi biadać,
nie musi kryć,
że musi pić
ale potrafi siebie ocenić,
że może jeszcze w życiu coś zmienić…


14 marca 2019

MICHAŁ ŻEBROWSKI, przewodniczący Rady Dzielnicy Wawer


RZECZY NAJWAŻNIEJSZE

T.  Od kilku miesięcy obserwuję  pana prasowe i fejsbukowe wypowiedzi; zastanawia mnie, jak to się stało, że operuje pan polszczyzną ze swobodą i rzadką poprawnością. Jakieś studia w tym kierunku?

M.  Nie, zupełnie nie. To tylko dobra szkoła  średnia i nawyk czytania.

T.  Zatem – jaka szkoła?

M. Miałem szczęście urodzić się w Pułtusku – urokliwym mieście północnego Mazowsza z prawami miejskimi sięgającymi średniowiecza. Mieście o nieustających do dnia dzisiejszego tradycjach humanistycznych. A moje liceum  to kontynuator  jednej ze szkół zakładanych przez jezuitów;    jedna z pierwszych szkół średnich w Polsce. Ma przebogatą historię, sięgającą  roku 1440. Nosi imię Piotra Skargi. (Warto wspomnieć, że to w tej szkole osadzona jest akcja  książki W. Gomulickiego „Wspomnienia  niebieskiego mundurka”).
Wiele zawdzięczam temu, że … uczyłem się tam łaciny. To tak porządkujący wypowiedzi język. I tyle mądrych  myśli w nim wypowiedzianych - wciąż z niego czerpiemy.
Po humanistycznej zaprawie wprost po maturze w liceum – mając lat 19 znalazłem się w uczelni policyjnej, w Szczytnie. Postanowiłem zostać oficerem policji i – byłem nim przez 22 lata do roku 2018. To ciężka służba, wymagająca samozaparcia nie tylko od  funkcjonariusza, który taki los sobie wybrał, lecz także - od rodziny, od żony i dzieci.
Żonę  znalazłem w rodzinnym  Pułtusku. Pochodzi z Ostrowca Świętokrzyskiego, ale w Pułtusku studiowała nauki polityczne na tamtejszej Akademii Humanistycznej.  Mamy syna i córkę i... wiele wspólnych zainteresowań i pasji. Wszyscy kochamy morze – i Bałtyckie, i Śródziemne, a z dorastającym synem chodzę po górach. Rzec można  - prowadzimy całą rodzina aktywny tryb życia. Uwielbiamy  wspólne  wycieczki, rajdy rowerowe. A ostatnio doskonalimy umiejętność pływania na anińskim basenie.
Żeby móc trochę więcej czasu  poświęcać rodzinie, zwłaszcza – dorastającemu 14-latkowi – w 2018 roku zmieniłem pracę.  Ktoś dostrzegł i docenił moje doświadczenie zawodowe i zaproponował mi  stanowisko też w dziale kontroli (w tym zakresie byłem specjalistą), na dogodniejszych warunkach. Przyjąłem ją. Ta nowa  praca – odpowiedzialna, ale w określonych godzinach – od - do, a to pozwala mi decydować o swoim czasie wolnym.

T.  I ten wolny czas przeznacza pan w dużej mierze - na  pracę w samorządzie Wawra… Bo to już druga kadencja pana jako radnego.

M.  Tak, chciałem zostać radnym. Lubię wyzwania. Cieszę się, że zaufało mi tyle osób, oddając na mnie głos. Jestem  im bardzo wdzięczny i obiecuję, że będę pracować w miarę swoich możliwości najlepiej, jak potrafię.

B.  Został pan wybrany  przewodniczącym  Rady. Jaka pierwsza myśli przyszła do głowy przewodniczącemu, kiedy spojrzał na zespół z którym będzie pracował przez najbliższe pięć lat?

M.  Ucieszyłem się, że jest wśród nas sporo kobiet. W zeszłej kadencji było ich sześć, teraz jest już dziesięć, czym zbliżamy się do niemalże połowy  dwudziestotrzyosobowej Rady Dzielnicy (a już wśród radnych Koalicji Obywatelskiej kobiet jest siedem, a mężczyzn tylko trzech). Panie są inteligentne,  energiczne, a przede wszystkim pełne zapału do działania. Już działają.

 T.  Przewodniczący Rady Dzielnicy to zaszczytna, ale odpowiedzialna funkcja. Musi pan mieć  oczy szeroko otwarte i – pomysł na jak najlepszy kontakt z ludźmi.

M.  Wiem. Najważniejsze, to nie lenić się. Na przykład – zorganizowałem już spotkanie z dotychczasowymi przewodniczącymi Rad Osiedlowych. Prosiłem o zapewnienie dla nich dwóch dni w miesiącu  w naszym Wydziale Obsługi Rady  UD do ich dyspozycji, by mogli przedstawiać problemy swoich środowisk; sam będę chętnie służył  im pomocą. Zdecydowanie chciałbym podnieść rangę rad osiedlowych, ostatnio zbyt mało znaczących.

 B.  Czy zastanawiał się pan nad priorytetowymi zagadnieniami, które trzeba będzie zrealizować w tej kadencji?

Przede wszystkim leży mi na sercu sprawa oświaty, ciągły wzrost poziomu naszych szkół, ich rozwój.
Ten rok będzie  bardzo trudny. Reforma szkolnictwa i związane z nią problemy, szczególnie podwójny nabór do pierwszych klas licealnych to bardzo poważne wyzwanie.

T.  A kultura?

M.  Sprawami kultury zajmowano się poważnie i skutecznie już w czasie dwóch poprzednich kadencji Rady, kiedy jej przewodniczącym był Norbert Szczepański, obecny burmistrz Dzielnicy Wawer. Powstały trzy budynki, tzw. kulturoteki. W planach są kolejne. Teraz trzeba myśleć o doborze  kadr je obsługujących i programach  działań. Sprawą ważną i przełomową w poprzedniej kadencji Rady było powołanie do życia Wawerskiego Centrum Kultury.

B.  Pozostał jeszcze sport.

M.  Tak, w Wawrze ze względu na naturalne warunki dzielnicy to ważna dziedzina do zagospodarowania. Marzą mi się nowe ścieżki rowerowe, miejsca czynnego wypoczynku. I oczywiście poprawa komunikacji publicznej w tak rozległej dzielnicy. Te dwie sprawy, to mniejszy smog, który jest zmorą Wawra.
Sport jest dla mnie bardzo ważny. Jak wspominałem, prowadzę aktywny tryb życia. Wcześniej grałem w piłkę nożną, teraz grywam w squasha. Okresowo, w miarę możliwości czasowych chodzę na siłownię, a rowerem jeżdżę nieco więcej niż rekreacyjnie. Jestem też wiernym kibicem Biało-Czerwonych na każdej arenie sportowej.

B.  Czy od mieszkańców płyną sygnały o sprawach, jak to się mówi, nie cierpiących zwłoki?

M.  To oczywiście kwestie związane z zanieczyszczeniem powietrza, bezpieczeństwem mieszkańców, kanalizacją, poprawą nawierzchni ulic, szarogęszącą się coraz bardziej zabudową wielorodzinną, – długo by wyliczać.
Nad tym i wszystkimi innymi problemami będziemy się pochylać. Nasi radni, pracujący w wybranych komisjach, już mają pełne ręce roboty. Moim zadaniem jest ułatwiać im pracę, łagodzić ew. konflikty, wsłuchiwać się w problemy, z którymi się zderzają.

T.  Czy wystarczy panu sił, żeby poradzić sobie ze wszystkimi wyzwaniami?

M.  Marzy mi się, że podołam… Martwię się tylko, że coraz bardziej brakuje mi czasu na czytanie. Książki odkładam przeczytane do połowy, bo nagle  pojawia się myśl o jakiejś niezałatwionej kwestii  i lektura idzie w kąt. Dobrze, że mam czytającą żonę, ona mnie trochę w tym zakresie dopinguje. Kupiłem jej ostatnio w walentynkowym prezencie książkę „Becoming. Moja historia” Michelle Obamy, wzorowej żony poprzedniego prezydenta USA.

T.  Lubimy czytające żony - proszę ją pozdrowić i niech nam wybaczy, że czasem przytrzymamy pana w redakcji. 


Rozmawiały;  Teresa Szymczak i Barbarą Mildner

20 lutego 2019

BEATA MICHALEC

Niejedna ciekawa osoba, ba, rzec można - osobowość - gościła w ciasnym, zaksiążkowanym pokoiku, służącym przez lat dziewiętnaście jako miejsce spotkań i rozmów redakcji MNA.
28 stycznia b.r. naszą rozmówczynią była dr Beata Michalec, radna m.st. Warszawy; w dniu 12 stycznia wybrana ponownie - i jednogłośnie - prezeską Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaciół Warszawy. Jest pierwszą kobietą  na tym stanowisku.

Pisaliśmy o niej w MNA wkrótce po obronieniu przez nią pracy doktorskiej na Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora (MNA XVI nr  5/94 i 6/95). Obserwowaliśmy przez wiele lat jej pracę w Zarządzie Głównym TPW - najpierw jako sekretarza, następnie prezesa Zarządu. Pracowita i ambitna - od urodzenia związana jest z Warszawą. 

Oto rezultat  wspomnianej rozmowy…



BEATA MICHALEC - KOBIETA Z WARSZAWY

 Miłość do Stolicy wyniosła z rodzinnego domu; rzec można – ma ją w genach po pradziadach. Głównie zawdzięcza to swej babci, która - spacerując po ulicach z wnuczką, przekazywała jej swe wspomnienia o Warszawie: przedwojennej, tej okupacyjnej, jak i powstańczej. Dziadek Beaty Michalec ze strony ojca spoczywa wśród innych Powstańców na Cmentarzu Powstańców Warszawy.

Do poznania historii Warszawy przyczynili się też członkowie licznej rodziny, Warszawianie, jak i ona - w których opowieści wsłuchiwała się z uwagą przy okazji licznych, rodzinnych spotkań.
               
Kończyła Liceum Ekonomiczne na Pradze. Jej pasją nie stała się jednak ekonomia, lecz historia - za sprawą  niezwykłej nauczycielki, Zofii Kozłowskiej, działającej w Polskim Towarzystwie Historycznym. Dzięki niej - jeszcze jako uczennica - znalazła się na przykład na Zamku Królewskim, na którym nieoficjalnie odbywały się w latach 1981- 82 ciekawe wykłady z historii z inicjatywy prof. A. Gieysztora.
               
Z prof. Stanisławem Lorentzem zetknęła się po raz pierwszy w roku 1979, kiedy to - z inicjatywy Z. Kozłowskiej  - jej Liceum otrzymało imię Stanisława Herbsta. (Wspomina, że śpiewała na uroczystości nadania tego imienia w szkolnym chórze.)
               
Po maturze wybrała studia na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Rozpoczęła pracę w przedszkolu jako nauczycielka. Niewiele lat minęło, kiedy na Bielanach w 2002 r. została przedszkola -  dyrektorem. To niejako zapoczątkowało jej współpracę z Towarzystwem Przyjaciół Warszawy, bo zgłosiła owo przedszkole w konkursie TPW „Warszawa w kwiatach; komisja konkursowa, złożona z aktywu Oddziału na Żoliborzu, zauroczona widokiem ukwieconego przedszkolnego budynku - zaproponowała jej członkostwo i udział w pracach TPW. Było to w roku 2005.
      
W roku 2006 została prezesem tego Oddziału. Następnie, po kilkuletnim sekretarzowaniu w Zarządzie Głównym (2008-2013), 26 czerwca 2013 r. wybrano ją po raz pierwszy prezeską Zarządu Głównego TPW…(  Jej poprzednikami byli: prof. Stanisław Lorentz oraz prof. Lech  Królikowski).
Jeszcze jako  sekretarz Zarządu Głównego Beata Michalec zainteresowała się zawartością jego archiwum TPW. Znajdowało się ono w podmokłej, niezabezpieczonej piwnicy, było w opłakanym stanie.  Porządkując  te dokumenty, natknęła się na bardzo zniszczone materiały, związane ze zmarłą kompozytorką - Teklą Bądarzewską. Ruszyła  śladem znaleziska, szperając w warszawskich archiwach i bibliotekach. W rezultacie tych poszukiwań powstała jej pierwsza książka o tej mało znanej polskiej kompozytorce. Ta książka, jak też zainteresowanie osobą Bądarzewskiej ze strony telewizji,  prasy i wydawnictw,  stały się dla Beaty bodźcem do podjęcia dalszych studiów historycznych - już na Akademii Humanistycznej w Pułtusku.
    
Osiągnięcia w pracy na rzecz Warszawy jako aktywistki TPW pozwoliły jej zdecydować się  na start w wyborach do warszawskiego samorządu. Została radną. Pracuje w kilku komisjach – Edukacji  i Kultury, a  w komisji d.s. Ochrony Środowiska – jest wiceprzewodniczącą. ( Przygotowała się  do nowych zadań na podyplomowych studiach w tych zakresach).
     
Nie przestała aktywnie uczestniczyć w życiu kierowanego przez siebie Towarzystwa, czego dowodem była m.in. – jej obecność na wieczorze sprawozdawczo – wigilijnym Oddziału Anin TPW  w grudniu ub. roku. Gratulujemy i mamy nadzieję na dalsze wizyty  w Aninie .

 REDAKCJA MNA