25 kwietnia 2018

W KWIETNIOWYM MNA



Od lat kilkunastu jedną z sobót czerwcowych spędzamy wspólnie, niemałą gromadą przyjaciół, przed budynkiem Centrum Promocji Kultury na Pradze-Południe.

Jedziemy z Anina - bywa - kilkoma samochodami; okazja oglądania niezliczonych, baśniowych przedmiotów ulepionych z gliny ciągnie nas tam z niezmienną siłą co roku. Chodzimy między mnóstwem ekspozycji prezentujących wyroby ceramiczne, oglądamy, przymierzamy i w rezultacie kupujemy wypatrzone w tym „sezamie" skarby: dla siebie, dla domu, na prezenty dla bliskich.
I co ciekawe: kupujemy też prezenty dla towarzyszek wyprawy, jakby dla wzajemnego upamiętnienia wspólnego przeżycia tego święta!

Fotografujemy wiele - te cudeńka, na których kupno nas nie stać.
I rzeźby, wystawione tradycyjnie na wodzie, stale inne, zaskakujące, pomysłowe.

Atmosfera tego święta jedyna w swoim rodzaju: radości tyle, ile mają dzieci zajęte toczeniem na kołach garncarskich i zdobieniem ceramiki, kobiety przy stoiskach z biżuterią, a koneserzy sztuki - duchowego zachwytu, jak na dobrym wernisażu.

Co ważne, możemy porozmawiać z twórcami kupionych przedmiotów, spotkać się z nimi za rok ponownie, nawiązać kontakt. Kupiony skromny wazonik przestaje być bezosobowy.

Organizatorzy ze Związku Ceramików Polskich zazwyczaj nie mają dla nas chwili czasu. Oblegani, zalatani z powodu jakichś pilnych spraw ledwie zdołają nam skinąć głową. Rozumiemy to zawsze
i wybaczamy; sami tak mamy na naszych imprezach. Zmęczeni grożą: to już chyba ostatni rok!

Pojedziemy znów w tym roku i nie wątpimy, że za rok się tu spotkamy!
W imieniu bywalców Teresa Szymczak