13 marca 2008


________________________________________________


Kira Gałczyńska

MÓJ ANIN

Mam dla tego miejsca na ziemi wiele serdeczności, sporo tkliwości
i jednakowy zachwyt. Biorą się one z zawsze mnie wzruszających wierszy K.I.G. powstałych tutaj i opisujących te miejsca.
Odżywają pełne ciepłych obrazów opowieści mamy, która Anin,
i zwykły (kiedyś tak typowy dla tej miejscowości) nieistniejący dziś drewniak uważała za swój pierwszy, prawdziwy dom, miejsce, do którego później tęskniła przez wiele lat.. I wspominała z jednakowym
skurczem serca. A ojciec - w niewoli, kiedy wspominał świat utracony, świat książek, muzyki, natury, przywoływał właśnie swoją anińską pracownię i wysmukłe sosny zza okna.

A potem z mojej pamięci wyłania się gościnny dom Jerzego Zaruby, cudowni ludzie często bywający u tego "mistrza Kpinek", wspaniała herbata, gromadząca przy stole młodego Janka Lenicę, moich rodziców i ciekawe małżeństwo: Eugeniusza Cękalskiego
z młodą piękną żoną, Krystyną. On był reżyserem Strachów, według znanej książki Marii Ukniewskiej, filmu z roku 1937, uważanego przez wielu za pierwszy artystyczny film polski, z niezapomnianą rolą Osterwy, z dialogami K.I. Gałczyńskiego. Ja - siedzę, popijam herbatę i słucham zafascynowana. Takie rozmowy - lekkie, dowcipne - mogły się toczyć tylko w kilku znanych mi domach. Wśród nich była i anińska "posiadłość" Jerzego. Kochana przez niego,
wybrana, niezapomniana. A potem Jerzy przerywał rozmowę, nastawiał patefon i zaczynały się tańce...

Miałam więc chyba prawo nazwać tych kilka słów "Moim Aninem", choć dla wielu osób zabrzmi to w sposób kategorycznie zawłaszczający. Mój Anin to przeszłość, ale także i teraźniejszość. Poza najwcześniejszym dzieciństwem nigdy tu nie mieszkałam, przyjeżdżałam nie tak znowu często, choć to się w ostatnich latach zmieniło. I te właśnie ostatnie lata sprawiły, że moja jakby irracjonalna sympatia dla Anina została ugruntowana ostatecznie i nagle otrzymała całkiem konkretny wymiar. A wszystko, jak w moim życiu zdarza się często, sprawił przypadek.

Dzięki niemu spotkałam tu grupę uroczych ludzi, aninian, którzy dla poety i jego anińskich śladów mieli i mają sporo serca. Zaczęliśmy się spotykać w maleńkiej, ciasnej, ale ze swoją charakterystyczną atmosferą bibliotece, usytuowanej w pobliżu dawnego domu, gdzie powstał m.in. Noctes Aninenses. Biblioteka na Trawiastej i wielki ogród wokół niej stały się miejscem
miłych spotkań, rozmów o poecie, o jego nieistniejącym, ale żyjącym w wierszach domu; wśród gości biblioteki odnalazłam bliskich krewnych - Antoniego i Halinkę, wielu oddanych czytelników wierszy K.I.G.

Naszym spotkaniom towarzyszyła zawsze niewymuszona serdeczność, bezpośredniość, wdzięk; zacieśniały się one z każdym rokiem - biblioteka na Trawiastej otrzymała imię poety, potem w ogrodzie pojawił się kamień, upamiętniający mocne związki Konstantego Idefonsa z tym czarownym miejscem; dbała o to Teresa Szymczak i sympatyczne, lokalne pismo Między nami Aninianinami.


Przed kilku laty od pani dyrektor Barbary Szpindy usłyszałam, że na Trawiastej powstanie nowa biblioteka. I powstała. Jest wspaniała, obszerna, szeroko otwarta na nowych czytelników, nowe książki, wystawy, koncerty i spotkania... Można ją śmiało nazwać biblioteką nowego wieku, który od siedmiu lat nam panuje. Za to atmosfera w niej taka jak dawniej, spotykają się tu ludzie w jakiś sposób bliscy sobie. Łączy ich książka, poeta, jego wiersze, a także przekonanie, że Anin jest
i pozostanie miejscem wyjątkowym.


Miło mi patrzeć, po wejściu do holu, na zdjęcia i rysunki Jerzego Zaruby, który przecież mieszkał po sąsiedzku. Dobrze jest żyć ze świadomością, że nie wszystko należy do odchodzącej przeszłości. W anińskiej bibliotece czas dzisiejszy i ten miniony stanowi jedność. Cementuje ją książka.
I ludzie.


________________________________________________

Maria Chodorek

LUDZIE ANINA Janina Zdanowiczowa

Autorka cieszącej się dużym zaintresowaniem wystawy „Malarskie cytaty”, otwartej 17.10.2007 r. w nowym budynku Biblioteki Wawerskiej przy Trawiastej zamieszkuje w Aninie od 1942 roku. To wtedy 20-letnia Dzidka-Janina Cieszańska została żoną równie młodego Jana Zdanowicza, mieszkańca naszego Osiedla, zapalonego tenisisty. I właśnie na kortach tenisowych anińskiego Kasyna – ośrodka życia towarzyskiego w owych czasach – poznali się latem 1939 roku. Dzidka spędzała tu wakacje z matką i siostrą, bowiem letnosko Anin jak magnes przyciągało wielu Warszawiaków...

RODZICE
Matka – Romana Cieszańska, magister farmacji, prowadziła własne laboratorium Farmaceutyczno – Kosmetyczne przy ul. Chmielnej 33 – punkt na starym planie Warszawy oznaczony jako „Dom Kino Atlantic”. Kremy pani Romy były cenione w kraju, eksportowane do Francji, sypkie pudry uznano za najlepsze w Warszawie. Starsza córka, Mirosława, studiowała również farmację, zaś Dzidka chciała w przyszłości zostać chirurgiem plastycznym. Na razie uczęszczała do szkoły im. Marii Taczanowskiej, gdzie potem, w latach wojny uzyskała konspiracyjną maturę.
Ojciec – Mieczysław Cieszański, geodeta mierniczy przysięgły, był postacią dobrze znaną
w przedwojennym Aninie. Na zlecenie hr. Adama Branickiego w 1934 r. sporządził plan parcelacji terenu na wschód od ówczesnej ul. Królewskiej (dziś M.Kajki) pod budowę nowego Anina. W jego biurze geodezyjnym „Delta” (ściślej: Biurze Mierniczo – Parcelacyjnym) przy ul. Trębackiej 4 opracowano mapę tego projektu. Została ona przekazana przez Oddział Anin TPW autorowi rozdziału Dawny Wawer i opublikowana w książce Wawer i jego osiedla – plansza 18. Biuro „Delta” spłonęło we wrześniu 1939 r., spaliło się też mieszkanie, ale przewidujący ojciec rodziny
„z głową” ulokował pozostałą fortunę w surowce do laboratorium żony. Ta inwestycja zapewniła egzystencję wszystkim przez całą okupację, a po upadku powstania stała się zaczątkiem nowego laboratorium.

NIEMIECKA OKUPACJA
Ślub Janiny Cieszańskiej i Jana Zdanowicza odbył się 17 marca 1942 roku w kościele na Kamionku, przy ul. Grochowskiej, w czasie jednej z ulicznych łapanek. Młoda para dotarła do kościoła tramwajem, z którego szczęśliwie tym razem nie wygarnęli pasażerów. Małżonkowie zamieszkali w drewnianym domu rodziny Zdanowiczów przy ul. IV Poprzecznej w Aninie. Nim przyszła na świat córeczka Krystyna, pani Dzidka dojeżdżała do pracy w laboratorium matki
i wyprawiała się do Pilawy, a stąd na wieś po żywność. Kwitł handel zamienny: za słoninę chętnie przyjmowano pantofle na obcasach itp. Jan Zdanowicz od stycznia 1941 r. brał udział
w konspiracji AK, ukończył w sierpniu 1943 r. tajną podchorążówkę, jako kapral-podchorąży „Dzid”. Czyli Dzid i Dzidka jak Kaj i Kaja?

POWSTANIE WARSZAWSKIE
Udziałem Janiny Zdanowiczowej podczas powstania stała się tułaczka z małą Krysią na ręku
w grupie mieszkańców Anina wysiedlonych z domów i przegnanych na Grochów. Tam, pewnego dnia, tylko ucieczka z pomocą teścia uratowała młodą kobietę przed rozstaniem z dzieckiem
i wywózką na roboty. Po powrocie do Anina, w którym spłonęło kilka domów – w tym rodzinny drewniak – w wyniku ostrzału rakietami typu „Katiusza”, Zdanowiczowie kilkakrotnie zmieniali miejsce zamieszkania. Ostatecznie dostali przydział na dom przy Ukośnej 3, gdzie trzeba było przeprowadzić generalny remont, a przedtem posprzątać po stacjonujących tam poprzednio żołnierzach wojsk radzieckich. Gdy tylko można było dotrzeć do Warszawy, Janina Zdanowiczowa przeprawiła się przez zamarzniętą Wisłę. W piwnicy ocalały firmowe opakowania od kosmetyków i „ugotowane” pod wpływem wysokiej temperatury powstańczej pożogi – lanolina i inne surowce używane w laboratorium. Trzeba było kilkakrotnie przekraczać Wisłę, by znalazły się one
w Aninie.

LABORATORIUM W ANINIE
Laboratorium znalazło lokum, przy ul. Wydawniczej. Surowiec do produkcji kupowano na bazarze Różyckiego, gdzie handlowano towarem, o którego przeznaczeniu sprzedający często nie mieli pojęcia. Z czasem w laboratorium zatrudniono 15 osób. Pani Dzidka prowadziła własny gabinet kosmetyczny – najpierw na Przeskok, potem przy ul. Ukośnej, jednak w latach 50-tych, po domiarach podatkowych, zarówno firmę kosmetyczną, jak i gabinet, trzeba było zlikwidować.

MĄŻ I CÓRKI
Jan Zdanowicz po kapitulacji Powstania Warszawskiego, w którym walczył na Mokotowie,
w pułku „Baszta” - dostał się do niewoli. Gdy Stalag XI-A Altengrabow został wyzwolony przez Amerykanów, zaciągnął się do II Korpusu WP, gdzie służył w Semigalii we Włoszech. W Rzymie przeniósł się do ośrodka akademickiego Korpusu i rozpoczął studia architektoniczne z zamiarem kontynuowania ich w Polsce, do której powrócił w styczniu 1947 roku. Jak wspomina jego rodzina, przywiózł w żołnierskim worku: ciężkie, oprawne tomy z zakresu architektury i historii sztuki oraz czekoladę. Wkrótce podjął studia na wydziale architektury Politechniki Warszawskiej.
Zdanowiczowie mieli już jedną córkę, teraz przyszły na świat: Maria, która zmarła w wieku sześciu miesięcy, Anna i Teresa.

PRACA ZAWODOWA
Janina Zdanowiczowa podejmowała się kolejno różnych zajęć równolegle z prowadzeniem domu. Odpowiadała za poradnictwo kosmetyczne w redakcji Kobieta i życie, przez 15 lat była zatrudniona przez Polskie Towarzystwo Ekonomiki Gospodarstwa Domowego, pisała do Biuletynu EKODOM.
Prowadziła szkolenia kosmetyczne z całej Polski, jako inspektor do spraw higieny i kosmetyki wizytowała gabinety kosmetyczne i ośrodki masażu etc.
Dbała o spokój męża – zdolnego architekta, autora ponad stu zrealizowanych w kraju i zagranicą obiektów. Jan Zdanowicz wygrał również w konkursie na projekt naszego kościoła w Aninie,
o czym zdecydowała warszawska kuria. Zarzucono ten projekt (na rzecz zaprojektowanego przez Zygmunta Stępińskiego) pewnie, dlatego, że kościół wg projektu Zdanowicza miał pozostać drewniany...

OSTATNIE LATA
Jan i Janina nie obchodzili hucznie swoich złotych godów, które miały miejsce w 1992 roku. 3 lata później w bardzo upalny dzień, śmierć zabrała Jana. Jego aktywności zawodowej do ostatnich chwil towarzyszyła druga pasja – tenis. Uprawiał go na kortach CWKS Legia w Warszawie, był tam prezesem Koła Seniorów. Pani Janina od lat szkolnych pasjonowała się rysunkiem i sztuką – parę lat temu zaczęła „grę w kolory”. Córka podarowała mamie pastele, w tej technice czuje się najlepiej. Byliśmy świadkami otwarcia pierwszej wystawy prac pani Zdanowiczowej – dochód
z ich sprzedaży zasili Hospicjum Domowe, które otacza wszechstronną nieodpłatną opieką zwłaszcza chorych w ostatnim stadium choroby nowotworowej. Pani Janina martwi się, czy zdąży podołać wykonaniu w umówionym terminie prac, zamówionych na wernisażu.

Na fotografii autorka wystawy „Cytaty malarskie” Janina Zdanowicz (przy mikrofonie) przeznaczyła cały dochód ze sprzedanych obrazów na Hospicjum Domowe Księży Marianów.
____________

Artykuł opublikowany na stronie dziesiątej 63 numeru pisma Między Nami Aninianinami
z listopada 2007 roku.