25 września 2008

ZOFIA GÓRZYŃSKA - Mój Anin

W opracowaniu mamy nowy, 66 numer MNA, poświęcony min. Powstaniu Warszawskiemu. Proszę o chwilę cierpliwości.

_______________________

Marzec - Maj 2008



_________________________________

Zofia Górzyńska

Mój Anin
Przez pierwsze jedenaście lat mego życia mieszkaliśmy w Wawrze, ale życie towarzyskie moich rodziców było zawsze ściśle związane z Aninem. Dlatego ja, odkąd sięgam pamięcią, wszystkie wspomnienia kojarzę z tym miejscem. Rodzinny dom, w którym mieszkam od 1938 roku, stoi na terenie dawnych lasów hrabiów Branickich. Kiedyś wzdłuż obecnej ulicy Kajki biegło ogrodzenie. Do lasu wchodziło się furtką u wylotu ulicy IV Poprzecznej. Jako mała dziewczynka chodziłam tam na spacer z opiekunką. (Kiedyś zgubiłam się zbierając poziomki.) Przyszedł czas, gdy „mój" aniński las został podzielony na działki. Na jednej z nich stanął dom rodziców. Dzięki temu „mój" las pozostał mój.
Idąc z Wawra do Anina przechodziłam najpierw przez tory kolejki wąskotorowej, potem przez tory kolei, a następnie przez tory tramwaju konnego. Kolejka jeździła z Karczewia do Jabłonny i stanowiła najwygodniejsze połączenie z Pragą; kolej szerokotorowa obsługiwała linie dalekobieżne i podmiejskie; tramwaj konny jeździł z Kaczego Dołu do Zbójnej Góry. Kto pamięta ciągnięty przez konia wagonik, w zimie zamknięty, a w lecie nieobudowany, z ławeczkami, z których można było obserwować całą trasę?
Program klasy pierwszej i drugiej szkoły podstawowej przerabiałam w domu. Do trzeciej klasy chodziłam z Wawra do Anina na ul. IX Poprzeczną. Szkoła mieściła się w willi doktora Szalli. Obecnie dom ten jest objęty nadzorem konserwatora zabytków. Pięknie odnowiony, otoczony zadbanym ogrodem jest, moim zdaniem, najładniejszym domem w Aninie, bo jest z nim zrośnięty swoją historią i nie ma pretensji do pseudopałacowości. Życie towarzyskie moich rodziców, jak już wspomniałam, było ściśle związane z Aninem. Wawer nie był towarzysko atrakcyjny, natomiast społeczność anińska stanowiła zżyte grono, skupione wokół Kasyna.

Wejście do Kasyna - ul. V Poprzeczna róg Rzeźbiarskiej
Kasyno stało na terenie dużego placu, ograniczonego ulicami: Królewską (obecnie Kajki), V Poprzeczną, Parkową (obecnie Rzeźbiarska) i terenem kościoła. Był to budynek ustawiony frontem do narożnika V Poprzecznej i Parkowej. Wchodziło się przez taras do dwóch pomieszczeń. Duże - było kawiarnio-restauracją z bufetem i kilkoma stolikami, mniejsze - był to tak zwany pokoik brydżowy. Za bufetem kawiarni królował pan Wiweger, zawsze miły, uśmiechnięty i dbający o kameralną atmosferę tego miejsca. Z kawiarni schody wiodły na antresolę, gdzie stał bilard. Było to miejsce, gdzie zazwyczaj „urzędowała" starsza młodzież anińska. Pokoik brydżowy był (poza funkcją określoną nazwą) siedzibą Towarzystwa Przyjaciół Anina. Tylną częścią budynku Kasyna - duża sala z estradą. Odbywały się tam bale, spektakle teatralne, koncerty a czasem również wyświetlano filmy. Na ścianach pamiętam rysunki Jerzego Zaruby. Od strony ul. Kajki stał drewniany domek, w którym mieszkała rodzina państwa Wiwegerów.

Na fotografii przed Kasynem stoją od lewej: dr Stanisław Wilatowski, Eugenia Wojciechowska, Jerzy Zaruba, Zdzisław Wojciechowski, Jan Zawistowski, p. Kon, Jan Gosławski.
Na tyłach Kasyna były korty tenisowe. Najpierw jeden - betonowy, a potem obok drugi - ziemny. Pamiętam, jak go budowano, bo w tym czasie moja mama była sekretarzem, czy skarbnikiem Towarzystwa i z jej inicjatywy i pod jej nadzorem powstawał ten nowy kort.
Od strony ulicy Kajki usypana została górka saneczkowa. Zjeżdżało się do wykopu, na końcu którego była strzelnica. Można zapytać po co było ją usypywać, skoro w Aninie w tym czasie były dostępne naturalne wzniesienia, z których zimą zjeżdżało się na sankach. Ale te górki porośnięte były sosnami i co roku zdarzały się nieszczęśliwe wypadki. Tak zwana górka Delmaka nie była wtedy dostępna.
Piszę o kasynie, kortach, bowiem nie ma przedwojennego Anina bez Kasyna i bez Towarzystwa Przyjaciół Anina. Przyjacielskie wzajemne stosunki anińskich rodzin, tam nawiązane, trwały i owocowały przez długie lata, nawet do dziś.
O niezwykłym klimacie Anina mówi też fakt, że ciągnęli do niego artyści, Przecież to tu mieszkał Jerzy Zaruba, Konstanty Ildefons Gałczyński, Julian Tuwim, Władysław Walentynowicz (pianista), tu miał swoją działkę Zbyszko Sawan (aktor), wakacje spędzała Maria Gorczyńska (aktorka), mieszkała przed wojną Helena Korf-Kawecka (śpiewaczka), a na wypoczynek - ostatnio - przyjeżdżał ksiądz Jan Twardowski.

Na stanowisku sędziego od lewej: Leon Gąssowski, Tasia Gąssowska, Zofia Wojciechowska (Górzyńska), siedzi Eugenia Wojciechowska; stoi Jana Gąsowska, za nią - Jan Gosławski.
Wojnę i okupacje przeżyłam w Aninie. Aniński okres okupacji związał przyjaźnią wiele młodzieży. Tajne nauczanie i działalność rodziły różne sytuacje - groźne, silnie wiążące, a czasem śmieszne nawet. Wreszcie przeszła przez Anin ofensywa, nastał czas powrotu do nauki. Zdałam maturę i rozpoczęłam studia. I ówczesne warunki komunikacyjne zmusiły mnie do czasowego zamieszkania w Warszawie. Musiałam się rozstać z Aninem. Czułam się w mieszkaniach warszawskich, jak w klatce. Na szczęście w wolne chwile zawsze mogłam wpaść do Anina. Ten okres banicji nie trwał bardzo długo. Wróciłam, gdy tylko poprawiły się warunki komunikacji z Warszawą, bo nie wyobrażałam sobie mieszkania poza Aninem.
Obecnie Anin jest już Warszawą, ale jadąc „do miasta" zawsze mówię, że jadę do Warszawy, bo Anin to jest dalej Anin. Bardzo chcę, by moje osiedle modernizowało się, ale jednocześnie, by zachowało swój specyficzny charakter. Nie łudzę się, by mógł powrócić charakter przedwojennego, przyjacielskiego Anina, ale bardzo cieszą mnie starania grupy entuzjastów, aby po nadaniu mu miana Osiedla Poetów nadać także taki charakter, który wyróżni nasz Anin spośród innych warszawskich osiedli.
***
Zamykam oczy, jak na filmie przesuwają się różne anińskie wspomnienia. Zadaję sobie pytanie: czy Anin jest mój, czy też ja jestem jego...
Chyba nie rozwiążę tego problemu.
________________________________________