29 października 2009

MNA 70



________________________


MOJA OKOLICA
Marcin Wolski


Zaczarowane miejsca, małe ojczyzny. Moją, z trudem można wpasować w granice administracyjne. Mieści się w niej Anin, Wawer, Marysin, Międzylesie, łąki miedzy Zastowem a Lasem, (na których spędziłem mnóstwo czasu jako wagarowicz) Gocław i Gocławek... Kolejno świat dziecka, uczniaka, młodego mężczyzny, autora....
Tu działy się rzeczy dla mnie najważniejsze, tu były moje szkoły - podstawówka na Minerskiej, której już nie ma, prywatna szkoła sióstr Felicjanek, ogólniak na Kajki, później na Alpejskiej. Moja parafia, cmentarz z grobami bliskich, wspomnienia, uczucia, inspiracje.
Opisałem ten pejzaż widziany z lotu ptaka w „Miejscu dla dwojga" gdy dusza mego bohatera pozbawionego ciała szybuje nad swoją rodzinna okolicą. W drewniaku wzniesionym w stylu świdermajer umieściłem inicjację erotyczną Adama Szareckiego bohatera „Bogów jak ludzi". Na pobliskim Grochowie, na poddaszu zaadaptowanym na studio muzyczne Maciek Podlaski, narrator „Nieprawego łoża" kochał się ze swoją uczennicą Martą, nieświadomy że 35 lat wcześniej na wawerskich łąkach, w pierwszym dniu powstania warszawskiego jego autentyczny ojciec AK-owiec Maciej Kamienicki zabił jego „ojca nominalnego" czyli komunistycznego bojówkarza Eugeniusza Podlaskiego, a na skraju rezerwatu im. Króla Jana Sobieskiego Sowieci pozorowali śmiertelny wypadek jego matki - Róży. Również tu zachodzi na cmentarz na Glinkach, prowadzić monologi ze swym przedwcześnie zmarłym kolegą szkolnym. Z kolei w „Nobliście" finałowe sceny umieszczam w domku letniskowym nad Świdrem, na stacji benzynowej za Starą Miłosną, i w ukrytej gdzieś w okolicznych lasach rezydencji medialnego oligarchy a przy okazji agenta KGB... Zaś w trzecim tomie cyklu „Trylogia Optymistyczna", zatytułowanym -„Kaprys historii" cofając się do lat 20 w karczmie Wawer (obecnym Motelu Napoleon) doprowadzam do śmiertelnej potyczki białogwardzisty Olega Dobrolubowa, z wysłanymi w ślad za nim siepaczami.
Ale nie koniec z „anininianami" i „wawernikami" w moich powieściach. Jedną z zabawniejszych scen „Alterlandu" ulokowałem w latach 60 w rejonie górki Del-maka. W optymistycznym wariancie historii, w której Polska jest suwerennym mocarstwem, działa tam letni teatrzyk - występują gwiazdy Międzywojnia z pospołu z artystami, którzy zadebiutowali po wojnie, tyle, że nie w PRL-u bo taki nie powstał. Jarosy prowadzi konferansjerkę z Wiktorczy-kiem, a Mrozek jest tam kelnerem.
W„Ekspiacji", w której ksiądz i małolata stawiają czoła pogrobowcom PRL-u, sensacyjna akcja rozpoczyna się zabójstwem proboszcza w wiejskim kościół¬ku, bardzo podobnym do urokliwej drewnianej świątynki w Miłosnej. Następnie wartka akcja toczy się na Marysinie i Wygodzie. Gdzieś w Aninie ma willę szlachetny opozycjo¬nista, a w istocie Tajny Współpracownik SB i jej pogrobow-ców -Artur Liwski...
Pisze się zazwyczaj o tym co się zna. Lubi bądź nie¬nawidzi. Bohaterowie moich kilkudziesięciu ksią-żek przemierzają cały świat przy czym nie jest dla nich przeszkodą czas teraźniejszy, jednak najchętniej wracają właśnie tu. Jak Marek Kazimierzak, bohater „Antybaśni" i „Włóczęgów czasoprzestrzeni", którego mieszkanie stano¬wi syntezę domu wzniesionego przez mego dziadka w kolo¬nii tramwajarzy i samotnej kamienicy na Gocławku, kiedyś stojącej w szczerym polu, a obecnie utopionej w pawilonach na Gocławku. Właśnie tam jest magiczny narożny pokój i właz do alternatywnych światów.
Nawet kiedy umieszczam moich bohaterów w innych podwarszawskich osiedlach, nikogo nie po-winno to zmylić, jeśli pociągnie dobrze nosem poczuje się zapach anińskich sosen, woń świeżo skoszonej trawy na łąkach, na których w moich czasach pasły się krowy, żyły bażanty, a nad ich głowami przelatywały samoloty startujące z lotniska na Gocławiu, po którym ślad pozostał jedynie w „lotniczych" nazwach ulic.
Najwięcej tych klimatów jak dotąd umieściłem w „Drugim życiu", opowieści o dzieciństwie i staro¬ści, która się dopiero ukaże. I wprawdzie teoretycznie dom mojego bohatera znajduje się w Falenicy (ale nadal w admi¬nistracyjnych granicach dzielnicy Wawer) ale jest to Faleni¬ca wymyślona, która równie dobrze mogłaby być Radością, Międzylesiem, lub Aninem właśnie.
Przeżyłem tu blisko 60 lat. Nigdy nie korciło mnie żeby emigrować, a przeprowadzać się? Po roku spędzonym w centrum Warszawy w betonowym bloku, mój organizm zaprotestował i zacząłem chorować. Wróciłem na stare śmiecie. I w prawdzie objechałem już kilkakrotnie kulę ziemską zwiedzając blisko setkę krajów, tak naprawdę pokonałem około 20 metrów. Tyle bowiem dzieli dom mego dzieciństwa, od tego który zbudowałem dla siebie. Obok starej morwy. Przed wojną był tu inny domek, trafiony jedną z pierwszych bomb, które we wrześniu 39 roku spadły na Wawer. Ale podobno najbezpieczniej jest w leju po bombie. Więc zaryzykowałem.