6 grudnia 2010

10 LAT MNA w Bibliotece Dzielnicy Wawer 4.12.2010


List gratulacyjny Jacka Duchnowskiego, Burmistrza Dzielnicy Wawer.

Osoby wyróżnione przez Redakcję MNA Złotą Stalówką za długoletnią współpracę.
Od lewej: Maria Chodorek, Maria Sieczkowska, Teresa Szymczak, Michał Wiweger w zastępstwie Antoniego, Jan Czerniawski z synem, Aldona Kraus, Alicja Francman.

MNA listopad 2010




________________

Dariusz Osiński
Dlaczego przyjaźń

Pewnego razu do mego domu - w celu przeprowadzenia wywiadu dla Kuriera Wawerskiego - zawitał Andrzej Murat. Rozmawialiśmy długo. Wywiad się ukazał, a dodatkowym rezultatem tej rozmowy była... rekomendacja mojej osoby Teresie Szymczak. Brzmiała ponoć krótko: ciekawy człowiek.
Doszło do pierwszego z nią spotkania. Energiczna, apodyktyczna, konkretna do szpiku kości, bezceremonialna. Przerażająca.
- Jezu! Co ja tutaj robię?
W ostrzale pytań ledwo uniknąłem kontuzji.
- No tak... Publikuje pan w internecie... Ciekawostka... I czyta to ktoś?
Nie omieszkałem się pochwalić.
- Statystki danych wskazują, że tak.
- A mógłby pan przynieść mi coś na papierze... Bo wie pan, ja jestem przyzwyczajona do słowa pisanego. Papier, to papier.
Odważny jestem. Przyniosłem. I wkrótce zostałem zaproszony do udziału w pracach redakcji MNĄ.
Od początku byłem prowokowany przez Teresę do pisania różnego rodzaju tekstów. Powstał cykl opowiadań wawerskich i cały stos wierszy.
Można powiedzieć, że pisałem non stop, cały czas czując doping i oddech na karku.
- Niech pan pisze, koniecznie, coś z tego wybierzemy.
Poza prozą dostarczałem do MNĄ liczne „ rymowanki", ale w niecodzienniku jako pierwsze ukazały się „Wiersze gliniane". Na moją uwagę, że są one dostępne w internecie od 2003 roku, usłyszałem:
- Internet to internet.
- Tak, a papier, to papier...
Jakby trochę gniewu w oczach, ale zauważyłem też coś, co przekonało mnie, że trafiłem w dobre miejsce. Taka jakaś nutka żarciku w twarzy, to, co sobie ogromnie cenię u swoich interlokutorów. Czyli możemy rozmawiać o rzeczach poważnych, ale cenimy sobie, i to bardzo - żart. Szybko pada propozycja:
- Mówmy sobie na ty, tak będzie prościej.
Czyli pierwsze lody pękły. Nawiązaliśmy współpracę.
MNA z moimi wierszami dotarło do Elżbiety Dobrodziej, ta spowodowała wydanie tomiku „Glinianych Wierszy". Oddział Anin Towarzystwa Przyjaciół Warszawy zorganizował wieczór mojej poezji w Klubie Kultury Anin. Pisałem dalej...
Możliwość tej owocnej współpracy zapewnił fakt, że Teresa jest człowiekiem niekonwencjonalnym, twórczym i poszukującym. Otwarta na nowości, czytająca niesamowite ilości książek, archiwizująca istotne dokumenty, a przy tym - pracująca przy pomocy komputera, co w obecnym czasie nie jest bez znaczenia.
Jej mieszkanie śmiało można określić mianem jaskini wiedzy. To, co zgromadziła przez swoje pracowite życie, zasługuje na szacunek, zasługuje również na wyrażenie go poprzez powołanie do życia placówki, czegoś w rodzaju Centrum Historycznego Dzielnicy Wawer; gdzie znalazłyby miejsce również dokumenty dokonań innych naszych współmieszkańców.
Sposób bycia, cechy charakteru Teresy, o których pisałem wyżej, zaowocowały dziesięć lat temu powstaniem MNĄ,
Bo przecież archiwistka, historyk literatury z zawodu, filozof z zainteresowań, miłośniczka sztuki, a co najważniejsze - ludzkich talentów - musiała stworzyć płaszczyznę do rozmowy ze światem.
Przede mną odkryła królestwo przecinków i wszystkich innych 4 znaków interpunkcyjnych. Nawet napisałem fraszkę na ten temat:

[••• ]
Pani Tereso ja bardzo proszę
(ja panią na rękach ponoszę)
przecinek poprawić i składnię...
O! Ładnie.


Umiejętność redagowania tekstów, mozolne dążenie do doskonałości, to jeden z jej większych talentów, z których korzysta duża rzesza ludzi.
Mnie zaimponowała tym, że może tyle czasu spędzać przy jednym wyrazie, zdaniu, opowiadaniu, przy jednej książce, by w rezultacie czytelnik otrzymał wyszlifowany diament.
Umiejętności organizacyjne Teresy wydają się wynikać z techniki budowy zdania, opowiadania, powieści. Musi być wstęp, rozwinięcie i mądre zakończenie.
Powiedziała mi kiedyś, że „zbiera" ludzi, których osobowość bywa niezauważana, a ona stara się ich wydobyć na światło dzienne. Czyż to nie jest prawdziwa praca twórcza?
Posiada duże umiejętności kierowania zespołem. Potrafi wyprowadzić współpracowników na prostą, by w odpowiednim momencie usunąć się w cień i pozostawić ich w „sławie". Jej dorobek jest ogromny, ale jak ogromny, to tylko ona sama wie, bo my często nie mamy świadomości, za iloma inicjatywami właśnie ona stoi. To dar wyjątkowego przywódcy, któremu nie zależy na hołdach i sławie, tylko na planowaniu bitew i zwycięstwach.
Takim stosunkiem do życia powoduje, że przez jej dom przewija się bardzo wielu ludzi; przychodzą ze swoimi problemami, a ona zawsze gotowa do pomocy, Odbiera dziesiątki telefonów, odpisuje na dziesiątki maili i pomaga. Kosztuje ją to zdrowie, ale jak twierdzi, jest skazana na takie życie z własnego wyboru.
Kończąc, muszę powiedzieć, że żeby nie jej młodzieńcze myślenie, wielkie poczucie humoru, to nigdy nie pozwoliłbym sobie na literackie żarty z nią w roli głównej. Ona zawsze potrafi rozróżnić żart od kpiny i nigdy nie przydarzyła mi się z jej strony jakakolwiek krytyka na ten temat..
- Bez śmiechu życie nic nie jest warte. Żart, to właściwa dieta.
Tylko dzięki takiemu jej podejściu do życia mogłem napisać poniższy wierszyk:

EPITAFIUM ZAJĘTEJ
Zwierzyła mi się Teresa Sz...anowna,
by kiedy stanie się już niewymowna,
kamień ustawić na skraju anińskiego lasu:
" Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu "


Nalegamy w redakcji od dawna, żeby napisała felieton do rubryki Mój Anin. Za każdym razem stwierdza, że nie wypada jej pisać w MNĄ, w swoim „dziecku", na swój temat.
Przedstawiłem tu własny punkt widzenia naszej z Teresą przyjaźni. W żadnym procencie nie potrafiłbym opisać jej dokonań. Jednoznacznie mogę jednak stwierdzić, że urodziła się ona do spełniania misji i ją spełnia.