18 maja 2011

OREST PĘGIERSKI


Zmarł Orest Pęgierski, człowiek niezwykły.
Śledził pracę redakcji MNA od zarania. Doradzał, krytykował, popierał, gdy tego potrzebowaliśmy. W ostatnim okresie swego życia zgodził się zostać członkiem redakcji. Gościł nas w swoim domu, czytał wszystkie przynoszone artykuły. 
Cierpiał, a pisał…
Poniżej zamieszczamy wspomnienie o nim  Jana Czerniawskiego.

_______________

KIEDY BURMISTRZ SIĘGA PO PIÓRO
Jan Czerniawski

To była połowa poprzedniej dekady. Trwały prace nad książką poświęconą historii wawerskich osiedli. Zespół redakcyjny przypominał pospolite ruszenie: ludzie czynu i ludzie pióra, wawerscy patrioci i entuzjaści mniejszych, osiedlowych społeczności, profesjonalni historycy i badacze-amatorzy, spadkobiercy PRL i klerykałowie. Plejada gwiazd z prawego brzegu Wisły. Elita Zielonego Wawra.

On również znalazł się w tym zespole. Pierwszy burmistrz postkomunistycznego Wawra.
Pojawił się na jednym z pierwszych zebrań redakcyjnych z gotowym projektem książki. To była wyjątkowo klarowna koncepcja. Rzecz w tym – wywodził – aby stworzyć kontynuację książki Henryka Wierzchowskiego „Anin-Wawer”. Narracja Wierzchowskiego sięga lat 60. XX wieku. Teraz trzeba dopisać ciąg dalszy. Dysponował planem działań oraz gotowym spisem treści. Nie przerażała go świadomość, że autor „Anina-Wawra” poświęcił badaniom wawersko-anińskich historii przeszło 10 lat. Swej wizji potrafił bronić w dyskusji.

A dyskusja była Jego żywiołem. Przygważdżał nas do krzeseł logiką wywodu i trafnie dobranymi argumentami. Zdarzało się, że wpadał gniew. Dyskusja przeradzała się wtedy w kłótnię. Nigdy jednak nie trwał w gniewie. Pierwszego dnia po zakończeniu kłótni szukał zgody i nowej płaszczyzny porozumienia.

Skończył się czas dyskusji. Nadszedł czas pisania książki. Przyniósł swój rozdział jako jeden z pierwszych. Poświęcił go formom pamięci o wawerskiej przeszłości. Pisał krótko, zwięźle i sucho. Jak sprawozdawca. Jego teksty sprowadzały się do koincydencji rzeczowników z czasownikami. Ktoś zauważył nieco złośliwie, że co chwila grają w nich wojskowe werble. Nie wszystkim przypadał do gustu ten rodzaj narracji. Pisząc w ten sposób uwalniał się jednak od językowego balastu. Spod Jego pióra (a dokładniej – z wałka Jego maszyny) wychodziły teksty-kwintesencje. Każdy opisywany fakt starał się udokumentować. Posługiwał się wieloma źródłami. Często się na nie powoływał. Nie był gołosłowny.

Prezentował drobiazgową dbałość o szczegóły. Domagał się tego samego od innych autorów. Zdarzyło się tak, że w całym maszynopisie poprawialiśmy „gminę Wawer” na „gminę Warszawa Wawer” a „gminę dzielnicę” na „dzielnicę-gminę”. Było to męczące.  Trzeba jednak przyznać, że miał wtedy rację.
Czuł się za tę książkę odpowiedzialny. Przeczytał i zrecenzował każdy z rozdziałów. Czytał szybko i uważnie, wychwytując bez problemu wszystkie zawarte w tekście idee. Opinie, które formułował były trafne. Niejeden raz musieliśmy je uwzględnić. Niejeden też raz korzystaliśmy z jego wiedzy: miał świetnie rozeznanie w kwestiach prawnych oraz w problematyce samorządowej.

Spędził nad maszynopisem „Wawra i jego osiedli” (taki tytuł otrzymała ostatecznie nasza książka) wiele setek godzin. Tak jak wiele godzin poświęcił wcześniej harcerstwu, akowskiej konspiracji czy działalności samorządowej. A przecież miał już prawie 80 lat. Zmagał się z ciężką chorobą
Ostateczny kształt publikacji był bardzo daleki od Jego pierwotnych zamierzeń. Tym niemniej powstała ona pod Jego przemożnym wpływem.

Człowiek. Człowiek pełen pasji. Człowiek pełen pasji i zaangażowania. Orest Pęgierski.