29 października 2012

BARBARA WIZIMIRSKA - Refleksje spod kapelusza


PODYSKUTUJMY





Barbara Wizimirska
Refleksje spod  kapelusza      

    Niejaki Pedro Calderon słusznie zauważył, że „życie to wyrok, jaki człowiek musi odbyć za karę, że się urodził”. Zapewne doszedł do tego wniosku pod koniec swego żywota. Zanim  dogoni nas starość, my, ludzie rzadko dostrzegamy ściany swych celi i rozpoznajemy dozorców więziennych.  Starość to uświadomienie sobie rodzaju więzienia, w jakim zostaliśmy zamknięci. Dla niektórych to własne ciało, zaprogramowane przez geny – strażników tego więzienia. Bywają nim też ograniczenia umysłu, niezdolności, niepozwalające przekraczać barier. Wielu uważa za więzienie swoje czasy, swój kraj, swoich zwierzchników, czasem rodzinę, czyli wszystko, co ogranicza wolność. Wtedy ten wyrok wydaje się bardzo ciężki.
     Na starość można zwątpić, czy słuszna jest tendencja do gloryfikacji życia jako najcenniejszego skarbu człowieka. Czy ten „skarb” nie jest czasem przereklamowany? Bo już Owidiusz mówił, że „kiedy przekwitną róże życia, nie zostaje nic prócz kolców”. Róże czasem kwitną krótko. Lecz paradoksalnie, to nie brak „róż”, czyli zdrowia, urody lub sprawności stanowi o dokuczliwości kolców. Najbardziej dokuczliwym jest samoświadomość. Ten niewątpliwy objaw, a może nawet istota człowieczeństwa, na ogół rośnie (?) w miarę upływu lat, dopóki nie zmącą jej procesy chorobowe. Przez całe życie człowiek czyni wiele, by rozwijać świadomość (czyli siebie) poznając siebie i świat, przez mądre lektury i rozmowy, przeżuwanie przypadków losowych, przetrawianie doświadczeń. I co? W rezultacie tych trudów tylko boleśniej przeżywa schyłek życia. Widzi się już wtedy całą jego panoramę, ogarnia całość. Rozumie skutki swoich działań, mechanizmy podejmowania decyzji, rolę ludzi, którzy stanęli na jego drodze. Dostrzega błędy, zmarnowane szanse, złe decyzje, obrażonych lub pokrzywdzonych bliźnich.
     Dzięki świadomości rozrachunki z życiem bywają ciężką próbą dla ludzkiego ego, które chciałoby cieszyć się dobrym samopoczuciem, szacunkiem ludzi i nadzieją na szczery żal bliskich i dalszych znajomych po śmierci. I wówczas, dzięki dobrze utuczonej świadomości, dostrzegamy zalety głupoty, która niestety nie jest naszym udziałem, bo zawsze nią szczerze pogardzaliśmy. Teraz widzimy, że głupi cierpią  mniej.
     Pragniemy rozstać się z tym światem, bo liczymy, że może świadomość przestanie nas wtedy dręczyć. Kusząca perspektywa, ale  to nic pewnego, przynajmniej dla chrześcijan. Bo może dusza to właśnie owa świadomość? A jeżeli tylko ona ma przetrwać, to dziękuję bardzo. Chyba, że przetrwa tylko to, co w nas najlepsze. A ta niepewność będzie nam towarzyszyć aż do błogosławionej demencji.
Miłego dnia!


25 października 2012

Katarzyna Nowak JESIEŃ SZARZEJE




Jesień szarzeje w
październikowej mgle,
liście poczerwieniały,
z zimna drżą.

Jeszcze kołyszą się
niezdecydowane
zostać – odlecieć
w niepamięć.

Nie ma listu od Ciebie.
Może odleciał jak
październikowy liść
albo wiatr-listonosz
pomylił drzwi –
do innego serca
zaniósł Twoje słowa.

W Twoich dłoniach
kołyszą się już
inne sny...

Kto inny pije
Twój uśmiech gorący
jak kubek herbaty
ze słońcem cytrynowym.

Jesienna szarzeję w
październikowej mgle
...

21.10.2012