16 listopada 2015

MICHAŁ NOWACKI - Droga do Anina

CAŁOŚĆ PISMA-proszę kliknąć TU

CAŁOŚĆ PISMA - proszę kliknąć w zdjęcie

____________________



DROGA DO ANINA  z cyklu MÓJ ANIN
Michał Nowacki 



Wychowałem się w zapachu pieczonego chleba, płynącego z piekarni mojego ojca. Piękny to zapach. Piekarnia znajdowała się w osadzie o nazwie Dobre.  Od najmłodszych lat związany byłem z pieczywem. Najpierw u boku moje mamy, w przypiekarnianym sklepiku pomagałem jej – siedmiolatek – w sprzedaży pachnących bochenków, potem, już jako podrostek, rozwoziłem je po okolicznych, wiejskich sklepach.
Od szkoły w Dobrem rozpocząłem swą edukację. Szkoła nosi dziś nazwę Konstantego Laszczki, jednego z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy. On chodził długo przede mną do tej samej szkoły, bo urodził się w Makowcu opodal Dobrego. Nie zliczę, ile razy przejeżdżałem obok wielkiego głazu na wysokiej przydrożnej skarpie, na którym to głazie umieszczona jest tablica ku pamięci tego rzeźbiarza. (W Dobrem jest teraz jego pomnik i Muzeum).
Może ten głaz, tkwiący w mej pamięci, zrodził we mnie gotowość udziału w pracach przy „kamieniowaniu” naszego osiedla?
Długa była moja droga z Dobrego do Anina, zanim stałem się jego pełnoprawnym obywatelem, członkiem, a potem nawet – m.in. prezesem Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości w Aninie. Kończyłem naukę w Liceum i. Macierzy Polskiej w Mińsku Mazowieckim, studia zaś w Warszawie, w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Zakończyłem je w terminie pracą magisterską w zakresie technologii drewna. Żonę swą poznałem jeszcze w czasach Liceum, ona tak, jak ja, na studia udała się do Warszawy, ale ukończyła Akademię Medyczną – z tytułem doktora nauk medycznych. Nasze córki tez są lekarzami.
Dzięki wytrwałej, wspólnej pracy udało nam się nabyć działkę w Aninie, na której z niemałym trudem pobudowałem dom, do dziś w nim mieszkam. Powoli poznawałem ludzi, którzy wciągnęli mnie do pracy na społecznym poletku. Działałem więc w Stowarzyszeniu Właścicieli Nieruchomości w Aninie, w Fundacji Rozwoju Anina, w Stowarzyszeniu Przyjaciół Biblioteki, a także – jako przewodniczący Rady Osiedla Anin. Cały czas blisko współpracowałem redakcją MNA, co bardzo poszerzyło moje horyzonty i kontakty.
Bardzo sobie cenię swój udział w pracy ludzi, którzy zdecydowali się podnieść prestiż Anina, przypominając poetów, którzy tu mieszkali bądź przebywali. Zgłosiłem się do tej grupy w czerwcu 2003 roku, obwołanego przez Sejm rokiem K.I.Gałczyńskiego.
Redaktorka MNA na spotkaniu w „Dniu Zielonego Konstantego” – w obecności córki poety, w Bibliotece przy ul. Trawiastej, zwróciła się z apelem o powołanie zespołu dla „upamiętnienia pobytu K.I.Gałczyńskiego w Aninie”. Z miejsca zgłosiło się ponad dwadzieścia osób. W ogrodzie Wypożyczalni  nr 87 ukonstytuował się zespół (potocznie zwany „kamieniarzami’).
Wybrano Zarząd, zgodziłem się mu przewodniczyć, (nie sądziłem wówczas, że na jednym „kamieniu” się nie skończy). Sekretarzem została Ludmiła Kurowska, która aż do przedwczesnej śmierci skrupulatnie protokółowała nasze spotkania. W czasie choroby przekazała sekretarzowanie red. Teresie Szymczak. Nasz zespół spotykał się w małym domku-przybudówce Klubu Kultury, który miałem do dyspozycji jako Przewodniczący Rady Osiedla.
Rozpoczęło się poszukiwanie budynku, w którym mieszkała do 1939 roku rodzina Gałczyńskich. Pani Kira nie pamiętała go – miała wówczas zaledwie kilka lat i jedynie, co zostało w jej pamięci z Anina, to żółte kwiatki (nasturcje). Domu nie zidentyfikowała, ani miejsca, w którym stał. (Do dziś istnieje spór na ten temat). Ówczesna dyrektor Biblioteki, pani Barbara Szpinada, wyraziła zgodę, by kamień z pamiątkową tablicą stanął przy ul. Trawiastej. Odbyło się moje intensywne poszukiwanie odpowiedniego kamienia – z Zofią Górzyńską – m.in. na terenie budowy metra, w składach  i gdzie się dało. Nieżyjący już znany rzeźbiarz, twórca ołtarza w naszym kościele, Władysław Trojan, opracował warianty projektu ewentualnej ekspozycji  na terenie Biblioteki. Ruszyliśmy w teren na poszukiwanie głazu. Dwa odpowiednie znaleźliśmy w pobliżu Stoczka Łukowskiego.
Jak to zwykle bywa, zapał wielu ludzi osłabł, za to przyłączyli się do współdziałania nowi, miedzy innymi Beata Lewicka, którą delegował do współpracy dyrektor Liceum w Aninie śp. Konrad Wójcicki.
Ona też wymyśliła napis, który miał być umieszczony na tablicy ku pamięci Juliana Tuwima. Marzyliśmy o tym, by kamień dla Tuwima stanął przed domem, w którym poeta niegdyś pomieszkiwał, ale ówczesny właściciel zgodził się jedynie na umieszczenie małej tabliczki na budynku z krótka informacją, dziś zupełnie niewidoczną.
Dlatego zwróciłem się w imieniu Zespołu do dyrekcji LO o umieszczenie kamienia poświęconego poecie na terenie bliskiej jego domu szkole. Marii Chodorek, ówczesna przewodnicząca Koła Przyjaciół Anina, udało się przekonać Radę Pedagogiczną do idei umieszczenia głazu z tablicą pamiątkową na jej terenie.
Kamienie znalezione trzeba było jeszcze przewieść i odpowiednio posadowić. I wykonać tablice z odpowiednimi napisami. Zgodził się nam w tym pomóc pan Ufnal, właściciel Warsztatu Kamieniarskiego z ul. Korkowej. Kamienie posadowiliśmy, tablice zawisły.
Po śmierci ks. Jana Twardowskiego zrodził się projekt postawienia głazu z tablicą przy posesji  doktor Aldony Kraus, goszczącej przez kilka lat Księdza – Poetę w swoim domu.
Zebrania „kamieniarzy” przeniosły się z budynku Klubu kultury w gościnne progi pani Aldony. Skład zespołu w ciągu lat uległ zmianie, ktoś chorował, ktoś zmarł, ktoś wyjechał – ale zespół trwa i pracuje do dziś.
Z okazji Stulecia powstania Anina stanął kamień na dziedzińcu kościoła poświęcony pamięci  bł. Ks. Jerzego Popiełuszki, byłego wikarego naszej parafii.
Wszystkie 4 głazy, znalezione i posadowione przy moim aktywnym udziale, pochodzą z okolic wyżej wymienionego, znanego Stoczka Łukowskiego.

Miałem i mam wiele satysfakcji ze wspólnej pracy – w różnych zespołach – dla naszej anińskiej wspólnoty.