24 lutego 2016

Z OSTATNIEJ CHWILI

Zachorowała nasza koleżanka - złożona grypą musiała odwołać swoje liczne, umówione spotkania... Bolejąc nad utratą kontaktów, wysłała do przyjaciół komunikat. 
Zamieszczam poniżej, wraz z odpowiedzią…
A przy okazji - opowieść o tym, jak ludzie mimo wszelkich przeszkód MOGĄ  porozumiewać się między sobą, zamiast sobie ubliżać.


Zamknęły się drzwi moje
Zwykle gościnnie otwarte
Na wszelkie ewentualności.

Komuś  potrzebny telefon,
Komuś - pociechy po zdradzie,
a komuś – rady, co dalej.

Drzwi skrzypią ze starości,
Już nie otworzą się dla gości,
A ziemia się nie zapadnie…
23 luty 2016 godz. 6.43


ODPOWIEDŹ
Piszesz, że drzwi…
Ty tam, tu my,
a to nie takie proste,
bo wraz ze wzrostem
tajności za drzwiami
stajemy się wywrotowcami
i choćby z ciekawości
włamiemy się do jejmości
na łyk słowa, herbaty,
jednorazowo, na raty,
pod byle pretekstem,
z gazetą, zakupami, z tekstem…

Istota życia – drzwi,
Ty tam, tu my
i jak się znamy
to nie raz w nie zapukamy…
24.02.2016  godz. 7.00
KOMUNIKATOR
Wczoraj z Kurdem pisałem
i się dogadałem.
On w lewo, ja w prawo, niby bzdury
klepaliśmy w klawiatury
częstując się śmiechem
ikonką z uśmiechem…
Pokonując językowe kłody
ustaliliśmy, że mamy te same zawody,
że u mnie plus sześć Celsjusza,
a u niego prawie susza,
że jemu w górach, mnie na nizinie
podobnie czas płynie
i że musimy kończyć bo ktoś dzwoni.
Cześć! Uśmiech. Pozorowany uścisk dłoni.
24.02.2016

____________________




17 lutego 2016

STYCZEŃ, LUTY 2016


CAŁOŚĆ PISMA - proszę kliknąć w zdjęcie :)

______________________


MÓJ ANIN

W KRAINIE SOSEN I DZIWNYCH DOMÓW
Mirosław Perzyński


W deszczowy wrzesień pamiętnego 1980 roku kroczyłem ulicą Zalipie do Domu Kultury. Miał on być moim nowym miejscem pracy. Napawałem się śliczną, piaszczystą nawierzchnią pokrytą błyszczącymi kałużami, w których przeglądały się rozczochrane sosny, prześwietlone lekkimi błyskami słońca zza drzew. Tak wkraczałem w kolejny etap życia - z praskiego przechodząc do marysińsko-anińskiego. Wcześniej, będąc już mieszkańcem Marysina, jako uczeń szkoły podstawowej zbliżyłem się do  Anina dzięki kinu ,,Wrzos" Była to najbliższa mego miejsca zamieszkania świątynia X Muzy. Wraz z kolegami podążaliśmy ku niej ulicą Śnieżki wzdłuż fascynującego, przypominającego dżunglę rezerwatu im. Jana III Sobieskiego. W anińskim kinie okresu schyłkowego Gomułki grywano typowy wówczas repertuar z okazjonalnymi perełkami tamtych lat, jak np. „Fanfan Tulipan", na który jednakże nie zostałem wpuszczony z racji mej nieletniości i ponoć występujących w filmie ..momentów".
A NA ZALIPIU POD NR 17 BYWAŁO WESOŁO
Wystawy, imprezy, występy, typowa działalność kulturalna. Miejsce to zasłynęło w całej Warszawie jako jeden z punktów rozwijającego się żywiołowo w Polsce punk rocka. Zakotwiczył tu jeden z czołowych zespołów tego nurtu, zespół „Kryzys". Zjeżdżały się ekipy z całej Warszawy. Stara, ale solidnie zbudowana willa Galickiego trzeszczała w szwach. Moja rozłąka z Aninem nastąpiła w czasie stanu wojennego. Natomiast comeback - latem 1992 r. Tym razem przywędrowałem na V Poprzeczną 33 (obecnie 13) do Dzielnicowego Ośrodka Kultury „Anin". Instytucja ta rozpoczęła swoją działalność w 1983 r w przedwojennej willi Turalskiego. Po wojnie przez prawie 30 lat stacjonowała w niej jednostka łączności Armii Radzieckiej, pełniąc jednocześnie rolę hotelu dla oficerów i ich rodzin. Część wystroju wnętrz pozostała jeszcze z tamtego okresu, kształtowana przez gusta sowieckich „wojennych". Ten budynek i praca w Aninie to następne 24 lata mojego życia. Gdy jako uczeń podstawówki po raz pierwszy ujrzałem w Aninie okaz świdermajera, zdumienie moje nie miało granic. Cóż za dziwoląg, tandeta, drewniany odpowiednik jelenia na rykowisku. Ni to rosyjska chata z wycinankami jak w Irkucku, ni to góralska koliba z Zakopanego. A to myśl Andriolliego, bajkowa wizja, sen włoskiej duszy, zakorzenionej w polskiej glebie. Ten kicz jednak mnie urzekł do tego stopnia, że rysowałem te domy i chwaliłem się naszej nauczycielce od plastyki. Pracując w Domu Kultury wraz z kolegą dokonaliśmy fotograficznej ewidencji budynków w stylu świdermajer na terenie Anina. W obecnym Anno Domini 2016 roku nie pozostało nawet połowy z nich. Na ich miejscu wyrosły nowoczesne wille, każda w innym kształcie.
WYŚCIGI PSICH ZAPRZĘGÓW
Realizując swoje niespełnione w dzieciństwie marzenia, wyrosłe na bazie lektur Jacka Londona i Jamesa Curwooda, dałem pomysł Wyścigów Psich Zaprzęgów w Aninie. Wydarzenie to zbiegło się z powołaniem Fundacji dogoterapeutycznej pod nazwą CZE-NE-KA, której byłem współzałożycielem. Odtąd przez siedem lat aniński las wokół Górki Delmaka rozbrzmiewał szczekaniem psów wspaniałych ras Północy: alaskan malamutów, syberian husky, samojedów. A wśród uczestników było wielu wychowanków Ośrodka TPD ,Helenów". Zabawa była przednia.
SERBO-ŁUŻYCZANIE W ANINIE
Idąc tropem własnych pasji i mając w pamięci szacowne osoby z niwy literackiej, zamieszkujące onegdaj Anin, pomyślałem o wskrzeszeniu działań poetyckich. A ponieważ działałem w Towarzystwie Polsko-Serbołużyckim, wykorzystując swoją prezesurę tegoż stowarzyszenia zacząłem zapraszać poetów, prozaików, działaczy kulturalnych, przedstawicieli tego najmniejszego słowiańskiego narodu. Przez aniński Dom Kultury w ciągu 17 lat przewinął się kwiat literacki z terenów Saksonii i Brandenburgii, czyli landów, gdzie mieszkają Serbołużyczanie. Z Anina wyruszyła też pielgrzymka autokarowa do Sanktuarium Maryjnego w Różancie. Anin tak mocno zagościł w świadomości Serbołużyczan, że podczas uroczystości w Chróścicach predsyda „DOMOWINY" (główna łużycka organizacja spoleczno-kulturalna) Jan Buk, gdy mnie ujrzał, powiedział głośno: „Knjezje Perzyński, Anin to je nasa domizna" (czyli mała ojczyzna). I to była największa dla mnie zapłata za lata naszej współpracy.
PODRÓŻNICY I KONCERTY
Ale Anin gościł również plejadę podróżników, globtroterów. Pracownicy ambasad, konsulatów egzotycznych państw znajdowali drogę na V Poprzeczną 13. Dworkowy charakter placówki pomagał jej w stworzeniu nastroju szlacheckiej siedziby, napastowanej przez watahę Kozaków, a bronionej przez zastęp dzielnych szlachciurów. Tak Liga Baronów przedstawiała życie na kresach dawnej Rzeczypospolitej w szatach V Poprzecznej 13. W pamięci Aninian pozostają też letnie koncerty wokalno-muzyczne w ogrodzie Klubu. Apogeum działań to oczywiście obchody stulecia Anina. Otwarte Ogrody, wystawy, koncerty, Antologia Poetów anińskich, impreza w Muzeum Historycznym Warszawy, to piękne wspomnienia. Bujnie toczyło się i nadal takie jest życie literackie osiedla. Wszak to Osiedle Poetów, a nazwa zobowiązuje. Chyba największą imprezą zrealizowaną przez naszą placówkę była Wawerska Noc Naukowa, która odbyła się na terenie kościoła anińskiej Parafii.
PRZYJAŹNIE
Przez te lata największą wartością byli dla mnie ludzie, których dane było mi poznać a nawet zawrzeć przyjaźnie. Już od zarania istnienia Niecodziennika „Między Nami Aninianinami" zacząłem nieśmiało zapełniać jego łamy. Odbywało się to pod surowym i czujnym okiem Teresy Szymczak, jedynej w ludzkim wymiarze istoty, mogącej sugestywnie przyśpieszać mój tok pisarski i chronić wytwory mego działania od literackich lapsusów. Z kolei fantazyjna szarmancja Basi Mildner nakłaniała mnie do zapełniania mojej carte blanche wężykami liter przeznaczonymi do druku w MNA. Ulica Niemodlińska, to oczywiście Aldona Kraus. I wszystko, co jest związane z Jej osobą Niczym wysłannik z tamtej strony, z Dobrej Strony Mocy wkroczyła w moje życie i pozostaje na właściwej ścieżce. Psia pasja zawiodła mnie do Lecznicy Weterynaryjnej i pomogła poznać z Piotrem i Dorotą Chodorkami. Mieliśmy psy tej samej rasy, rzadkie w Polsce sealyham teriery. Dużą rolę spełniła w mojej pracy była Naczelnik Wydziału Kultury, Mirosława Skoczeń. Z sentymentem wspominam Ewę Biller, obecnie właścicielkę kwiaciarni przy IX Poprzecznej. A pełne finezji i humoru rozmowy z księdzem proboszczem, Wiesławem Kalisiakiem, częstym gościem w naszej placówce, były perełkami erystyki. Ostatnie lata to Towarzystwo Przyjaciół Warszawy oddział Anin i wszyscy wspaniali członkowie tej szacownej organizacji. Oraz inni, których nie zdołam tu wymienić. Tak więc mój Anin to domy, przyroda i ludzie z nim związani. To Oni zapełnili moje anińskie 25 lat życia. Dwadzieścia pięć? Już? wprost nie do uwierzenia.