<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100</id><updated>2011-12-05T09:38:01.460+01:00</updated><category term='Ludzie Anina'/><title type='text'>MIĘDZY NAMI ANINIANINAMI</title><subtitle type='html'>&lt;b&gt;NIECODZIENNIK&lt;/b&gt;&lt;br&gt;
Rok założenia - 2000&lt;br&gt;
Numery archiwalne: Nasz Sklep,Warszawa Anin ul. Zambrowska 10</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>27</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-6772322596795216361</id><published>2011-12-01T08:14:00.005+01:00</published><updated>2011-12-01T08:22:45.807+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;ZAPRASZAMY DO LEKTURY PIERWSZYCH TEKSTÓW WYDANIA ŚWIĄTECZNEGO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="font-size: 12pt;"&gt;Dariusz Osiński&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: 16pt;"&gt;Krwawa zemsta&amp;nbsp; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Kiedy przyjeżdżałem&amp;nbsp; na wieś, mówili, żebym uważał na gęsi. Jestem większy niż one, nic mi nie mogą zrobić… &amp;nbsp;Jednak ten syk, trzepot piór, gonitwę i uszczypnięcie w tyłek do dzisiaj pamiętam. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Polały się łzy pięciolatka. Poczułem się na tyle dotknięty, że przysięgłem zemstę.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;Miałem tam kolegę Szymka. Mieszkał po sąsiedzku. Był ode mnie starszy o ponad dziesięć lat. Pomagałem mu czasami przy codziennych pracach, których latem na wsi nie brakowało. Wpatrywałem się pilnie, kiedy nadziewał siano na widły i niósł do obory. Jeśli tylko zsunęło się jakieś źdźbło, zaraz je zgarniałem &lt;span style="color: #ff6600;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;i taszczyłem zgubę za Szymkiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Pomagałem mu nabierać wodę ze studni. Siadałem jako balast na końcu żurawia spoczywającym na ziemi, a on ściągając&amp;nbsp; żuraw z drugiej strony ku dołowi, windował mnie w górę…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Prawdziwa adrenalina i dla mnie, i dla niego. Szczęśliwie nikt nie widział, a ja nigdy zbyt wcześnie &amp;nbsp;nie odpiąłem się ze swojego stanowiska.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Naszą przyjaźń postanowiłem wykorzystać do zemsty na gąsiorze…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Pewnego razu namówiłem Szymka do&amp;nbsp; zrobienie łuku.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;W leszczynie za stodołą wycięliśmy odpowiednią gałąź. W drewutni naciągnęliśmy cięciwę. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;- Wiesz, ale strzałę zrobimy prawdziwą, indiańską.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Wziął trzcinę, piórka i gwóźdź kowalski. Zmontował wszystko precyzyjnie i poszliśmy oddać pierwszy strzał w stuletnią lipę przy domu. Sprzęt pracował nienagannie. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Szymka zawołali do pomocy. Jeszcze zdążył krzyknąć:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;- Tylko nikomu nie mów, że to ja ci zrobiłem i nie strzelaj do ludzi!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Jasne, że nie będę strzelał do ludzi, oni mnie w tyłek nie szczypali…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Znalazłem gąsiora pilnującego swego stadka na górce. Przykucnąłem za porzeczką. Przymierzyłem &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;i siuuuu… Cięciwa zagrała, piórka &amp;nbsp;zafurgotały. Złowieszczy nabój pomknął w kierunku wroga. Dostał w szyję. Jak oparzony zaczął ganiać&lt;span style="color: #ff6600;"&gt; &lt;/span&gt;po ogrodzie razem z moją strzałą. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Zemsta się dokonała, ale jednocześnie pojąłem, że straciłem strzałę i muszę się pilnie ewakuować z miejsce potyczki. Konieczność wyniknęła z ogromnej wrzawy, jaką&amp;nbsp; mój cel spowodował. Czmychnąłem do stodoły. Zamaskowałem w sianie łuk i przykleiłem oko do szpary w ścianie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Z domu wybiegły zdezorientowana babka z ciotką. Rozpostarły fartuchy i zaczęły ganiać gąsiora. Młodsza potknęła się o jakieś drewno, wyrżnęła jak długa, ale starsza biegła dalej, aż gąsior zaczął wyraźnie zwalniać i w pobliżu studni wyzionął ducha.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;- Zobacz!&amp;nbsp; Strzała! Nie mam siły na te chłopaczyska!&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Dochodzenie trwało długo. Mnie, najmłodszego, nikt nie podejrzewał. Wreszcie stanęło, że to pewnie dzieciaki z PGRu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Zemsta zemstą, ale pieczona gęsina jakoś do dzisiaj mi nie smakuje.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Z Szymkiem zaprzyjaźniliśmy się jeszcze mocniej. Taka tajemnica jednoczy. Za każdym pobytem na wsi obowiązkowo go odwiedzałem. Nasze kontakty oziębły, kiedy trafił do wojska, a potem na studia, aż wreszcie stał się wysoko wykształconym rolnikiem. Od tego momentu widywałem go tylko w TV. Wygrywał jakieś turnieje, albo coś nowatorsko uprawiał. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Przypomniałem sobie o nim&amp;nbsp;&amp;nbsp; niedawno, gdy spokrewnione dzieciaki zażyczyły sobie nauki lepienia cudów z gliny. W tej uroczej gromadce&amp;nbsp; jest nadzwyczaj utalentowany chłopczyk, o bardzo ekspresyjnym temperamencie. Rodzina już dawno dopatrzyła się podobieństwa fizycznego i psychicznego miedzy nami. Przyznam, że to celne spostrzeżenie, ale bardziej frapuje mnie fakt, że jego rodzice nigdy nie słyszeli o moim koledze sprzed pół wieku, a swojego syna nazwali… Szymon.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xI6KzZffS0o/TtcqBZotfeI/AAAAAAAAAc4/PSPGY2vG85c/s1600/Dzie%25C5%2584+2917.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-xI6KzZffS0o/TtcqBZotfeI/AAAAAAAAAc4/PSPGY2vG85c/s1600/Dzie%25C5%2584+2917.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="font-size: 12pt;"&gt;Dariusz Osiński&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: 16pt;"&gt;Kot&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: 16pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Czasy kiedy koty i psy domowe jadły resztki z pańskiego stołu już chyba bezpowrotnie minęły. Przynajmniej w miastach. Mój pierwszy kot Maciek radził sobie bez problemu w naszym domu z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Chodził swoimi ścieżkami, ale zawsze był na posterunku i żadnej myszy nie przepuścił.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;W albumie rodzinnym jest jego zdjęcie. Pozuje na wysokim słupku tuż przy domu. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Przebieraliśmy go czasami za pacjenta przychodni dziecięcej. Pozwalał założyć sobie niemowlęcą czapeczkę i kaftanik, ale w wózeczku nie dawał się wozić. Miał swoją godność. Czmychał w krzaki i wracał dopiero wieczorem, już bez czapeczki, i z kawałkiem kaftanika na szyi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Był jak z elementarza. Można powiedzieć, że dzięki temu łatwiej było mojemu starszemu rodzeństwu i mnie uczyć się alfabetu. Ostatecznie mieliśmy swoją wtyczkę w tej pierwszej poważnej książce.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;i&gt;Ala ma kota…&lt;/i&gt; To chyba tak się zaczynało... Siostra dla ułatwienia musiała udawać Alę, a kota, jak wspomniałem,&amp;nbsp; mieliśmy autentycznego. Może to on był naszym prawdziwym nauczycielem…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;W każdym razie przebrnęliśmy naukę czytania i pisania na tyle dobrze, że niektórzy z nas tę wiedzę przekazują już wnukom.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Maciek lubił mleko. Miał swoją miseczkę, ale przetworzone pokarmy wynosił na dwór w nieznane nam miejsca. Taki był delikatny. Pewnie uśmiałby się gdyby zobaczył kuwetę, całą gamę żwirków i spryskiwaczy łagodzących zapachy. Mam wrażenie, że przysmakami reklamowanymi w TV też by wzgardził.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Telewizję znał, ale wolał słuchać radia, albo patefonu nakręcanego precyzyjnie przez dziadka.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Z dziadkiem trzymali sztamę. Chyba najbardziej się rozumieli. Może to przez to, że jeden i drugi miał sumiaste wąsy… Pamiętam ich ostatnie wspólne chwile… To był czas umierania w domu… Maciek szybko zorientował się, że jego przyjaciel, uczestnik wojny rosyjsko – japońskiej, odchodzi i to bardzo daleko. Siadł przy jego łóżku i chyba pilnował żeby dziadek niczego nie zapomniał… Jeszcze kilka tygodni po pogrzebie siadywał w tym samym miejscu wspominając serdeczne głaskanie starszego pana.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Sam nie miał tyle szczęścia. Przed wakacjami, kiedy jechaliśmy całą&amp;nbsp; rodziną w odwiedziny do wujka w północnej Anglii, został wywieziony do ciotki na wieś. Podobno wyszedł na drogę za odjeżdżającym samochodem, popatrzył, posiedział, poszedł w krzaki i też odjechał, ale już na zawsze.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Teraz mamy w domu kotkę, która przeżyła z nami 17 lat. Świetnie się trzyma. Dalej potrafi wskakiwać na wysokie meble. Kocha sztuczną karmę, ale kawałkiem mięsa też nie pogardzi. W takie jesienne wieczory jak teraz, siada nam na kolana jakby wyczuwała, że ceny paliw idą w górę i trzeba oszczędzać. Daje nam dużo ciepła. Czy tyle co Maciek? &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;Pewnie tak, bo koty już takie są.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wbfK61ZwtgQ/TtcpV3ACPUI/AAAAAAAAAcw/vFbvg9MfieM/s1600/Dzie%25C5%2584+2915.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-wbfK61ZwtgQ/TtcpV3ACPUI/AAAAAAAAAcw/vFbvg9MfieM/s1600/Dzie%25C5%2584+2915.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-6772322596795216361?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/6772322596795216361/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=6772322596795216361' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/6772322596795216361'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/6772322596795216361'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2011/12/dariusz-osinski-kot-czasy-kiedy-koty-i.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-xI6KzZffS0o/TtcqBZotfeI/AAAAAAAAAc4/PSPGY2vG85c/s72-c/Dzie%25C5%2584+2917.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-667481587592012364</id><published>2011-09-01T12:15:00.030+02:00</published><updated>2011-12-05T09:38:01.474+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: red;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img alt="Image" height="400" src="http://bibliotekawawer.pl/images/stories/Wydarzenia/pazdziernik11/mnapazdzrenik11.JPG" width="281" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Zapraszamy do elektronicznej wersji MNA&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://issuu.com/mna1/docs/20111111__1_" target="_blank"&gt;Proszę Kliknąć TU&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;______________ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;Jakub Michalski&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;MÓJ ANIN&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Nie jestem rodowitym aninianinem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Od urodzenia „zaliczyłem” Ochotę, Grochów, Saską Kępę, Bródno, Marymont, Sady Żoliborskie, jeszcze raz Saską Kępę, jeszcze raz Grochów…&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dopiero siedem lat mieszkam w Aninie z żoną i synem. Dobrze mi tu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Drewniane wille w stylu „świdermajer”, cisza, tęskny gwizd kolejki na linii otwockiej, to wszystko stanowi o niepowtarzalnej atmosferze Anina. Także to, że co drugiemu mijanemu przechodniowi trzeba powiedzieć „dzień dobry”, bo&amp;nbsp; przecież wszyscy się znamy.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Ale ja chciałbym napisać o lesie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Mieszkając na osiedlu IBJ mam do niego dwa kroki, ale ten las ciągnie się wzdłuż tej części Warszawy hen, na południe - za Celestynów i w drugą stronę - przy Marysinie i Rembertowie, rozorany tylko szosą na Terespol. Bez tego lasu Anin nie byłby Aninem.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Czy pamiętają Państwo moment, w którym uświadomiliście sobie, że nie istnieje jeden kolor zielony? Że odcieni zieleni są tysiące? Ja pamiętam. Musiałem mieć już wtedy z dziesięć lat &amp;nbsp;(co nie świadczy dobrze o mojej spostrzegawczości) i dziadek zabrał mnie na pieszą wycieczkę w Bieszczadach z plecakami, z nocowaniem w namiocie. Siedzieliśmy zmęczeni na poboczu jakiejś drogi, a po drugiej stronie był las. I wtedy to się stało. Zieleń rozdzieliła się w moich oczach najpierw na kilka, a potem na nieskończoną ilość barw. Niepowtarzalność koloru każdego listka, każdego źdźbła trawy wołała do mnie z tej drugiej strony dziurawej szosy na odludziu, a przeniesienie wzroku w prawo, bądź w lewo powodowało, że zieloności było więcej i więcej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W jednej z piosenek zespołu „Pink Floyd” jest taki piękny fragment. Autor tekstu mówi, że kiedyś, gdy był dzieckiem, kątem oka zobaczył coś ważnego, coś jak błysk, lecz gdy się odwrócił, widzenie uciekło. Teraz dorósł, marzenie odeszło, a on pozostał bezradny i „przyjemnie odrętwiały”. Cieszę się, że ja to swoje dziecięce widzenie pamiętam. Nie wiem, co na taką argumentację powiedzieliby teolodzy, ale dla mnie to oszałamiające bogactwo odcieni zieloności jest całkowicie wystarczającym dowodem na istnienie Najwyższego. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Możliwość wyjścia z domu na parę minut i obserwowania tego cudu jest bezcenna. A w tym lesie są jeszcze przecież dwa zaczarowane miejsca. Jedno - całkiem niedaleko, ale nie powiem gdzie, bo to MOJE zaczarowane miejsce. Wy, przechodząc przez nie, uznacie je zapewne za całkiem zwykły kawałek lasu. Ale dla mnie, tak jak dla Krzysia z „Kubusia Puchatka”, &amp;nbsp;jest całkiem oczywiste, że to miejsce jest inne niż wszystko dookoła. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Do drugiego trzeba wykonać już porządny marsz, bo jest pomiędzy Radością a Góraszką. Przypomina mi trochę mój ulubiony obraz – „Pikietę powstańczą” Maksymiliana Gierymskiego. Za każdym razem, gdy brnąc w piachu wychodzę z lasu na otwartą przestrzeń, widzę, jak z powietrza wyłaniają się na chwilę postacie na koniach i dziad wędrowny, którego pytają o drogę, a może o to, czy za zagajnikiem nie ma żołnierzy rosyjskich.&amp;nbsp; Jacek Kaczmarski wkłada mu w usta słowa:&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Dziadem wędrownym jestem&lt;br /&gt;Nic wam nie doradzę&lt;br /&gt;Takich jak wy tłum jeszcze&lt;br /&gt;W ziemię odprowadzę&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Tak jest już stratowana&lt;br /&gt;Że ciał nie osłania&lt;br /&gt;Przeminiecie ja zostanę&lt;br /&gt;Emisariusz trwania&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Ten las jest tak bardzo polski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-mfQolCcEaIQ/TpWnGqH5WoI/AAAAAAAAAcU/GnyruxMwztY/s1600/AninLas.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="226" src="http://3.bp.blogspot.com/-mfQolCcEaIQ/TpWnGqH5WoI/AAAAAAAAAcU/GnyruxMwztY/s320/AninLas.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;______________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;Teresa Szymczak&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ZIELONY&amp;nbsp; KONSTANTY &lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;WTÓRY&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;&lt;i&gt;lecz NIE WTÓRNY…&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Tytu&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt; ju&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt; by&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt; i autorka ta sama. Ale ksi&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ąż&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ka zupe&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;nie inna. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Pi&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;tnastoletni&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;ą, wierną przyjaźnią dla Kiry, owej córeczki ze znanego wiersza&amp;nbsp;&amp;nbsp; Gałczyńskiego&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt; – zas&lt;/span&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;łużyli aninianie na fakt,&amp;nbsp; iż najnowsza książka &amp;nbsp;jej autorstwa&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: green;"&gt;po raz pierwszy zaprezentowana została w Aninie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Piętnastoletnia to &amp;nbsp;przyjaźń, bowiem po raz pierwszy zaprosiliśmy panią Kirę na spotkanie&amp;nbsp; do Anina,&amp;nbsp; (który opuściła w 1939 r. jako trzyletnia dziewczynka), w 1996 r.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Od tej pory gościła &amp;nbsp;na Trawiastej co roku - w pierwszą sobotę czerwca, okrzykniętym przez MNA Dniem Zielonego Konstantego,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;a organizowanym&amp;nbsp; przez&amp;nbsp; niestrudzoną, wawerską bibliotekę. Tylko ciężka choroba nie pozwoliła jej być w Aninie ostatnio.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Nadrobiła to&amp;nbsp; 17 września b.r., demonstrując nam rezultat swej wytężonej, kilkuletniej pracy: pięknie wydany przez ŚWIAT KSIĄŻKI tom. Nie tom! Tomiszcze, ciężkie&amp;nbsp; nie tyle w czytaniu, ile w dźwiganiu. &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;ZIELONY KONSTANTY ma zieloną okładkę, zielenią delikatnie&amp;nbsp; ozdobione są wszystkie strony,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: green;"&gt;&lt;i&gt;a jest ich 495!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Mnóstwo fotografii, interesujące ilustracje, no, prawie album…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Nagromadzenie faktów z życia wybitnego poety i jego rodziny, skrupulatna ich dokumentacja, &amp;nbsp;budzi podziw. A jeśli dodać do tego zebranie w jednym miejscu setek wypowiedzi o poecie, &amp;nbsp;o jego życiu i twórczości&amp;nbsp; (wypowiedzi często mu niechętnych)&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: green;"&gt;oraz zamieszczenie niepublikowanych notatek, wierszy, dokumentów – to wszystko&amp;nbsp; sprawiło, że otrzymaliśmy książkę niepowtarzalną, &amp;nbsp;nowatorską nie tylko w odniesieniu do&amp;nbsp; pierwszego &lt;i&gt;&amp;nbsp;ZIELONEGO KONSTANTEGO.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Pani Kira wykonała nie &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;mrówczą&lt;/i&gt; pracę; ogrom jej wysiłku porównać raczej trzeba z pracą astrofizyka,&amp;nbsp; wyławiającego planety z bezkresnego nieboskłonu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;I pomyśleć, że kończyła ją&amp;nbsp; Kira Gałczyńska w czas choroby, przytulając laptop do kołdry! Oczywiście, materiały zbierała latami, jeżdżąc po Polsce i nie tylko. Poprawiała własne błędy z pierwszych swych publikacji, uzupełniała luki, wyjaśniała&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: green;"&gt;kontrowersje, tłumaczy rzeczy dla młodych niepojęte.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Czytelnik, który zna już &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;KONSTANTEGO, &lt;/i&gt;będzie więc zaskoczony, choć znajdzie&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt; &lt;/i&gt;wiele rzeczy sobie znanych. Boć to książka o tym samym człowieku&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;. &lt;/i&gt;Ale ile ten człowiek miał żyć! Jak w komputerowej grze…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: green;"&gt;Szkoda tylko, że to życie prawdziwe trwało tak krótko. Tylko 48 lat. A zostawił po sobie tyle utworów, &amp;nbsp;po które sięgają od lat co raz to nowe pokolenia. I był chory. Gdyby nie wytrwała i mądra &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;miłość SREBRNEJ NATALII, która rozumiała go i chroniła, nie mielibyśmy&lt;/i&gt;&amp;nbsp; wielu z jego&amp;nbsp; ciągle wzruszających strof.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: green;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: green;"&gt;O pracy nad tą książką - nielekką (no cóż, na zakończenie wyznam: to nie bajeczka) opowiadała Kira &amp;nbsp;we wrześniową&amp;nbsp; sobotę w bibliotece na Trawiastej swoim przyjaciołom … &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-d91BuN-efks/TniBbn5PwoI/AAAAAAAAAcM/03hZUumF7cs/s1600/15+lat+kiry+w+aninie.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-d91BuN-efks/TniBbn5PwoI/AAAAAAAAAcM/03hZUumF7cs/s200/15+lat+kiry+w+aninie.JPG" width="133" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;______________ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Marta Wołodko&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt;RADIO OD KUCHNI&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Co można robić pomiędzy jednym a drugim numerem „Między nami aninianinami”? Na przykład przenieść się w trochę inny obszar mediów. Studentowi otwiera swe podwoje Akademickie Radio Kampus – rozgłośnia szkoląca przyszłych dziennikarzy, stworzona po to, by uczyć się na błędach, jednocześnie stawiając pierwsze kroki na falach dostępnych w całej Warszawie.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Do ekipy Radia Kampus można dołączyć w dowolnym momencie. Ja zgłosiłam&amp;nbsp; się w marcu tego roku. Najpierw krótkie szkolenie z obsługi profesjonalnego dyktafonu i programu do montażu nagrań. Od razu dostaje się zadanie reporterskie, bo właśnie od „reporterki” się zaczyna. Pierwszy stopień wtajemniczenia to prostu wyjście w teren: koncepcja tematu, kontakt do rozmówcy, wywiad i w końcu montaż zebranych „dźwięków” na komputerze. Finalny efekt trafia w eter.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jak powstają materiały reporterskie? W zależności od charakteru audycji może to być wywiad, nagranie z konferencji, ale również minireportaż w postaci kolażu słowno-muzycznego z &amp;nbsp;imprezy kulturalnej. I tu pojawia się ogromny plus pracy w radiu – darmowe wejścia na wydarzenia oraz możliwość zetknięcia się twarzą w twarz z największymi artystami i wielkimi osobistościami także z innych dziedzin.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kolejnym etapem zaawansowania jest wejście na antenę. O tym marzy każdy, kto traktuje swoją pracę w Kampusie jako coś więcej, niż zwykłe studenckie praktyki do odbębnienia. Wejść na antenę nie jest łatwo, bo u wrót mikrofonu stoi pies Cerber strzegący poprawnej wymowy, stylu i i intonacji, czyli pani logopeda. Zezwolenie na tzw. antenowość otrzymuje się po dokładnym, często wielotygodniowym przećwiczeniu kandydata. To właśnie od tej pani zależy bardzo wiele, choć właściwą moc decyzyjną posiadają wyłącznie szefowie redakcji. Jeśli chodzi o moją antenowość, póki co polega ona na przygotowywaniu zwiastunów kulturalnych oraz krótkich komentarzy reporterskich do przygotowanego przez siebie materiału dźwiękowego na żywo. Czekam na moje „5 minut”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Radio Kampus oferuje szeroki wachlarz możliwości, które młodzi dziennikarze mogą dopasować do swoich zainteresowań. Poza redakcją studencko-kulturalną oraz informacyjną, do których należę, istnieją także publicystyczna, europejska, muzyczna i realizatorska. W sekcji informacyjnej rozpoczynam od stanowiska reportera i asystenta przy pisaniu wiadomości. Potem tzw. paszczowanie, czyli pierwsze próby na antenie, aż w końcu osiąga się ostatni stopień zaawansowania, czyli samodzielne prowadzenie serwisów informacyjnych.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Słuchalność Radia Kampus obecnie to średnio 5 tysięcy ludzi. Niby nie wiele, jednak wystarczy, aby było dla kogo się starać, oczywiście poza zawsze czujnym szefostwem. Praca na zasadzie wolontariatu na pewno nie daje satysfakcji finansowej. Natomiast wiele godzin i wysiłku poświęconych rozgłośni przynosi efekt w szkolonym warsztacie i może być trampoliną do dalszych osiągnięć. Największą nagrodę za zaangażowanie i nieprzeciętną wiedzę otrzymuje się w postaci audycji autorskiej, realizowanej w pełni samodzielne. Stała godzina, własna pasja, być może nawet wierni słuchacze - czego chcieć więcej?&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Akademickie Radio Kampus to nie tylko szkoła dziennikarstwa w praktyce. To także niepowtarzalna atmosfera tworzona wyłącznie przez studentów. Jako członek ekipy mogę korzystać ze wspaniałej możliwości poznania radia od kuchni, ale również samej zaserwować nieraz słuchaczom smakowite dźwiękowe danie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ReGETEz-ll8/Tnb0soZpVnI/AAAAAAAAAcE/QB0Vcq4HOYw/s1600/Radio.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="174" src="http://1.bp.blogspot.com/-ReGETEz-ll8/Tnb0soZpVnI/AAAAAAAAAcE/QB0Vcq4HOYw/s200/Radio.gif" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;______________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Dariusz Osiński&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;SZPONY HAZARDU&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white;"&gt;Hazard nie jest moją słabą stroną, ale kilka razy w życiu dałem się mu ponieść…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Najbardziej spektakularny przypadek miał miejsce jeszcze w szkole podstawowej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Z wyższym o głowę starszym bratem udaliśmy się do oddalonej o ponad kilometr marysińskiej księgarni w celu nabycia drobnej pomocy szkolnej. Atmosfera sklepu urzekła mnie jak zawsze, ale tym razem odkryłem coś nowego; na ladzie stał przezroczysty bęben z losami i napisem: &lt;b&gt;&lt;i&gt;Wszystkie losy po pięć złotych&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;To była decyzja szybsza od tej, kiedy - &amp;nbsp;z parasolem w jednej ręce&amp;nbsp;&amp;nbsp; ( drugą trzymałem się prętów&amp;nbsp; strychowego okienka) &amp;nbsp;na pytanie: Gotów?! wyjęczałem: Gotów! I &amp;nbsp;kończąc lot bomby zawisłem zaczepiony jedną nogą na zbawiennym pnączu winogrona tuż, tuż&amp;nbsp;&amp;nbsp;nad ziemią…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;To była zresztą decyzja obopólna i demokratyczna. Pieniądze przeznaczone na jakieś &amp;nbsp;tam zeszyty w kratkę postanowiliśmy jednogłośnie zainwestować w maszynę losującą. Nie wiadomo kiedy przegraliśmy cztery losy, a pani z dobrodusznym uśmiechem stwierdziła:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;- Cztery przegrane kwalifikują się do nagrody pocieszenia, czyli książki z honorowej półki…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Nie potrafiliśmy ukryć radości, bo każda z tych książek&amp;nbsp;&amp;nbsp;była opasłym brylantem sztuki introligatorskiej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Przegraliśmy cały kapitał. Brat, zostawiając mnie na posterunku, pobiegł po posiłki zalegające w naszej wspólnej skarbonce. Bezczynność trwała wieki. Wreszcie wrócił, oznajmiając:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;- Mama kazała wracać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;- Ale masz pieniądze?!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;- No, jasne.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;I umoczyliśmy wszystkie nasze zaskórniaki w tempie oszałamiającym, bo polecenie mamy rzecz święta.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Pani przewiązała nam przegrane nagrody, żebyśmy dali radę je nieść i objuczeni wróciliśmy do domu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Starsza siostra odniosła się do naszych skarbów z lekką ironią:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;- &lt;i&gt;Dzieciństwo Lenina&lt;/i&gt;… Też mi książka…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;My jednak, uwolnieni ze szponów hazardu właściciele całej półki pocieszenia, byliśmy szczęśliwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Po wielu latach natknąłem się na część tego zbioru. Ku mojemu zdziwieniu jedna z książek nosiła tytuł: &lt;b&gt;&lt;i&gt;Pracownia ceramiczna&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, Aleksander Rusiecki, Kazimierz Cyranowicz, PWSZ 1963…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Czy to było przeznaczenie…?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Ten epizod przypomniałem sobie w chwili, kiedy moja siostrzenica&amp;nbsp;znalazła w burzonym, rodzinnym domu inną książkę z moim ekslibrisem: &lt;i&gt;Osiński D. Kl. Va&lt;/i&gt;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Jaka to była książka?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Wydana w 1963 roku przez Biuro Wydawnicze Ruch książka Zofii Kossak z pięknymi ilustracjami Antoniego Boratyńskiego...&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;Prometeusz i garncarz&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; margin-left: 0cm; margin-right: 0cm; margin-top: 4.8pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; margin-left: 0cm; margin-right: 0cm; margin-top: 4.8pt;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-eS1FB5X07gA/Tl9bjKdwNZI/AAAAAAAAAb4/rDYkcaXcfr4/s1600/dzien_2865.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-eS1FB5X07gA/Tl9bjKdwNZI/AAAAAAAAAb4/rDYkcaXcfr4/s1600/dzien_2865.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-667481587592012364?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/20111117maly.pdf' title=''/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/667481587592012364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=667481587592012364' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/667481587592012364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/667481587592012364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2011/09/w-nastepnym-numerze.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-mfQolCcEaIQ/TpWnGqH5WoI/AAAAAAAAAcU/GnyruxMwztY/s72-c/AninLas.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-6378972895803389772</id><published>2011-08-05T10:30:00.000+02:00</published><updated>2011-08-05T10:30:26.868+02:00</updated><title type='text'>MNA 2011</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-UZ2TfKMr9EU/TjupOJi3aAI/AAAAAAAAAbs/qWUPhIBB25s/s1600/MNA2011_1.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-UZ2TfKMr9EU/TjupOJi3aAI/AAAAAAAAAbs/qWUPhIBB25s/s320/MNA2011_1.gif" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/MNA_20110726.pdf"&gt;Pełny tekst udostępniony w PDF przez Bibliotekę Wawer&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-6378972895803389772?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/6378972895803389772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=6378972895803389772' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/6378972895803389772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/6378972895803389772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2011/08/mna-2011.html' title='MNA 2011'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-UZ2TfKMr9EU/TjupOJi3aAI/AAAAAAAAAbs/qWUPhIBB25s/s72-c/MNA2011_1.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-2780940358107534559</id><published>2011-05-18T21:20:00.006+02:00</published><updated>2011-05-18T21:35:29.782+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Xx3J8uvP_L0/TdQdp6bf3OI/AAAAAAAAAbY/3XAWVn8HdG4/s1600/Orest+P%25C4%2599gierski.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-Xx3J8uvP_L0/TdQdp6bf3OI/AAAAAAAAAbY/3XAWVn8HdG4/s200/Orest+P%25C4%2599gierski.gif" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Zmarł &lt;b&gt;Orest Pęgierski&lt;/b&gt;,&amp;nbsp;człowiek niezwykły.&lt;br /&gt;Śledził pracę redakcji MNA od zarania.&amp;nbsp;Doradzał, krytykował, popierał, gdy tego potrzebowaliśmy.&amp;nbsp;W ostatnim okresie swego życia zgodził się zostać członkiem redakcji.&amp;nbsp;Gościł nas w swoim domu, czytał wszystkie przynoszone artykuły.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Cierpiał, a pisał…&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Poniżej zamieszczamy wspomnienie o nim&amp;nbsp; Jana Czerniawskiego.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;_______________&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent" style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent" style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent" style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt;KIEDY BURMISTRZ SIĘGA PO PIÓRO&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent" style="text-align: left;"&gt;&lt;b&gt;Jan Czerniawski&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center" class="MsoBodyTextIndent" style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;To była połowa poprzedniej dekady. Trwały prace nad książką poświęconą historii wawerskich osiedli. Zespół redakcyjny przypominał pospolite ruszenie: ludzie czynu i ludzie pióra, wawerscy patrioci i entuzjaści mniejszych, osiedlowych społeczności, profesjonalni historycy i badacze-amatorzy, spadkobiercy PRL i klerykałowie. Plejada gwiazd z prawego brzegu Wisły. Elita Zielonego Wawra.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;On również znalazł się w tym zespole. Pierwszy burmistrz postkomunistycznego Wawra. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;Pojawił się na jednym z pierwszych zebrań redakcyjnych z gotowym projektem książki. To była wyjątkowo klarowna koncepcja. Rzecz w tym – wywodził – aby stworzyć kontynuację książki Henryka Wierzchowskiego „Anin-Wawer”. Narracja Wierzchowskiego sięga lat 60. XX wieku. Teraz trzeba dopisać ciąg dalszy. Dysponował planem działań oraz gotowym spisem treści. Nie przerażała go świadomość, że autor „Anina-Wawra” poświęcił badaniom wawersko-anińskich historii przeszło 10 lat. Swej wizji potrafił bronić w dyskusji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;A dyskusja była Jego żywiołem. Przygważdżał nas do krzeseł logiką wywodu i trafnie dobranymi argumentami. Zdarzało się, że wpadał gniew. Dyskusja przeradzała się wtedy w kłótnię. Nigdy jednak nie trwał w gniewie. Pierwszego dnia po zakończeniu kłótni szukał zgody i nowej płaszczyzny porozumienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;Skończył się czas dyskusji. Nadszedł czas pisania książki. Przyniósł swój rozdział jako jeden z pierwszych. Poświęcił go formom pamięci o wawerskiej przeszłości. Pisał krótko, zwięźle i sucho. Jak sprawozdawca. Jego teksty sprowadzały się do koincydencji rzeczowników z czasownikami. Ktoś zauważył nieco złośliwie, że co chwila grają w nich wojskowe werble. Nie wszystkim przypadał do gustu ten rodzaj narracji. Pisząc w ten sposób uwalniał się jednak od językowego balastu. Spod Jego pióra (a dokładniej – z wałka Jego maszyny) wychodziły teksty-kwintesencje. Każdy opisywany fakt starał się udokumentować. Posługiwał się wieloma źródłami. Często się na nie powoływał. Nie był gołosłowny.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;Prezentował drobiazgową dbałość o szczegóły. Domagał się tego samego od innych autorów. Zdarzyło się tak, że w całym maszynopisie poprawialiśmy „gminę Wawer” na „gminę Warszawa Wawer” a „gminę dzielnicę” na „dzielnicę-gminę”. Było to męczące.&amp;nbsp; Trzeba jednak przyznać, że miał wtedy rację. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;Czuł się za tę książkę odpowiedzialny. Przeczytał i zrecenzował każdy z rozdziałów. Czytał szybko i uważnie, wychwytując bez problemu wszystkie zawarte w tekście idee. Opinie, które formułował były trafne. Niejeden raz musieliśmy je uwzględnić. Niejeden też raz korzystaliśmy z jego wiedzy: miał świetnie rozeznanie w kwestiach prawnych oraz w problematyce samorządowej.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;Spędził nad maszynopisem „Wawra i jego osiedli” (taki tytuł otrzymała ostatecznie nasza książka) wiele setek godzin. Tak jak wiele godzin poświęcił wcześniej harcerstwu, akowskiej konspiracji czy działalności samorządowej. A przecież miał już prawie 80 lat. Zmagał się z ciężką chorobą&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;Ostateczny kształt publikacji był bardzo daleki od Jego pierwotnych zamierzeń. Tym niemniej powstała ona pod Jego przemożnym wpływem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoBodyTextIndent"&gt;Człowiek. Człowiek pełen pasji. Człowiek pełen pasji i zaangażowania. Orest Pęgierski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-2780940358107534559?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/2780940358107534559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=2780940358107534559' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/2780940358107534559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/2780940358107534559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2011/05/zmar-orest-pegierski-czowiek-niezwyky.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Xx3J8uvP_L0/TdQdp6bf3OI/AAAAAAAAAbY/3XAWVn8HdG4/s72-c/Orest+P%25C4%2599gierski.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-34906237580958865</id><published>2010-12-13T19:03:00.002+01:00</published><updated>2010-12-13T19:03:39.861+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TQZf5hUHK0I/AAAAAAAAAao/hweAnS9cZKU/s1600/%25C5%25BByczenia2011.gif400cz.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" n4="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TQZf5hUHK0I/AAAAAAAAAao/hweAnS9cZKU/s320/%25C5%25BByczenia2011.gif400cz.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-34906237580958865?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/34906237580958865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=34906237580958865' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/34906237580958865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/34906237580958865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2010/12/blog-post.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TQZf5hUHK0I/AAAAAAAAAao/hweAnS9cZKU/s72-c/%25C5%25BByczenia2011.gif400cz.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-4081355455697808026</id><published>2010-12-06T13:13:00.006+01:00</published><updated>2010-12-07T19:18:13.453+01:00</updated><title type='text'>10. Urodziny MNA  w Bibliotece Dzielnicy Wawer   4.12.2010</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TPzmQn9UDEI/AAAAAAAAAMU/oancAxJ7FIg/s1600/list.jpg1000.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547562014292053058" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TPzmQn9UDEI/AAAAAAAAAMU/oancAxJ7FIg/s400/list.jpg1000.jpg" style="display: block; height: 400px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 283px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;List gratulacyjny Jacka Duchnowskiego, Burmistrza Dzielnicy Wawer.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TP0x5iDVCMI/AAAAAAAAAMc/8FkZtOWDitI/s1600/nagrodzeni2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://2.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TP0x5iDVCMI/AAAAAAAAAMc/8FkZtOWDitI/s320/nagrodzeni2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Osoby wyróżnione przez Redakcję MNA &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Złotą Stalówką&lt;/span&gt; za długoletnią współpracę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Od lewej: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Maria Chodorek, Maria Sieczkowska, Teresa Szymczak, Michał Wiweger w zastępstwie Antoniego, Jan Czerniawski z synem, Aldona Kraus, Alicja Francman.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;(foto M. Skoczeń)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/maria.chodorek/10LECIEMNA4122010#"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;Zapraszamy na fotorelację. Proszę Kliknąć TU&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-4081355455697808026?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/4081355455697808026/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=4081355455697808026' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/4081355455697808026'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/4081355455697808026'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2010/12/10-urodziny-mna-5122010.html' title='10. Urodziny MNA  w Bibliotece Dzielnicy Wawer   4.12.2010'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TPzmQn9UDEI/AAAAAAAAAMU/oancAxJ7FIg/s72-c/list.jpg1000.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-9126422675538861968</id><published>2010-12-06T10:32:00.003+01:00</published><updated>2010-12-07T08:38:39.398+01:00</updated><title type='text'>MNA listopad 2010</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TPyuX__2BjI/AAAAAAAAALc/rFY2F0aMW3c/s1600/mna_listopad2010.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547500568353048114" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TPyuX__2BjI/AAAAAAAAALc/rFY2F0aMW3c/s320/mna_listopad2010.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 226px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/MNA_20101120.pdf"&gt;Pełny tekst w PDF udostępniony przez Bibliotekę Wawer&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TPyzRgB8i-I/AAAAAAAAAL8/KldVMEvR9go/s1600/mna12.2010_stal%25C3%25B3wka.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547505954250853346" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TPyzRgB8i-I/AAAAAAAAAL8/KldVMEvR9go/s200/mna12.2010_stal%25C3%25B3wka.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 142px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 200px;" /&gt;&lt;/a&gt;Dariusz Osiński&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dlaczego przyjaźń&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego razu do mego domu - w celu przeprowadzenia wywiadu dla Kuriera Wawerskiego - zawitał Andrzej Murat. Rozmawialiśmy długo. Wywiad się ukazał, a dodatkowym rezultatem tej rozmowy była... rekomendacja mojej osoby Teresie Szymczak. Brzmiała ponoć krótko: ciekawy człowiek.&lt;br /&gt;Doszło do pierwszego z nią spotkania. Energiczna, apodyktyczna, konkretna do szpiku kości, bezceremonialna. Przerażająca.&lt;br /&gt;- Jezu! Co ja tutaj robię?&lt;br /&gt;W ostrzale pytań ledwo uniknąłem kontuzji.&lt;br /&gt;- No tak... Publikuje pan w internecie... Ciekawostka... I czyta to ktoś?&lt;br /&gt;Nie omieszkałem się pochwalić.&lt;br /&gt;- Statystki danych wskazują, że tak.&lt;br /&gt;- A mógłby pan przynieść mi coś na papierze... Bo wie pan, ja jestem przyzwyczajona do słowa pisanego. Papier, to papier.&lt;br /&gt;Odważny jestem. Przyniosłem. I wkrótce zostałem zaproszony do udziału w pracach redakcji MNĄ.&lt;br /&gt;Od początku byłem prowokowany przez Teresę do pisania różnego rodzaju tekstów. Powstał cykl opowiadań wawerskich i cały stos wierszy.&lt;br /&gt;Można powiedzieć, że pisałem non stop, cały czas czując doping i oddech na karku.&lt;br /&gt;- Niech pan pisze, koniecznie, coś z tego wybierzemy.&lt;br /&gt;Poza prozą dostarczałem do MNĄ liczne „ rymowanki", ale w niecodzienniku jako pierwsze ukazały się „Wiersze gliniane". Na moją uwagę, że są one dostępne w internecie od 2003 roku, usłyszałem:&lt;br /&gt;- Internet to internet.&lt;br /&gt;- Tak, a papier, to papier...&lt;br /&gt;Jakby trochę gniewu w oczach, ale zauważyłem też coś, co przekonało mnie, że trafiłem w dobre miejsce. Taka jakaś nutka żarciku w twarzy, to, co sobie ogromnie cenię u swoich interlokutorów. Czyli możemy rozmawiać o rzeczach poważnych, ale cenimy sobie, i to bardzo - żart. Szybko pada propozycja:&lt;br /&gt;- Mówmy sobie na ty, tak będzie prościej.&lt;br /&gt;Czyli pierwsze lody pękły. Nawiązaliśmy współpracę.&lt;br /&gt;MNA z moimi wierszami dotarło do Elżbiety Dobrodziej, ta spowodowała wydanie tomiku „Glinianych Wierszy". Oddział Anin Towarzystwa Przyjaciół Warszawy zorganizował wieczór mojej poezji w Klubie Kultury Anin. Pisałem dalej...&lt;br /&gt;Możliwość tej owocnej współpracy zapewnił fakt, że Teresa jest człowiekiem niekonwencjonalnym, twórczym i poszukującym. Otwarta na nowości, czytająca niesamowite ilości książek, archiwizująca istotne dokumenty, a przy tym - pracująca przy pomocy komputera, co w obecnym czasie nie jest bez znaczenia.&lt;br /&gt;Jej mieszkanie śmiało można określić mianem jaskini wiedzy. To, co zgromadziła przez swoje pracowite życie, zasługuje na szacunek, zasługuje również na wyrażenie go poprzez powołanie do życia placówki, czegoś w rodzaju Centrum Historycznego Dzielnicy Wawer; gdzie znalazłyby miejsce również dokumenty dokonań innych naszych współmieszkańców.&lt;br /&gt;Sposób bycia, cechy charakteru Teresy, o których pisałem wyżej, zaowocowały dziesięć lat temu powstaniem MNĄ,&lt;br /&gt;Bo przecież archiwistka, historyk literatury z zawodu, filozof z zainteresowań, miłośniczka sztuki, a co najważniejsze - ludzkich talentów - musiała stworzyć płaszczyznę do rozmowy ze światem.&lt;br /&gt;Przede mną odkryła królestwo przecinków i wszystkich innych 4 znaków interpunkcyjnych. Nawet napisałem fraszkę na ten temat:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[••• ]&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pani Tereso ja bardzo proszę&lt;br /&gt;(ja panią na rękach ponoszę)&lt;br /&gt;przecinek poprawić i składnię...&lt;br /&gt;O! Ładnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umiejętność redagowania tekstów, mozolne dążenie do doskonałości, to jeden z jej większych talentów, z których korzysta duża rzesza ludzi.&lt;br /&gt;Mnie zaimponowała tym, że może tyle czasu spędzać przy jednym wyrazie, zdaniu, opowiadaniu, przy jednej książce, by w rezultacie czytelnik otrzymał wyszlifowany diament.&lt;br /&gt;Umiejętności organizacyjne Teresy wydają się wynikać z techniki budowy zdania, opowiadania, powieści. Musi być wstęp, rozwinięcie i mądre zakończenie.&lt;br /&gt;Powiedziała mi kiedyś, że „zbiera" ludzi, których osobowość bywa niezauważana, a ona stara się ich wydobyć na światło dzienne. Czyż to nie jest prawdziwa praca twórcza?&lt;br /&gt;Posiada duże umiejętności kierowania zespołem. Potrafi wyprowadzić współpracowników na prostą, by w odpowiednim momencie usunąć się w cień i pozostawić ich w „sławie". Jej dorobek jest ogromny, ale jak ogromny, to tylko ona sama wie, bo my często nie mamy świadomości, za iloma inicjatywami właśnie ona stoi. To dar wyjątkowego przywódcy, któremu nie zależy na hołdach i sławie, tylko na planowaniu bitew i zwycięstwach.&lt;br /&gt;Takim stosunkiem do życia powoduje, że przez jej dom przewija się bardzo wielu ludzi; przychodzą ze swoimi problemami, a ona zawsze gotowa do pomocy, Odbiera dziesiątki telefonów, odpisuje na dziesiątki maili i pomaga. Kosztuje ją to zdrowie, ale jak twierdzi, jest skazana na takie życie z własnego wyboru.&lt;br /&gt;Kończąc, muszę powiedzieć, że żeby nie jej młodzieńcze myślenie, wielkie poczucie humoru, to nigdy nie pozwoliłbym sobie na literackie żarty z nią w roli głównej. Ona zawsze potrafi rozróżnić żart od kpiny i nigdy nie przydarzyła mi się z jej strony jakakolwiek krytyka na ten temat..&lt;br /&gt;- Bez śmiechu życie nic nie jest warte. Żart, to właściwa dieta.&lt;br /&gt;Tylko dzięki takiemu jej podejściu do życia mogłem napisać poniższy wierszyk:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;EPITAFIUM ZAJĘTEJ&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Zwierzyła mi się Teresa Sz...anowna, &lt;br /&gt;by kiedy stanie się już niewymowna, &lt;br /&gt;kamień ustawić na skraju anińskiego lasu: &lt;br /&gt;" Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu "&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nalegamy w redakcji od dawna, żeby napisała felieton do rubryki Mój Anin. Za każdym razem stwierdza, że nie wypada jej pisać w MNĄ, w swoim „dziecku", na swój temat.&lt;br /&gt;Przedstawiłem tu własny punkt widzenia naszej z Teresą przyjaźni. W żadnym procencie nie potrafiłbym opisać jej dokonań. Jednoznacznie mogę jednak stwierdzić, że urodziła się ona do spełniania misji i ją spełnia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-9126422675538861968?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/9126422675538861968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=9126422675538861968' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/9126422675538861968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/9126422675538861968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2010/12/mna-listopad-2010.html' title='MNA listopad 2010'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TPyuX__2BjI/AAAAAAAAALc/rFY2F0aMW3c/s72-c/mna_listopad2010.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-2098689361330932710</id><published>2010-10-07T15:45:00.001+02:00</published><updated>2010-10-07T15:53:10.120+02:00</updated><title type='text'>Pierwsza Stalówka MNA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TK3PESAImGI/AAAAAAAAAK4/2hFK6M-7upA/s1600/Stal%C3%B3wka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TK3PESAImGI/AAAAAAAAAK4/2hFK6M-7upA/s320/Stal%C3%B3wka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525299990312294498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Statuetka przyznana Teresie Szymczak 1 października 2010 roku, przez Redakcję MNA,  w dowód uznania za wybitny wkład w kształtowaniu  oblicza MNA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-2098689361330932710?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/2098689361330932710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=2098689361330932710' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/2098689361330932710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/2098689361330932710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2010/10/pierwsza-stalowka-mna.html' title='Pierwsza Stalówka MNA'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TK3PESAImGI/AAAAAAAAAK4/2hFK6M-7upA/s72-c/Stal%C3%B3wka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-5122149518945708296</id><published>2010-10-07T12:01:00.000+02:00</published><updated>2010-10-07T12:11:05.821+02:00</updated><title type='text'>Opóźnienie</title><content type='html'>W roku 100 lecia Anina i 10.lecia MNA, z przyczyn obiektywnych, ukazał się tylko jeden numer. Redakcja czyni starania by ukazał się kolejny.&lt;br /&gt;Wszystkich zainteresowanych przepraszamy i prosimy o jeszcze trochę cierpliwości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-5122149518945708296?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/5122149518945708296/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=5122149518945708296' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/5122149518945708296'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/5122149518945708296'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2010/10/opoznienia.html' title='Opóźnienie'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-8943967433966170229</id><published>2010-10-07T11:53:00.000+02:00</published><updated>2010-11-09T16:45:53.638+01:00</updated><title type='text'>MIĘDZY NAMI ANINIANINAMI – Marzec 2010</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bibliotekawawer.pl/images/stories/Wydarzenia/maj2010/mnamaj2010.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://bibliotekawawer.pl/images/stories/Wydarzenia/maj2010/mnamaj2010.JPG" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/MNA_20100421.pdf"&gt;Pełny tekst w PDF udostępniony przez Bibliotekę Wawer&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TK2fQjNG8RI/AAAAAAAAAKw/_vwD-Wt9FH8/s1600/FotoGa%C5%82da.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width:192px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TK2fQjNG8RI/AAAAAAAAAKw/_vwD-Wt9FH8/s320/FotoGa%C5%82da.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525247424530411794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Janusz Gałda&lt;br /&gt;MÓJ ANIN&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ogromnie się cieszę, że tak wielu gości przyjęło zaproszenie na tę wyjątkową, jubileuszową uroczystość, że możemy razem świętować wśród przyjaciół Anina urodziny&lt;br /&gt;naszego osiedla.&lt;br /&gt;Dzisiejsze spotkanie, odbywające się pod hasłem ANIN DLA MNIE WAŻNY doskonale wpisuje się w cykl całorocznych obchodów stulecia.&lt;br /&gt;Przytoczę tutaj słowa, wypowiedziane przez Antoniego Gosławskiego w przemówieniu na XXV lecie powstania Anina, które nic nie straciły ze swojej aktualności. Jest rzeczą&lt;br /&gt;dobrą, a nawet konieczną, aby ważne momenty w życiu społeczeństwa nie przepadały w niepamięci fali, ale akcentowane i podkreślane nabierały odpowiedniej wyrazistości&lt;br /&gt;i pełnego znaczenia.&lt;br /&gt;Takim momentem w życiu Anina, obok którego nie możemy przejść obojętnie, jest jego 100-lecie. To duży odcinek czasu, na który składa się praca na rzecz społeczności&lt;br /&gt;anińskiej już paru pokoleń aninian. Ta praca zaczęła się od roku 1910, od momentu ostatecznego rozparcelowania dóbr wilanowskich przez hrabiego Ksawerego Branickiego i trwa do dnia dzisiejszego.&lt;br /&gt;Anin zmieniał swój charakter - z osiedla letniskowego,jakim był na początku, przemienił się w osiedle domków jednorodzinnych, zatopionych w zieleni drzew, przez co stał się jednym z najładniejszych osiedli w Warszawie. Ocalona sosna stała się znakiem rozpoznawczym, co zauważył Jerzy Nowakowski, umieszczając sosnę w logo jubileuszu Anina.&lt;br /&gt;Anin nie jest już podwarszawską miejscowością, a znaną i cenioną częścią Warszawy.&lt;br /&gt;Jak wyglądało życie w dawnym Aninie ? Jeszcze raz oddam głos Antoniemu Gosławskiemu: dzięki ofiarności jednego z obywateli została wybudowana mała kaplica. Macierz Szkolna założyła w Aninie 4 klasową szkołę średnią, ze składek obywateli wybudowano w Aninie budynek poczty i budynek domu społecznego „Kasyna”.&lt;br /&gt;Potem ze składek mieszkańców został wybudowany okazały kościół. Dziś życie społeczne i kulturalne prowadzone jest w budynku Klubu Kultury i nowej Dzielnicowej Biblioteki.&lt;br /&gt;Na terenie osiedla znajduje się szkoła podstawowa i liceum ogólnokształcące, a wkrótce zostanie oddany kompleks sportowo-rekreacyjny z lodowiskiem i basenami.&lt;br /&gt;W życiu Anina przez to stulecie działy się rzeczy ważne i doniosłe , a czasem i tragiczne – jak egzekucja ludności cywilnej Anina i Wawra w grudniu 1939 roku. Historia Anina została opisana w publikacjach książkowych, że wspomnę&lt;br /&gt;tutaj książki Henryka Wierzchowskiego, Jana Czerniawskiego, Barbary Wołodźko- Maziarskiej.&lt;br /&gt;Osiedle Anin nazywane jest „zielonym osiedlem”, „willowym osiedlem Warszawy”, ale chyba najbliższe sercu każdego aninianina jest określenie ANIN – OSIEDLE POETÓW. Bo właśnie tutaj, w Aninie, Konstanty Ildefons Gałczyński, Julian Tuwim czy ksiądz Jan Twardowski znaleźli niepowtarzalny „klimat”, który pozwolił im tworzyć wspaniałe – wzruszające wiersze. Anin był dla nich bliski, poznali jego piękno i stali się jego przyjaciółmi. Anin to nie tylko hasło w encyklopedii i punkt geograficzny, a przede&lt;br /&gt;wszystkim ludzie, dla których Anin był ważny i jest ważny.&lt;br /&gt;Ludzie, którzy niezależnie od tego, czy mieszkają w Aninie, lub mieszkali tu kiedyś, czy zauroczył ich „klimat” naszego osiedla, mają cząstkę Anina w swoim sercu i są Anina przyjaciółmi.&lt;br /&gt;Takich przyjaciół Aninowi nigdy przez to stulecie nie brakowało, a pięknie ich ktoś kiedyś określił „Niematerialne skarby Anina”. Długo by trzeba było wymieniać te wszystkie osoby, które były zaangażowane w pracę dla Anina, albo swoją pracą sprawiały, że Anin stawał się znany.&lt;br /&gt;Anin ma przyjaciół „nie tylko na ziemi, ale także i w „domu ojca”. Myślę, że nie jest dziełem przypadku, że właśnie w roku 2010, w roku naszego Jubileuszu, na ołtarze zostanie wyniesiony ksiądz Jerzy Popiełuszko, który w parafii w Aninie był wikarym na początku swojej drogi kapłańskiej i wielu parafian do dziś wspomina go bardzo serdecznie, tak samo, jak księdza prałata Wiesława Kalisiaka, który uczynił&lt;br /&gt;bardzo wiele dla Anina i któremu jesteśmy dozgonnie wdzięczni.&lt;br /&gt;Dzisiaj zostały wręczone pamiątkowe wyróżnienia „Zasłużony przyjaciel Anina” osobom, dla których Anin jest WAŻNY i wszyscy aninianie możemy być dumni, że mamy takich wspaniałych przyjaciół. Przedstawiony przeze mnie obraz przyjaciół Anina byłby niepełny, gdybym nie wspomniał, o „przyjaciołach zbiorowych”, a mam tutaj na&lt;br /&gt;myśli Towarzystwo Przyjaciół Warszawy Oddział Anin, które to towarzystwo jest kontynuatorem Towarzystwa Przyjaciół Anina założonego już w 1911 roku. Towarzystwo jest organizatorem wielu lokalnych inicjatyw, obchodów i jubileuszy.&lt;br /&gt;Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości w Aninie, które jest kontynuatorem Zrzeszenia Właścicieli Nieruchomości powstałego w 1932 roku podobnie jak TPW włącza&lt;br /&gt;się czynnie w życie społeczno - kulturalne Anina.&lt;br /&gt;Dzisiejszy dzień jest niewątpliwie tym dniem, który na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Pragnę wyrazić serdeczną wdzięczność wszystkim, którzy wspierali i wspierają&lt;br /&gt;Anin. To radość i przywilej znać takie osoby i jestem przekonany, że to, co najlepsze i najpiękniejsze dla Anina jest jeszcze przed nim.&lt;br /&gt;Podziękowanie za dziś zostawiam celowo na koniec, a jest ono szczególnie gorące, gdyż skierowane do tych, którzy dzisiejszą uroczystość przygotowali.&lt;br /&gt;Składam je na ręce pani Marii Chodorek Prezes Oddziału Anin Towarzystwa Przyjaciół Warszawy i pani Lidii Szczytowskiej, Dyrektor XXVI LO im. Gen. H. Jankowskiego „Kuby”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdecznie Państwu Dziękuję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-8943967433966170229?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/8943967433966170229/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=8943967433966170229' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/8943967433966170229'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/8943967433966170229'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2010/10/miedzy-nami-aninianinami-marzec-2010.html' title='MIĘDZY NAMI ANINIANINAMI – Marzec 2010'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/TK2fQjNG8RI/AAAAAAAAAKw/_vwD-Wt9FH8/s72-c/FotoGa%C5%82da.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-7611118401465216526</id><published>2010-03-29T15:21:00.000+02:00</published><updated>2010-03-29T15:22:59.835+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/S7CprxZSrwI/AAAAAAAAAJ8/hVNK9VgfLtU/s1600/MNA2_400.ramka+ziel.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/S7CprxZSrwI/AAAAAAAAAJ8/hVNK9VgfLtU/s320/MNA2_400.ramka+ziel.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454045718204559106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-7611118401465216526?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/7611118401465216526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=7611118401465216526' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/7611118401465216526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/7611118401465216526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2010/03/blog-post.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/S7CprxZSrwI/AAAAAAAAAJ8/hVNK9VgfLtU/s72-c/MNA2_400.ramka+ziel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-5803744676222819560</id><published>2010-02-09T10:22:00.000+01:00</published><updated>2010-02-10T08:08:39.406+01:00</updated><title type='text'>"Anin Artystów " Program I Polskiego Radia 8.02.2010 godz.20.10</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.polskieradio.pl/jedynka/kultura/artykul136237.html"&gt;&lt;strong&gt;PROSZ KLIKNĄĆ W TO ZDANIE, &lt;br /&gt;A POTEM PROSZĘ PRZYCISNĄĆ STRZAŁKĘ POD NAPISEM "POSŁUCHAJ" &lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-5803744676222819560?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/5803744676222819560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=5803744676222819560' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/5803744676222819560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/5803744676222819560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2010/02/anin-artystow-program-i-polskiego-radia.html' title='&quot;Anin Artystów &quot; Program I Polskiego Radia 8.02.2010 godz.20.10'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-8045884987805730831</id><published>2009-12-18T10:39:00.001+01:00</published><updated>2010-01-05T15:48:40.332+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SytORv3jT7I/AAAAAAAAAJs/WjbpsASesfk/s1600-h/NMA_BN09.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SytORv3jT7I/AAAAAAAAAJs/WjbpsASesfk/s320/NMA_BN09.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416509043657363378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;MIĘDZY NAMI ANINIANINAMI – Grudzień 2009&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/MNA_20091216.pdf"&gt;PEŁNY TEKST w PDF dzięki Bibliotece Wawer&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;____________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ppłk dr STANISŁAW WILATOWSKI&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(1895 - 1940)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Urodził się 15 sierpnia 1895 roku w Niedróżu Młodym w powiecie sierpeckim. Syn Teofila i Antoniny ze Zdunowskich. Dr nauk medycznych - internista. Miał praktykę lekarską w Aninie, w domu rodzinnym żony z Janikowskich - przy ul. Leśnej 7. Był lekarzem Sióstr Felicjanek w Wawrze. Znany jako autor patentu na strzykawkę izolowaną od otaczającego ją powietrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo uczęszcza do gimnazjum w Siedlcach, a następnie do Gimnazjum Wojciecha Górskiego w Warszawie. Będąc uczniem działa w POW na terenie Okręgu Warszawskiego. Po maturze podejmuje studia na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Warszawskiego, które przerywa po zaliczeniu siedmiu semestrów, gdyż 11 listopada 1918 roku zgłasza się na ochotnika do Wojska Polskiego. W 11 pp. Legionów w Warszawie odbywa przeszkolenie rekruckie, po zakończeniu, którego bierze udział w walkach pod Lwowem, a następnie na terenie Wołynia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku września 1919 roku Stanisław Wilatowski zostaje odkomenderowany na kurs medyków przy Uniwersytecie Warszawskim, który kończy praktykami w Szpitalu Epidemiologicznym na Grochowie. W trakcie kursu zostaje mianowany podchorążym, a po zakończeniu praktyki zostaje komendantem sekcji higieny przy dowództwie 2., a potem 3. armii. W tym czasie uczestniczy w walkach pod Białą Cerkwią, Fastowem, Berdyczowem, Karosteniem i Kowlem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie służy w Grupie Operacyjnej Jazdy gen. Sawickiego i w szpitalu polowym nr 201 przy 20 DP. l października 1920 roku zostaje mianowany podporucznikiem, a 18 marca 1921 roku Stanisław Wilatowski zostaje bezterminowo urlopowany w celu dokończenia studiów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W życiu Stanisława Wilatowskiego w roku 1921 zachodzi jeszcze jedno ważne wydarzenie - bierze ślub z Wacławą Janikowską i od tego czasu jego losy są już związane z Aninem. 20 grudnia 1924 roku otrzymuje dyplom lekarza. Specjalizował się w zwalczaniu gruźlicy. W trakcie odbywania studiów zostaje l października 1922 roku mianowany porucznikiem. Od tej chwili łączy służbę wojskową z powołaniem lekarskim. Stanisława Wilatowskiego odkomenderowano do szpitala wojskowego w Równem na funkcję ordynatora oddziału internistycznego, a następnie pełni funkcję lekarza w Centralnym Zakładzie Służby Łączności w Warszawie i w l Oddziale Służby Intendentury. W maju 1927 roku przeniesiony do l pułku artylerii przeciwlotniczej w Warszawie na stanowisko naczelnego lekarza pułku, a w 1931 roku pełni takie same stanowisko w l pułku lotniczym. Rok później przeniesiony do CWSan., gdzie odbywa dalszą specjalizację na internie i z dniem l stycznia awansowany na stopień kapitana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie Stanisław Wilatowski podejmuje współpracę z Zakładem Fizycznym Politechniki Warszawskiej, gdzie zajmuje się fizycznymi metodami wykrywania gazów bojowych w polu, oraz w dziedzinie biofizyki. Wyniki swych badań publikuje na VI Zjeździe Fizyków Polskich w Warszawie. Podjęta przez kapitana Wilatowskiego praca naukowa zostaje dostrzeżona przez Departament Zdrowia Ministerstwa Spraw Wojskowych, gdyż zostaje odkomenderowany z dniem 7 listopada 1932 r. do pracy w Wojskowym Instytucie Przeciwgazowym w Warszawie (ul. Ludna) na stanowisko eksperymentatora, a potem na kierownika pracowni. Tam pracuje już do wybuchu wojny w 1939r. W marcu 1939 roku zostaje mianowany majorem. Wybuch wojny zastaje Stanisława Wilatowskiego w WlP-gaz i wraz z nim zostaje ewakuowany do Lwowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13 września Instytut zostaje podzielony na trzy grupy. Grupa majora Wilatowskiego zostaje wycofana w rejon Dubna, a po 17 września wycofuje się przez Demidowkę, Beresteczko i Drużkopól. W dniu 20 lub 21września zostaje rozbrojona przez Ukraińców, a 23 września w okolicach Porycka cała grupa dostaje się do niewoli sowieckiej. Zostaje uwięziony w obozie NKWD w Kozielsku, skąd zostaje wywieziony jednym z pierwszych transportów do Lasu Katyńskiego i tam zamordowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dniu 9-10 listopada 2007 roku został pośmiertnie awansowany na stopień podpułkownika. W czasie służby wojskowej został odznaczony:&lt;br /&gt;13 marca 1919 roku - Odznaką honorową „ORLĄT" za przebyte boje w obronie Lwowa.&lt;br /&gt;16 marca 1937 roku - Medalem Niepodległości.&lt;br /&gt;11 listopada 1937 roku - Srebrnym Krzyżem Zasługi.&lt;br /&gt;11 listopada 1938 roku - Srebrnym Medalem za Długoletnią Służbę oraz Medalem Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanisław Wilatowski pozostawił żonę Wacławę z Janikowskich i córkę Janinę.&lt;br /&gt;___________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródło: Jan Kiński Wojskowy Przegląd Historyczny - artykuły z cyklu PRO MEMORIA z 1992 r. i informacje uzyskane od Wojciecha Przyłuskiego .&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-8045884987805730831?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/8045884987805730831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=8045884987805730831' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/8045884987805730831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/8045884987805730831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2009/12/blog-post.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SytORv3jT7I/AAAAAAAAAJs/WjbpsASesfk/s72-c/NMA_BN09.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-9073175085646176668</id><published>2009-10-29T17:27:00.001+01:00</published><updated>2009-11-01T13:50:18.080+01:00</updated><title type='text'>MNA 70</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SunEyb_3kvI/AAAAAAAAAJc/ljlrDRbvuX0/s1600-h/ok%C5%82adka_70.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 227px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SunEyb_3kvI/AAAAAAAAAJc/ljlrDRbvuX0/s320/ok%C5%82adka_70.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398061999168393970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/MNA_20091008.pdf"&gt;PEŁNY TEKST dzięki Bibliotece Wawer PDF&lt;/a&gt;&lt;/div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SunC8xwEeNI/AAAAAAAAAJU/al8_dDUnuic/s1600-h/Marcin+Wolski.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SunC8xwEeNI/AAAAAAAAAJU/al8_dDUnuic/s320/Marcin+Wolski.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398059977783146706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;MOJA OKOLICA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Marcin Wolski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Z&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;aczarowane miejsca, małe ojczyzny. Moją, z trudem można wpasować w granice administracyjne. Mieści się w niej Anin, Wawer, Marysin, Międzylesie, łąki miedzy Zastowem a Lasem, (na których spędziłem mnóstwo czasu jako wagarowicz) Gocław i Gocławek... Kolejno świat dziecka, uczniaka, młodego mężczyzny, autora....&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;T&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;u działy się rzeczy dla mnie najważniejsze, tu były  moje szkoły - podstawówka na Minerskiej, której już nie ma, prywatna szkoła sióstr Felicjanek, ogólniak na Kajki, później na Alpejskiej. Moja parafia, cmentarz z grobami bliskich, wspomnienia, uczucia, inspiracje.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;O&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;pisałem ten pejzaż widziany z lotu ptaka w „Miejscu dla dwojga" gdy dusza mego bohatera pozbawionego ciała szybuje nad swoją rodzinna okolicą. W drewniaku wzniesionym w stylu świdermajer umieściłem inicjację erotyczną Adama Szareckiego bohatera „Bogów jak ludzi". Na pobliskim Grochowie, na poddaszu zaadaptowanym na studio muzyczne Maciek Podlaski, narrator „Nieprawego łoża" kochał się ze swoją uczennicą Martą, nieświadomy że 35 lat wcześniej na wawerskich łąkach, w pierwszym dniu powstania warszawskiego jego autentyczny ojciec AK-owiec Maciej Kamienicki zabił jego „ojca nominalnego" czyli komunistycznego bojówkarza Eugeniusza Podlaskiego, a na skraju rezerwatu im. Króla Jana Sobieskiego Sowieci pozorowali śmiertelny wypadek jego matki - Róży. Również tu zachodzi na cmentarz na Glinkach, prowadzić monologi ze swym przedwcześnie zmarłym kolegą szkolnym. Z kolei w „Nobliście" finałowe sceny umieszczam w domku letniskowym nad Świdrem, na stacji benzynowej za Starą Miłosną, i w ukrytej gdzieś w okolicznych lasach rezydencji medialnego oligarchy a przy okazji agenta KGB... Zaś w trzecim tomie cyklu „Trylogia Optymistyczna", zatytułowanym -„Kaprys historii" cofając się do lat 20 w karczmie Wawer (obecnym Motelu Napoleon) doprowadzam do śmiertelnej potyczki białogwardzisty Olega Dobrolubowa, z wysłanymi w ślad za nim siepaczami.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;le nie koniec z „anininianami" i „wawernikami" w  moich powieściach. Jedną z zabawniejszych scen „Alterlandu" ulokowałem w latach 60 w rejonie górki Del-maka. W optymistycznym wariancie historii, w której Polska jest suwerennym mocarstwem, działa tam letni teatrzyk - występują gwiazdy Międzywojnia z pospołu z artystami, którzy zadebiutowali po wojnie, tyle, że nie w PRL-u bo taki nie powstał.  Jarosy prowadzi konferansjerkę z Wiktorczy-kiem, a Mrozek jest tam kelnerem.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;„Ekspiacji",  w której ksiądz i małolata stawiają czoła pogrobowcom PRL-u, sensacyjna akcja rozpoczyna się zabójstwem proboszcza w wiejskim kościół¬ku, bardzo podobnym do urokliwej drewnianej świątynki w Miłosnej. Następnie wartka akcja toczy się na Marysinie i Wygodzie. Gdzieś w Aninie ma willę szlachetny opozycjo¬nista, a w istocie Tajny Współpracownik SB i jej pogrobow-ców -Artur Liwski...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;P&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;isze się zazwyczaj o tym co się zna. Lubi bądź nie¬nawidzi. Bohaterowie moich kilkudziesięciu ksią-żek przemierzają cały świat przy czym nie jest dla nich przeszkodą czas teraźniejszy, jednak najchętniej wracają właśnie tu. Jak Marek Kazimierzak, bohater „Antybaśni" i „Włóczęgów czasoprzestrzeni", którego mieszkanie stano¬wi syntezę domu wzniesionego przez mego dziadka w kolo¬nii tramwajarzy i samotnej kamienicy na Gocławku, kiedyś stojącej w szczerym polu, a obecnie utopionej w pawilonach na Gocławku. Właśnie tam jest magiczny narożny pokój i właz do alternatywnych światów.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;N&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;awet kiedy umieszczam moich bohaterów w innych podwarszawskich osiedlach, nikogo nie po-winno to zmylić, jeśli pociągnie dobrze nosem poczuje się zapach anińskich sosen, woń świeżo skoszonej trawy na łąkach, na których w moich czasach pasły się krowy, żyły bażanty, a nad ich głowami przelatywały samoloty startujące z lotniska na Gocławiu, po którym ślad pozostał jedynie w „lotniczych" nazwach ulic.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;N&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;ajwięcej tych klimatów jak dotąd umieściłem w „Drugim życiu", opowieści o dzieciństwie i staro¬ści, która się dopiero ukaże. I wprawdzie teoretycznie dom mojego bohatera znajduje się w Falenicy (ale nadal w admi¬nistracyjnych granicach dzielnicy Wawer) ale jest to Faleni¬ca wymyślona, która równie dobrze mogłaby być Radością, Międzylesiem, lub Aninem właśnie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;P&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;rzeżyłem tu blisko 60 lat. Nigdy nie korciło mnie żeby emigrować, a przeprowadzać się? Po roku spędzonym w centrum Warszawy w betonowym bloku, mój organizm zaprotestował i zacząłem chorować. Wróciłem na stare śmiecie. I w prawdzie objechałem już kilkakrotnie kulę ziemską zwiedzając blisko setkę krajów, tak naprawdę pokonałem około 20 metrów. Tyle bowiem dzieli dom mego dzieciństwa, od tego który zbudowałem dla siebie. Obok starej morwy. Przed wojną był tu inny domek, trafiony jedną z pierwszych bomb, które we wrześniu 39 roku spadły na Wawer. Ale podobno najbezpieczniej jest w leju po bombie. Więc zaryzykowałem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-9073175085646176668?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/9073175085646176668/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=9073175085646176668' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/9073175085646176668'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/9073175085646176668'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2009/10/mna-70.html' title='MNA 70'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SunEyb_3kvI/AAAAAAAAAJc/ljlrDRbvuX0/s72-c/ok%C5%82adka_70.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-1577833618976954744</id><published>2009-09-16T20:31:00.001+02:00</published><updated>2009-09-16T21:39:53.499+02:00</updated><title type='text'>MNA 69</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SrE23U5iwLI/AAAAAAAAAIc/Vu5uomyqjSI/s1600-h/Ok%C5%82adka_nr.70.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 227px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SrE23U5iwLI/AAAAAAAAAIc/Vu5uomyqjSI/s320/Ok%C5%82adka_nr.70.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5382143353815220402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/MNA_20090722.pdf"&gt;PEŁNY TEKST&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;__________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SrE1wpj5K8I/AAAAAAAAAIU/W2variS05MY/s1600-h/J.Kozie%C5%82.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 135px; height: 195px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SrE1wpj5K8I/AAAAAAAAAIU/W2variS05MY/s320/J.Kozie%C5%82.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5382142139590847426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MÓJ ANIN&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jerzy Kozieł&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;S&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;prowadziłem się w sierpniu 1964 roku jako młody, szczęśliwy pracownik Instytutu Badań Jądrowych, któremu przydzielono kawalerkę na ulicy Zorzy w budynku, będącym własnością IBJ. W śród pięknych lasów wybudowano mieszkania ładne,choć dzisiaj powiedzielibyśmy, że zdecydowanie małe.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;ówczas tak nie sądziłem i byłem szczęśliwy wobec możliwości zamieszkania w nowym lokalu z tzw. wygodami. Ponieważ dzieciństwo i młodzieńcze lata spędziłem w Otwocku, Anin nie był dla mnie miejscowością obcą. Należał już do Wielkiej Warszawy. Szczęścia przysparzał więc fakt, że automatycznie otrzymałem warszawskie zameldowanie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;D&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;zisiaj to może wydawać się dziwactwem, ale wówczas to było coś bardzo upragnionego. W sąsiedztwie mego bloku dumnie wyróżniała się willa Tuwima, którą w niedziele odwiedzała pani Tuwimowa ze swoją piękną córką Ewą. Pamiętam z tego okresu fotografię Ewy Tuwim na okładce „Radaru” – było takie pismo. W osiedlu nie było sklepu, Borowika także jeszcze nie było, więc zakupy przeważnie robiłem w Międzylesiu lub w Warszawie, czasem w sklepie na V Poprzecznej, naprzeciwko ówczesnej poczty, obok restauracji, która funkcjonowała&lt;br /&gt;pod hasłem „Tu się jada jak u mamy”.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; krótce linię warszawskiego autobusu wydłużono do kina „Wrzos”, co znakomicie poprawiło połączenie ze stolicą, chociaż i tak głównym środkiem transportu do centrum Warszawy były pociągi elektryczne.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;O&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;gród willi Tuwima był otoczony pięknym, dębowym lasem; było to miejsce niezapomnianych spacerów, podczas których bez specjalnego trudu zbierało się borowiki. W krótce jednak wszystko zaczęło się zmieniać.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;W&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;osiedlu, zwanym (do dzisiaj zresztą) osiedlem IBJ, decyzją władz państwowych powołano spółdzielnię mieszkaniową. Jako pracownik naukowy w resorcie atomistyki bywałem na Zachodzie, znałem trochę tamtejsze realia; rozumiałem, że mieszkanie powinno być własne albo spółdzielcze, a budowanie domów i ich utrzymywanie przez zakład pracy nie ma sensu. Byli jednak tacy, którym to się nie podobało, stąd do dzisiaj Instytut Energii Atomowej – jeden ze „spadkobierców” IBJ – ma niemałe kłopoty.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;C&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;hętnych do zamieszkania w Aninie, a pracujących w naszym resorcie zebrano i zaproponowano powołanie Międzyzakładowej Spółdzielni Mieszkaniowej ANIN. Wyrosły&lt;br /&gt;nowe domy; stare, będące do dziś częściowo własnością notarialną IEA, są kosztownym&lt;br /&gt;i zbędnym obciążeniem Instytutu. Niestety, procedura przekazania tej niechcianej własności we władanie Dzielnicy Wawer postępuje opieszale.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Z&lt;/span&gt;naczną część mieszkań Instytut odsprzedał ich lokatorom, dzięki czemu powstały samorządne wspólnoty mieszkaniowe, ale nie ma już jednego gospodarza Osiedla.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;nin stał się mój od pierwszej chwili, gdy tu zamieszkałem i moim pozostał. W pierwszych latach istnienia spółdzielni mieszkaniowej byłem działaczem jej Zarządu, czuję się z nią związany do dziś.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;C&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;iągle pracuję w „moim ibejocie”, więc mieszkanie w Aninie bardzo mi odpowiada i nie zamieniłbym go na inne miejsce. Pasją moją jest prywatne oraz publiczne prostowanie&lt;br /&gt;bzdur, wypowiadanych na temat zagrożeń pochodzących z atomistyki. Jakże często jestem pytany o to, czy elektrownie atomowe będą bezpieczne. Proponuję wszystkim pytającym,&lt;br /&gt;by rozejrzeli się dookoła naszych granic i zastanowili się, czy wszyscy, wokoło są nienormalni? A może to my.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;N&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;ie ma już dębowego lasu po drugiej stronie ulicy Zorzy, na jego miejscu stoi znakomity Instytut Kardiologii; do willi przy ulicy Zorzy nie przyjeżdża już pani Tuwimowa, (po Niej zamieszkał tam Piotr Jaroszewicz, a kto wie, kto mieszka tam dzisiaj), na pięknej polanie „przy kanałku” nie ma już miejsca plażowego, a stoi ogromna zabudowa; ale i tak Anin jest uroczym miejscem spokojnego zamieszkiwania i odpoczynku. Z awsze można pójść na sentymentalny spacer ulicą, przy której mieszkał Jerzy Zaruba, a idąc do sympatycznej&lt;br /&gt;biblioteki przy ulicy Trawiastej można trafić na spotkanie z panią Kirą Gałczyńską, córką wielkiego Konstantego Ildefonsa…&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;J&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;ak tu nie mieszkać w Aninie!&lt;br /&gt;____________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minęło 45 lat&lt;br /&gt;Jerzy Kozieł jest Zastępcą Dyrektora Instytutu Energii Atomowej w Świerku&lt;br /&gt;do spraw Bezpieczeństwa Jądrowego. Na tym stanowisku pracował od dawna, choć&lt;br /&gt;wraz ze zmianami organizacyjnymi różnie się ono nazywało. Był więc z-cą Dyrektora&lt;br /&gt;do Spraw Reaktorów, Głównym Inspektorem Bezpieczeństwa Jądrowego i Ochrony&lt;br /&gt;Radiologicznej zajmując się wciąż tym samym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-1577833618976954744?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/1577833618976954744/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=1577833618976954744' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/1577833618976954744'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/1577833618976954744'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2009/09/sprowadziem-sie-w-sierpniu-1964-roku.html' title='MNA 69'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SrE23U5iwLI/AAAAAAAAAIc/Vu5uomyqjSI/s72-c/Ok%C5%82adka_nr.70.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-8742129903943169669</id><published>2009-04-17T08:58:00.000+02:00</published><updated>2009-04-17T09:04:17.630+02:00</updated><title type='text'>Jubileusz Osiedla Anin: 1910-2010</title><content type='html'>Już niedługo powitamy rok, w którym nasze Osiedle będzie obchodziło jubileusz.&lt;br /&gt;Kompleks dóbr wilanowskich, w skład których wchodziły lasy dóbr zastowskich po prawej stronie Wisły, w 1892 r. stały się własnością Ksawerego hrabiego Branickiego. Wkrótce (w 1904 r.) rozpoczął on parcelację gruntów i sprzedaż działek na terenie położonym pomiędzy koleją szerokotorową, Traktem Brzeskim i Kaczym Dołem (część obecnego Międzylesia).&lt;br /&gt;Branicki podpisał akt rejentalny parcelacji naszego Osiedla w 1910 r. nadając mu nazwę od imienia żony Anny. Tę datę uznano w przedwojennym Aninie za początek Osiedla, w konsekwencji czego powstał Komitet Obchodu XXV-lecia Anina, który w sierpniu 1935 r. zorganizował stosowne uroczystości. Między innymi podczas akademii wygłoszono następujące referaty:&lt;br /&gt;1. Historia Anina - Antoni Gosławski&lt;br /&gt;2. Potrzeby gospodarcze - Walerian Wołodźko&lt;br /&gt;3. Potrzeby administracyjne - Henryk Lissowski&lt;br /&gt;Referaty te zostały wydane w formie broszury nakładem Zrzeszenia Właścicieli Nieruchomości w Aninie (1935 r.). Ciekawe, iż niektóre problemy, zasygnalizowane w tych wypowiedziach są aktualne do dzisiaj. Są wśród nich:&lt;br /&gt;•  wymieranie sosen decydujących o unikalnym mikroklimacie Anina&lt;br /&gt;•  istniejący dalej „system dołów kloacznych wchłonnych"&lt;br /&gt;•  zaniedbania dotyczące nawierzchni ulic.&lt;br /&gt;Cytat z referatu W.Wołodźko „ułożenie chodników i wybrukowanie jezdni jest jedną z pierwszych potrzeb naszego osiedla (...). Na większości ulic podczas suszy przechodnie brną w piaskach a podczas deszczów i roztopów mamy sadzawki niekiedy na całej szerokości ulicy". W tym temacie zmniejszyła się tylko skala problemów.&lt;br /&gt;Tyle o historii. Wracamy do roku 2009.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W dniu 11 lutego b.r. zebrał się zespół, zwołany z inicjatywy organizacji pozarządowych (Oddział Anin TPW, Rada Osiedla Anin i Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości w Aninie). Jego celem było - w porozumieniu z dyrekcją Klubu Kultury Anin oraz Biblioteki Wawerskiej - przygotowanie ram organizacyjnych obchodów stulecia Anina. Postanowiono, iż pracą zespołu organizatorów będzie kierował przewodniczący Rady Osiedla Anin, Janusz Gałda oraz jego zastępcy - Maria Chodorek i Michał Nowacki, prezesi organizacji anińskich.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przewiduje się powołanie KOMITETU HONOROWEGO OBCHODÓW&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Powstaje Kalendarium jubileuszu. Zapraszamy do zgłaszania pomysłów i zachęcamy do współpracy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Podajmy telefony kontaktowe:&lt;br /&gt;Maria Chodorek (022) 812 11 82&lt;br /&gt;Michał Nowacki (022) 613 02 70&lt;br /&gt;Janusz Gałda O 600 199 017  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;                                               &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezes Oddziału Anin TPW&lt;br /&gt;Maria Chodorek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Artykuł uakazał się w 1/2009 numerze MNA)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-8742129903943169669?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/8742129903943169669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=8742129903943169669' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/8742129903943169669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/8742129903943169669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2009/04/jubileusz-osiedla-anin-1910-2010.html' title='Jubileusz Osiedla Anin: 1910-2010'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-3029339655967158017</id><published>2009-04-08T16:04:00.000+02:00</published><updated>2009-04-08T16:06:40.167+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SdyvHR_Es-I/AAAAAAAAAH8/dId18W2u_yk/s1600-h/Wielkanoc+2009400.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 226px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SdyvHR_Es-I/AAAAAAAAAH8/dId18W2u_yk/s320/Wielkanoc+2009400.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322321399266980834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-3029339655967158017?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/3029339655967158017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=3029339655967158017' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/3029339655967158017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/3029339655967158017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2009/04/blog-post.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SdyvHR_Es-I/AAAAAAAAAH8/dId18W2u_yk/s72-c/Wielkanoc+2009400.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-4216022911885856039</id><published>2009-04-08T14:06:00.000+02:00</published><updated>2009-04-09T18:01:06.276+02:00</updated><title type='text'>CIEKAWA SPRAWA FINANSOWA</title><content type='html'>W trakcie kolportażu ostatniego MNA przedstawiciele naszej redakcji dotarli do Domu Mody &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://www.5thavenuemoda.pl/"&gt;5thAVENUE &lt;/a&gt;przy ul.V Poprzecznej w Aninie. Przyjęła nas włascicielka pani Małgorzata Wąsowska. W ciekawej rozmowie&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;poruszyła min gorący problem kanalizacji  w Dzielnicy i przekazała nam bardzo interesujący artykuł opublikowany już dość dawno w Rzeczpospolitej. Proszę przeczytać.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;WŁAŚCICIEL SIECI KANALIZACYJNEJ ZAPŁACI ZA CZĘŚĆ PRZYŁĄCZA.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Izabela Lewandowska&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;(Rz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;eczpospolita. Wtorek. 18 września 2007.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Prawo Cywilne&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Nie ulega przedawnieniu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Roszczenie osoby, która własnym sumptem wybudowała urządzenia wodociągowe i kanalizacyjne, o zawarcie umowy o przejęciu tych urządzeń i zwrot wydatków, majace oparcie w art. 31 ustawy, jest bezterminowe. Nie ulega ono przedawnieniu. Dlatego po przedstawionej uchwale Sądu Najwyższego z żądaniem zwrotu wydatków na wykonanie tej części przewodu kanalizacyjnego, która znajduje się poza ich działką, będą mogli występować właściciele nieruchomości, którzy wykonali je pięć, dziesięć czy też piętnaście lat temu. Może to być dla przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych, będących z reguły spółkami komunalnymi, bardzo kosztowne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Właściciele nieruchomości  mogą żądać od przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego by zwróciło im pieniądze za cząść przewodu kanalizacyjnego prowadzącą od granicy ich działki do głównej magistrali.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jednoznacznie wynika z uchwały Sądu Najwyższego z 13 września 2007 r. Właściciela obciąża zatem tylko koszt tej części przewodu kanalizacyjnego, która znajduje się na jego działce czy pod jej powierzchnią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dziewięć metrów przewodu poza granicą działki&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawę, na której tle SN podjął tę uchwałę, wszczęli małżonkowie P. Za własne pieniądze przyłączyli swój dom do sieci kanalizacyjnej, a całkowity koszt tego przedsięwzięcia wyniósł 8 065 zł. Domagali się od przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego zwrotu kosztów 9 m przyłącza spozagranicy ich działki, tj. 5 tyś. zł.&lt;br /&gt;Jako podstawę tego żądania wskazali art. 31 ustawy z 7 czerwca 2001 r. o zbiorowym zaopatrywaniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków (DzU z 2006 r. nr 123, poz. 858). Zapisano w nim, że osoby, które wybudowały z&lt;br /&gt;własnych środków urządzenia wodociągowe i kanalizacyjne, mogą przekazać je odpłatnie gminie albo przedsiębiorstwu wodno-kanalizacyjnemu na warunkach uzgodnionych w umowie.&lt;br /&gt;Przedsiębiorstwo odmówiło zawarcia umowy o przejęcie i zwrotu żądanej kwoty. Argumentowało, że odcinek przewodu kanalizacyjnego znajdujący się poza granicą działki małżonków P. także jest przyłączem, a koszt jego budowy stosownie do art. 15 ust. 2 ustawy z 2001 r. obciąża osobę ubiegającą się o przyłączenie do sieci kanalizacyjnej czy wodociągowej. Nie ma więc obowiązku zawarcia umowy, o której mowa w art. 31 tej ustawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pytanie prawne do Sądu Najwyższego&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małżonkowie P. wnieśli sprawę do sądu o pokrycie szkody wyrządzonej odmową zawarcia umowy o odpłatnym&lt;br /&gt;przejęciu. Stanowi ją kwota 5 rys. zł, jaką otrzymaliby, gdyby umowa została zawarta.&lt;br /&gt;Sąd pierwszej instancji uwzględnił ich żądanie. Sąd drugiej instancji dostrzegł natomiast w tej sprawie istotną wątpliwość prawną i przed-stawiłją do rozstrzygnięcia SN.&lt;br /&gt;Sprowadza się ona do pytania, czy odcinek przewodu kanalizacyjnego między granicą nieruchomości a siecią&lt;br /&gt;przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego jest urządzeniem kanalizacyjnym, o którym mowa w art. 31 ust. 1 ustawy, a&lt;br /&gt;więc czy przedsiębiorstwo obowiązane jest zawrzeć umowę o jego odpłatnym przejęciu, czyli zwrócić koszty budowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Winna zmiana definicji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pełnomocniczka przedsiębiorstwa tłumaczyła, że przyczyną tych wątpliwości jest zmiana definicji przyłącza zamieszczonej w art. 2 ust. i pkt 5 ustawy z 2001 r.&lt;br /&gt;- Definicja została zmieniona w 2005 r. Przedtem było jasne, że przyłącze, którego budowa obciąża osobę ubiegającą się o przyłączenie, to odcinek przewodu kanalizacyjnego od granicy nieruchomości do sieci. Teraz jest nim odcinek od urządzeń wewnętrznych do granicy nieruchomości lub do pierwszej studzienki, licząc od strony budynku - wyjaśniała pełnomocniczka.&lt;br /&gt;Budowa sieci niewątpliwie obciąża przedsiębiorstwo. Nie wiadomo jednak, kto ma płacić za odcinek przewodu między granicą działki a siecią. Ponieważ służy on wyłącznie zaspokajaniu potrzeb właściciela nieruchomości, tenże - zdaniem pełnomocniczki - powinien ponosić koszty jego budowy.&lt;br /&gt;Treść uchwały oznacza, że argumenty te Sądu Najwyższego nie przekonały.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Przedsiębiorstwa wodono-kanalizacyjne &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;będą więc musiały płacić za tę część przewodu kanalizacyjnego, która znajduje się poza granicą nieruchomości albo za pierwszą studzienką (sygn. III CZP 73/07).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masz pytanie do autorki, e-mail: i.lewandowska@rzeczpospolita.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-4216022911885856039?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/4216022911885856039/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=4216022911885856039' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/4216022911885856039'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/4216022911885856039'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2009/04/ciekawa-sprawa-finansowa.html' title='CIEKAWA SPRAWA FINANSOWA'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-1429660797132833522</id><published>2009-03-25T16:55:00.000+01:00</published><updated>2009-03-26T16:32:24.357+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;" align="left"&gt;&lt;img title="Image" style="width: 227px; height: 319px;" alt="Image" src="http://bibliotekawawer.pl/images/stories/Wydarzenia/MNAmarzec09.JPG" border="0" hspace="6" /&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face  {font-family:"Cambria Math";  panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4;  mso-font-charset:1;  mso-generic-font-family:roman;  mso-font-format:other;  mso-font-pitch:variable;  mso-font-signature:0 0 0 0 0 0;} @font-face  {font-family:Calibri;  panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4;  mso-font-charset:238;  mso-generic-font-family:swiss;  mso-font-pitch:variable;  mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal  {mso-style-unhide:no;  mso-style-qformat:yes;  mso-style-parent:"";  margin-top:0cm;  margin-right:0cm;  margin-bottom:10.0pt;  margin-left:0cm;  line-height:115%;  mso-pagination:widow-orphan;  font-size:11.0pt;  font-family:"Calibri","sans-serif";  mso-ascii-font-family:Calibri;  mso-ascii-theme-font:minor-latin;  mso-fareast-font-family:Calibri;  mso-fareast-theme-font:minor-latin;  mso-hansi-font-family:Calibri;  mso-hansi-theme-font:minor-latin;  mso-bidi-font-family:"Times New Roman";  mso-bidi-theme-font:minor-bidi;  mso-fareast-language:EN-US;} a:link, span.MsoHyperlink  {mso-style-priority:99;  color:#77B601;  mso-text-animation:none;  text-decoration:none;  text-underline:none;  text-decoration:none;  text-line-through:none;} a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed  {mso-style-noshow:yes;  mso-style-priority:99;  color:purple;  mso-themecolor:followedhyperlink;  text-decoration:underline;  text-underline:single;} .MsoChpDefault  {mso-style-type:export-only;  mso-default-props:yes;  mso-ascii-font-family:Calibri;  mso-ascii-theme-font:minor-latin;  mso-fareast-font-family:Calibri;  mso-fareast-theme-font:minor-latin;  mso-hansi-font-family:Calibri;  mso-hansi-theme-font:minor-latin;  mso-bidi-font-family:"Times New Roman";  mso-bidi-theme-font:minor-bidi;  mso-fareast-language:EN-US;} .MsoPapDefault  {mso-style-type:export-only;  margin-bottom:10.0pt;  line-height:115%;} @page Section1  {size:612.0pt 792.0pt;  margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;  mso-header-margin:35.4pt;  mso-footer-margin:35.4pt;  mso-paper-source:0;} div.Section1  {page:Section1;} --&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="line-height: normal; text-align: center;" align="left"&gt;&lt;span style=";font-family:';font-size:130%;"  &gt;strony &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:';font-size:130%;"  &gt;&lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str1marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;1&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str2marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;2&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str3marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;3&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str4marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;4&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str5marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;&lt;span style="font-size:0;"&gt;&lt;/span&gt;5&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str6-7marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;6-7&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str8-9marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;8-9&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str10marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;10&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str11marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;&lt;span style="font-size:0;"&gt;&lt;/span&gt;11&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str12-13marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;12-13&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str14marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;14&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str15marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;15&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str16marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;16&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str17marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;17&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str18marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;18&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str19marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;19&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str20marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;20&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str21marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;21&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str22marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;22&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str23marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;23&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/str24marzec09.pdf"&gt;&lt;span style="color: rgb(146, 208, 80);"&gt;24&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="line-height: normal; text-align: left; color: rgb(102, 51, 0); font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;_____________________________&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="line-height: normal; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;strong&gt;Wojciech Adamczyk&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="line-height: normal; text-align: left; color: rgb(255, 0, 0);font-family:webdings;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;MÓJ ANIN&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="line-height: normal; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Bardzo mi miło znaleźć się na stronach anińskiego periodyku. Jako pacholę jeździłem z rodzicami z Grochowa do Anina pooddychać świeżym powietrzem, a w niedzielę uczestniczyć we mszy pod gołym niebem. Kościół aniński był naonczas nieduży, dodatkowe ławki znajdowały się na zewnątrz budynku pod drzewami i praktyki religijne w takim otoczeniu okazały się atrakcją dla zwykle nudzącego się podczas liturgii dziecka. Anin stał się symbolem czegoś niezwykłego, niecodziennego, lepszego i bardzo się cieszę, że obecnie jestem aninianinem już na co dzień, a nie tylko od święta.&lt;br /&gt;Cóż ja mogę napisać o swojej pracy? Istnieje środowiskowe prawo, które nakazuje twórcy wypowiadać się wyłącznie poprzez realizowane dzieło. Próba komentowania, narzucania interpretacji lub tłumaczenia się z zamierzeń jest dowodem porażki zawodowej – bo widz przecież powinien zrozumieć zamysł artystyczny. Ostatnio, w czasach sprzyjających bardziej medialnemu ekshibicjonizmowi niż intelektualnej refleksji, niektórzy korzystają z różnych technik public relations, by zwrócić na siebie uwagę i przebić się na różne sposoby do świadomości widowni. Tym niechętniej opowiadam o sobie. Czy można się jednak oprzeć prośbie pani Chodorek?&lt;br /&gt;Najbardziej znanym moim dzieckiem jest niewątpliwie serial „Ranczo” (do czasu, aż moje biologiczne potomstwo zacznie działać na różnych niwach). Wiele razy pytano mnie, dzięki czemu ten serial zyskał status kultowego, jaką mam receptę na dotarcie z sukcesem do tak ogromnej widowni. Z żalem odpowiadam, że takowego przepisu nie posiadam, bo gdybym posiadał, sprzedałbym go za grube miliony jakiejś stacji telewizyjnej i oddawał się spacerom po anińskich uliczkach, a także po barcelońskich, singapurskich, wellingtońskich… Pomimo naszych starań wszelkie działania artystyczne są wypadkową talentu, umiejętności zawodowych i przede wszystkim szczęśliwego splotu okoliczności. Nieodżałowany Gustaw Holoubek mawiał, że w sztuce tak wiele zależy od przypadku, że starajmy się zrobić to, na co mamy na pewno wpływ, na przykład zatroszczmy się o dobrą atmosferę w pracy, by chciało nam się codziennie spotykać ze sobą i rozpoczynać zmagania z materią sztuki lub scenariusza.&lt;br /&gt;Szczęściem w przypadku „Rancza” było na pewno spotkanie się tej właśnie a nie innej grupy ludzi: scenarzystów, którzy wymyślili świat Wilkowyj, reżysera, który mając takie samo poczucie humoru i pogląd na rzeczywistość, jak scenarzyści, zobaczył i pokazał ten świat, aktorów, którzy – obdarzeni siłą komiczną i osobowościami – wcielili się w bohaterów… oraz producenta, który wszystkim wcześniej wymienionym zaufał. Tajemnica powodzenia tkwi też chyba w tym, że zdarzenia przedstawione w filmie są opowiedziane z dużą dawką ciepła, dzięki któremu nawet naganne postępki i wady postaci nie budzą obrzydzenia. Pozwalają przypatrzeć się z politowaniem i zrozumieniem wspólnym dla nas wszystkich ułomnościom.&lt;br /&gt;Dlatego lubię reżyserować komedie. Woody Allen w swojej ostatniej książce zauważył, że komedia jest o wiele trudniejsza do zrobienia niż sztuka poważna, ale ma o wiele mniejszą siłę oddziaływania niż gatunki serio. Zapewne z tego powodu większość reżyserów i aktorów odżegnuje się od uprawiania lżejszych form. Komedia bywa uważana za coś gorszego, deprecjonującego twórcę. Reżyserowałem w życiu wiele dramatów, ale ostatnio zdecydowałem się na komedię z trzech powodów.&lt;br /&gt;Po pierwsze – z powodów filozoficznych. Komedia jest równoprawnym gatunkiem, który ma pełne prawo opisywania i diagnozowania świata. Używa jednak to tego innej optyki niż – nazwijmy tak ogólnie teksty serio – tragedia. Współczesne sztuki lub filmy nader chętnie oddają brud, zło, okrucieństwo świata, ludzkie cierpienia i poczucie krzywdy. Nie oszukują, może czasami zbytnio skupiają się na oddaniu bezsensu istnienia, epatują obrazami przemocy. Siła przedstawionych wydarzeń może przygnębić widza, sprawić, że wyjdzie z teatru lub kina ze smutkiem, przybity poczuciem niemożności zmiany prawideł rządzących tym światem. Komedia równie dotkliwie może obnażyć zło, nawet mocniej je napiętnować – pamiętajmy, że najwięksi dyktatorzy bali się ośmieszenia. Najistotniejszy jest jednak fakt, że ukazanie zła przy użyciu filtru komediowego sprawia, iż zyskuje ono ludzki, nie irracjonalny wymiar. Śmiać możemy się tylko z człowieka, nie z idei lub abstrakcji. Zło wyśmiane to zło oswojone, więcej – przezwyciężone! Dzięki temu komedia w odróżnieniu od dzieł serio zawsze daje ludziom nadzieję: że może być lepiej. Że możemy sobie z problemami poradzić. A sztuka winna zawsze ludziom taka nadzieję dawać. Przynajmniej ja tak uważam.&lt;br /&gt;Drugi powód to moja cecha charakteru: niecierpliwość. Komedia jest gatunkiem natychmiast i bezwzględnie weryfikowalnym: widownia albo się śmieje – albo nie. Nie można spojrzeć na publiczność z wieży z kości słoniowej, schować się za zasłoną dymną głębi intelektualnej lub eksperymentu artystycznego, podeprzeć analizami uczonych w mowie i piśmie krytyków. Rezultat jest zawsze dla wszystkich oczywisty. Wymaga to oczywiście większej odwagi i determinacji, ale jak mówi młodzież: „jest ryzyko, jest zabawa”.&lt;br /&gt;Trzeci powód trochę wstydliwy, bo odsłania skrywaną moją próżność: nie każdy może wręczyć drugiemu człowiekowi dar śmiechu… Ja po prostu się cieszę, gdy moja widownia jest po seansie lub spektaklu odprężona, zadowolona, roześmiana. Mam wtedy poczucie, że pozwoliłem ludziom na chwilę zapomnieć o codziennych troskach i wlałem trochę otuchy w ich serca. Z tego powodu wysoko cenię moich aktorów, bo mają oni cechy, których żaden reżyser na świecie nie jest w stanie wyreżyserować: poczucie humoru, wdzięk oraz umiejętność podawania pointy, ten specyficzny „timing”, który sprawia, że ktoś ma siłę komiczną albo jest jej pozbawiony. Bez nich nie miałby kto przekazać tego podarunku.&lt;br /&gt;Wybaczcie, jeśli Was znudziłem, ale już Chaplin zauważył, że komicy są generalnie ponurzy. Jeżeli chcecie, drodzy aninianie, żebym Was rozbawił, zasiądźcie w niedzielę wieczorem przed telewizorami. Spróbuję.&lt;br /&gt;Wasz od półtora roku sąsiad&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.wojciechadamczyk.pl/"&gt;www.wojciechadamczyk.pl&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-1429660797132833522?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/1429660797132833522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=1429660797132833522' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/1429660797132833522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/1429660797132833522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2009/03/miedzy-nami-aninianinami-marzec-2009.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-4627532116949170352</id><published>2009-01-20T11:48:00.000+01:00</published><updated>2009-01-20T12:57:39.289+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SXWsTkvXA_I/AAAAAAAAAHs/XcW2QJ8qzck/s1600-h/MNAgrudzien09.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 227px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SXWsTkvXA_I/AAAAAAAAAHs/XcW2QJ8qzck/s320/MNAgrudzien09.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293326389323695090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;Grudzień 2008&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;  Kwartalnik do pobrania w PDF&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;Strony&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;&lt;span&gt; &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/1gr.pdf"&gt;1&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/2gr.pdf"&gt;2&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/3gr.pdf"&gt;3&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/4-5gr.pdf"&gt;4-5&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/6-7gr.pdf"&gt;6-7&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/8gr.pdf"&gt;8&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/9gr.pdf"&gt;9&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/10-11gr.pdf"&gt;10-11&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/12-13gr.pdf"&gt;12-13&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/14gr.pdf"&gt;14&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/15gr.pdf"&gt;15&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/16-17gr.pdf"&gt;16-17&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/18gr.pdf"&gt;18&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/19gr.pdf"&gt;19&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/20gr.pdf"&gt;20&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/21gr.pdf"&gt;21&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/22gr.pdf"&gt;22&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/23gr.pdf"&gt;23&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/24gr.pdf"&gt;24&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MÓJ ANIN&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SXW8AnvnZgI/AAAAAAAAAH0/meUOPHaEpMQ/s1600-h/Jan+%C5%BBylicz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 136px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SXW8AnvnZgI/AAAAAAAAAH0/meUOPHaEpMQ/s320/Jan+%C5%BBylicz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293343655898605058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jan Żylicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja droga do Anina&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W Aninie mieszkam od 41 lat. To tylko nieco więcej niż połowa mojego życia. Czy mogę się już uważać za prawdziwego aninianina? Może rodowici mieszkańcy tej pięknej miejscowości mnie zaakceptują. Muszę jednak uczciwie wyznać, że za swoją małą ojczyznę uważam wciąż Kaszuby. Z tego f aktu powinienem się chyba jakoś wytłumaczyć, łącząc wyjaśnienia z naszkicowaniem mojej drogi do Anina.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urodziłem się przed wojną we wsi Góra, przepięknie położonej niedaleko Wejherowa. Cała nasza rodzina, choć nie miała korzeni kaszubskich, była z tą wsią i Kaszubami ogromnie uczuciowo związana. Jednak w lecie 1939 roku mój ojciec, inżynier rolnik, nie mając wątpliwości, że wojna się zbliża, zdecydował o naszym przeniesieniu się na Lubelszczyznę. Dzięki temu uniknęliśmy eksterminacji w lasach Piaśnicy (w pierwszych miesiącach wojny zamordowanych zostało tam, co najmniej kilka tysięcy Polaków).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkołę średnią zacząłem w Lublinie, ukończyłem w Olsztynie. Po maturze w 1950 roku podjąłem studia fizyki w Uniwersytecie Warszawskim. Planowałem, że po studiach będę mieszkać i pracować w Trójmieście. Stało się inaczej. Zdecydowałem się na specjalizację w zakresie fizyki jądrowej. Od 1953 roku, obok studiowania, pracowałem u profesora Andrzeja Sołtana. Po magisterium w 1955 roku otrzymałem nakaz pracy w nowoutworzonym Instytucie Badań Jądrowych. Z  tego przydziału byłem zadowolony. Otworzyły się przede mną możliwości prowadzenia badań, które pozwoliły mi dojść do doktoratu w 1961 roku. Ponadto, dzięki pracy w IBJ, otrzymałem w Otwocku mieszkanie (dwupokojowe!), do którego mogłem ściągnąć rodziców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W latach 1963-65 odbyłem staż naukowy w Danii. Pobyt w Kopenhadze odegrał w moim życiu bardzo ważną rolę. Pracowałem głównie w Instytucie Nielsa Bohra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prowadziłem badania w dobrze wyposażonym laboratorium. Byłem w kręgu oddziaływania wybitnych fizyków: prof. Bena Mottelsona i prof. Aage Bohra (którzy w 1975 roku otrzymali nagrodę Nobla). Zakończyłem zbieranie materiałów do habilitacji. Jeszcze ważniejsze było to, że spotkałem wówczas Elżbietę Krzyżanowską, która zechciała zostać moją żoną. W Kopenhadze urodził się nasz syn Piotr Olaf.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Elżbieta, urodzona w Sopocie, podziela mój sentyment do Wybrzeża. Jej ojciec był jednym z budowniczych Gdyni. Czas wojny przeżyła wraz z rodzicami w Polsce centralnej. Po wojnie ukończyła szkołę średnią w Gdyni, Wyższą Szkołę Handlu Morskiego w Sopocie, a później - Wydział Lekarski Akademii Medycznej w Gdańsku. Do Kopenhagi pojechała na staż naukowy w Instytucie Onkologii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie do Polski szukaliśmy mieszkania. Po paru rozwiązaniach doraźnych, w 1967 roku otrzymaliśmy przydział M5 w bloku na osiedlu IBJ w Aninie. Bardzo się z tego cieszyliśmy. Nasze nowe lokum żona urządziła znakomicie. Chociaż powierzchnia tego mieszkania jest nieduża i jego standard odbiega od norm współczesnych, przez wiele lat nie myśleliśmy o zmianie. Dostrzegaliśmy wiele zalet życia w Aninie. Syn dobrze się czuł wśród rówieśników, z którymi chodził do szkoły podstawowej przy ul. Kajki, a potem do liceum przy ul.Alpejskiej. Z wszystkimi sąsiadami z naszej klatki schodowej łączą nas stosunki przyjazne, pełne wzajemnej życzliwości, a jednocześnie niekrępujące. Przyjaźnimy się również z wieloma innymi mieszkańcami osiedla. Odległość do sąsiednich domów jest stosunkowo znaczna. Między domami jest wiele drzew, które cieszą oko. Niedaleko jest piękny las - znakomity teren dla długich spacerów. Cieszy nas czystość powietrza i cisza, która tu panuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja kontynuowałem pracę w IBJ, w Świerku. Żona została zatrudniona tamże w Zakładzie Ochrony Zdrowia. Mieszkanie w Aninie miało tę dodatkową zaletę, że instytutowe autobusy dowoziły nas do pracy i z powrotem. Jadąc autobusem cieszyliśmy się widokiem wsi i pól uprawnych w różnych porach roku. W latach 1970. sytuacja się zmieniła. Pracownia żony została przeniesiona na Żerań. Żona, po obronieniu doktoratu z pogranicza medycyny i biologii, zakończyła pracę w IBJ. Ja natomiast w 1972 roku przyjąłem zaproszenie do pracy w Uniwersytecie. Początkowo byłem zatrudniony na stanowisku docenta. W 1974 r. zostałem profesorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Instytucie Fizyki Doświadczalnej UW zorganizowałem od podstaw Zakład Spektroskopii Jądrowej. Kierowałem nim przez szereg lat, aż do objęcia stanowiska dyrektora Instytutu w 1994 roku. Za swoje główne osiągnięcie w Zakładzie uważam stworzenie warunków dla rozwoju naukowego moich młodszych kolegów. Kilku z nich należy obecnie do grona znanych w świecie specjalistów fizyki jądrowej. Są już wśród nich profesorowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz syn ukończył studia psychologii i doktoryzował się w ATK. Obecnie jest adiunktem w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Namawia nas do opuszczenia Anina i przeniesienia się bliżej miejsca, gdzie mieszka z rodziną. Podobno starych drzew się nie przesadza! Rozumiemy jednak syna i synową, że chcieliby mieć nas blisko. Jeżeli do tego dojdzie, nasz długotrwały aniński etap życia będziemy z pewnością oboje z żoną wspominać z wielkim sentymentem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warszawa&lt;br /&gt;26.10.2008&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-4627532116949170352?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/4627532116949170352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=4627532116949170352' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/4627532116949170352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/4627532116949170352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2009/01/grudzie-2008-kwartalnik-do-pobrania-w.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SXWsTkvXA_I/AAAAAAAAAHs/XcW2QJ8qzck/s72-c/MNAgrudzien09.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-4641377846081243942</id><published>2008-12-20T18:13:00.000+01:00</published><updated>2008-12-20T18:25:13.545+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SU0nzxTmh0I/AAAAAAAAAHk/iF9vAeqmnPY/s1600-h/Boris.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 185px; height: 242px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SU0nzxTmh0I/AAAAAAAAAHk/iF9vAeqmnPY/s320/Boris.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5281921708337825602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div  style="text-align: center;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);font-size:130%;" &gt;Wesołych Świąt Bożego Narodzenia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);font-family:verdana;font-size:130%;"  &gt; i szczęśliwego Nowego 2009 Roku&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:130%;"  &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;życzy&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;redakcja MNA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-4641377846081243942?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/4641377846081243942/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=4641377846081243942' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/4641377846081243942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/4641377846081243942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2008/12/wesoych-wit-boego-narodzenia-i.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SU0nzxTmh0I/AAAAAAAAAHk/iF9vAeqmnPY/s72-c/Boris.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-870966268648079624</id><published>2008-11-15T17:56:00.001+01:00</published><updated>2008-12-20T18:18:49.343+01:00</updated><title type='text'>MNA wrzesień 2008</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Zapraszamy na uroczyste otwarcie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Galerii na Trawiastej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Sobota &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;22.11.2008&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt; godz. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;14.00&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt; Warszawa Anin ul. Trawiasta 10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0);"&gt;Zaczynamy wernisażem wystawy karykatur Jerzego Zaruby.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;__________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SR7_eIZyfII/AAAAAAAAAHM/aWhfGSg1Y3Q/s1600-h/ok%C5%82adkaIX.08.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 231px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SR7_eIZyfII/AAAAAAAAAHM/aWhfGSg1Y3Q/s320/ok%C5%82adkaIX.08.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5268929507186867330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Całe pismo do  czytania lub pobrania w pdf&lt;/span&gt;  &lt;a style="font-weight: bold; font-style: italic;" href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/MNAoficjalna.pdf"&gt;Kliknij Tu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:georgia;" &gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;MÓJ ANIN&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Dariusz Osiński&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Anin przez szosę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;                             &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-family: arial;"&gt;Nie mieszkałem w Aninie, ale w latach mojego dzieciństwa raczkowało się po piaskach marysińskich w jego stronę, bo tam cień, bo tam zapach sosen...&lt;br /&gt;Kino Wrzos „Zaczarowany ołówek”, „Koziołek matołek”, rozchichotani rówieśnicy i rodzice, którzy porankiem w kinie podkreślali dzień świąteczny. Dwa kilometry... co to za odległość w  czasach,  kiedy do tramwajowej pętli na Gocławku pokonywało się (na rękach rodziców) chyba pięć.&lt;br /&gt;Ociec kupił pierwszy samochód Opel Olimpia rocznik 43 z przytwierdzoną na stałe odznaką niemieckiego spadochroniarza na desce rozdzielczej. Pierwsze  testowe jazdy odbywaliśmy właśnie uliczkami Anina. Z tamtych jazd pamiętam dom (chyba na Trawiastej) z czerwoną tabliczką  „Sołtys” i moje zdziwienie, że tu u nas, w Warszawie, jest Sołtys.&lt;br /&gt;Ten pierwszy w rodzinie samochód był taki sam, jak samochód Mistrza Zaruby. Pamiętam okazjonalne dyskusje na temat wyższości świetnej, niemieckiej marki, nad furmanką. Nawet kiedyś doszło do rywalizacji na kostce bazaltowej traktu brzeskiego pomiędzy kierowcą z Anina i kierowcą z Marysina, obaj ze stajni Opel Olimpia. Kto wygrał, nie pamiętam, ale przypuszczam, że rozsądek.&lt;br /&gt;Te auta miały bagażnik otwierany od środka przez położenie oparcia i w związku z tym my, dzieciaki, robiliśmy z nudów dowcipy przechodniom raz chowając się do bagażnika, a raz elegancko i ostentacyjnie siedząc na tylnym siedzeniu.&lt;br /&gt;Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że w momencie sprzedaży tego pierwszego samochodu jako jeden z klientów pojawił się u nas właśnie Zaruba. Kazał sobie samochód wprowadzić na kanał i z chirurgiczną dokładnością, uzbrojony w gwóźdź, udowadniał kruchość przeżartego rdzą podwozia, tym samym schodząc z ceną prawie do zera. Nie kupił, ale pokrytykował.&lt;br /&gt;Mam to szczęście, że mieszkam całe życie w jednym miejscu. Nawet urodziłem się w domu, w którym mnie odbierała położna, mieszkająca przy tej samej ulicy, czyli przy dawnej Armii Czerwonej.&lt;br /&gt;Przedszkole i podstawówkę zaliczyłem oczywiście u Sióstr Felicjanek, z tą małą poprawką, że w czasie wakacji, między  2 a 3 klasą, szkołę naszą upaństwowili i z elitarnej stała się ona rejonową.&lt;br /&gt;W tamtych czasach krążyły opowieści, kto to do szkoły zakonnic nie chodził! Zapamiętałem jedną, o „hrabiance” Tyszkiewiczównie... Modne wtedy były lusterka ze zdjęciami aktorek i oczywiście zdjęcie młodziutkiej aktorki Tyszkiewiczówny musiało się stać ilustracją do tej opowieści. Dopiero w tym roku dowiedziałem się, ze  „hrabianką” u Sióstr Felicjanek była moja późniejsza wychowawczyni z anińskiego liceum, pani Maria Chodorek z domu Tyszkiewicz.&lt;br /&gt;W moich latach szkolnych  XXVI LO twardą ręką rządził dyrektor Krauze, o którym krążyły mrożące krew w żyłach historie. Czuło się respekt. Po latach, tuż przed jego śmiercią w pewien sposób zaprzyjaźniłem się z Panem Dyrektorem i okazał się on niesamowicie przyjaznym człowiekiem.&lt;br /&gt;Kiedyś do szkoły przyszedł sam premier Jaroszewicz. Uciekł mu ukochany wilczur i prosił wszystkich o pomoc w znalezieniu go. Każdego ranka Jaroszewicz ruszał z Anina do pracy, a ja z bratem na motorze MZ podczepialiśmy się do jego dworu i tym samym pokonywaliśmy szybko i bezkolizyjnie 10 km dzielące nas od centrum miasta. Któregoś poranka z anińskimi przyjaciółmi, Kasią i Tomkiem Kowalskimi, umówiłem się na ulicy Kajki przy Bronisława Czecha. Jechali oni dużym fordem consulem. Zobaczyli mnie z daleka i mrugnęli światłami. Ryk motorów, syreny policyjne, na skrzyżowaniu zawierucha niesamowita. Koledzy podjechali, ja wsiadłem i dopiero po chwili dotarło do nas, że jedziemy w rządowej eskorcie, bo mrugnięcie najwyraźniej było sygnałem, używanym przez premiera...&lt;br /&gt;Na Osiedlu IBJ  mieszkało sporo osób z mojej klasy. Kiedy niedawno byłem w jego centrum, zauważyłem, że zwyczaj chadzania na przerwie do sklepu, pozostał.&lt;br /&gt;Tutejsze lasy były naszym naturalnym sprzymierzeńcem w momentach autorskich dni wolnych czyli wagarów. Wsiadałem do autobusu na ulicy Czecha przy Trawiastej. Tam, tuż przed dzisiejszą kładką rósł rozwidlony klon. W tym rozwidleniu kolega z osiedla przy Marysińskiej w zależności od humoru, pogody czy ostrożności przetrzymywał teczkę z książkami albo z kocem i piłką, oczekując na kumpli z Marysina. Każdy miał prawo wyboru, ale w ciepłe dni siedzieć w sztywnej szkole, to przecież przesada...&lt;br /&gt;Wagarowaliśmy najchętniej w okolicach górki Delmaka, ale czasami do marysińskiego rezerwatu też nas zagnało.&lt;br /&gt;Przy kinie Wrzos był kiosk; sprzedawano tam papierosy na sztuki. No nie był to towar dla nauczycieli...&lt;br /&gt;Przy ulicy Kajki, na górce, była kawiarenka. Starszych wagarowiczów można było tam spotkać radujących się kuflem piwa. Miejsce było pod względem „migania się od szkoły” - niebezpieczne. Pamiętam naloty pedagogów z panem Kucewiczem na czele. Ja tam „tylko czytałem książkę”, ale jak to wytłumaczyć, że akurat w godzinach szkolnych?&lt;br /&gt;Boisko XXVI LO też było swoistym centrum szczególnie w czasie meczów nauczycieli z uczniami, kiedy to nawet brutalnie faulowany  gracz drużyny ”słabszej” nie mógł dochodzić swoich racji, bo mu się to po prostu w ogólnym bilansie nie opłaciło...&lt;br /&gt;Bywałem też czasami w drewnianym kościółku przy Rzeźbiarskiej. W porównaniu z naszym, wawerskim, był on bardzo przytulny i kameralny. Szczególną atrakcją niedzielnych mszy były oczywiście piękności z naszego LO, za którymi ciągnęło się wzrokiem aż do bólu.&lt;br /&gt;W czasach mojej nauki w szkole średniej rozpoczęto budowę nietypowego domu (UFO). Budowa z różnych powodów była zatrzymywana, a my korzystaliśmy z gościny miejsca i przez dziurę w siatce schodziliśmy się na obrady „okrągłego stołu” pod półkulistym, betonowym zjawiskiem.&lt;br /&gt;Co to jeszcze „łączy” nasze osiedla? Oczywiście  autobusy 115 i F oraz pociąg.&lt;br /&gt;Stacja Wawer przecież jest w Aninie. Zaraz o krok od niej była biblioteka, do której chodziłem ze starszym rodzeństwem w poszukiwaniu lektur. Czyli nawet lektury całe życie czerpałem z Anina.&lt;br /&gt;Zimą  wracając pieszo ze szkoły lubiliśmy wstępować do baru Pyzińskiej przy IV Poprzecznej. Nie pijałem wtedy piwa, ale nauczyłem się tam jeść na rozgrzewkę pyszne mocno przyprawiane flaki. Któregoś razu latem przemierzając Anin w celach pozaszkolnych, ale oczywiście w godzinach lekcyjnych, zobaczyłem Mistrza Zarubę na balkonie. W naciągniętym na piżamę garniturze krzątał się z konewką wśród kwiatków. Jakoś nie pasował mi ten obraz wyluzowanego człowieka do artysty przedstawianego w szkole. Cóż, prywatne życie to prywatne życie.&lt;br /&gt;W Aninie przy Marysińskiej u kolegi w piwnicy składaliśmy nasz wspólny nabytek, motocykl Harley Indiana 500. Wypatrzyliśmy ten pojazd w ogłoszeniu prasowym i udało nam się go kupić za 500 złotych z koszem i pilotką. To było coś pięknego. Żeby obniżyć koszty remontu wracaliśmy ze szkoły pieszo wypatrując zgubionych śrub, ale wszystkie znajdowane były oczywiście metryczne&lt;br /&gt;a nasze cacko było przecież calowe... Dbałem wtedy o linię z premedytacją, bo pieniądze otrzymywane od rodziców na obiady szkolne oczywiście szły w motor. Cierpiała na tym lodówka kolegi, no bo przecież u niego był nasz garaż. Cierpieli też mieszkańcy bloku osiedla przy Marysińskiej... Kilka razy, dobrze po północy szczęśliwi, że udało nam się silnik złożyć, uruchamialiśmy te nasze szczęście i to bez tłumika. Trzęsący się budynek musiał robić wrażenie na budzących się mieszkańcach.... Przyszedł dzień próby generalnej. Czterech nas zasiadło na tym dwukołowym monstrum i na jedynym biegu z szybkością marszu mknęliśmy dumnie pod górkę za szkołą przy I Poprzecznej.&lt;br /&gt;Przez cały ogólniak trzymaliśmy się paczką czterech; dwóch z Anina, dwóch z Marysina.&lt;br /&gt;Po LO trafiłem jako poborowy do Marynarki Wojennej. Do samej Ustki odprowadził mnie kolega z Marysińskiej. Po wojsku razem zwiedzaliśmy Kaszuby, bo ja tam zaraziłem się ceramiką od wielopokoleniowego garncarza Ryśka Necla z Chmielna.&lt;br /&gt;Smutne lata osiemdziesiąte  rzuciły kolegę z IBJ, Piotra Konecznego, do Londynu, kolegę z Marysińskiej, Andrzeja Rożkiewicza, do Australii, kolegę z Marysina, Kazika Nazarewicza, na Marymont i tylko ja zostałem wśród zmieniających się krajobrazów anińsko marysińskich.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-family: arial;"&gt;   Nowe czasy przyniosły sporo zmian. Z optymizmem obserwuję co też się przy  naszym moskiewskim trakcie dzieje. Czasami córki z żoną wyciągają mnie na rowerową wycieczkę po  Aninie żeby pobyć chwilę w charakterystycznym klimacie. Jadę bardzo chętnie bo ja przecież Anin znam, bo ja stąd jestem.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-family: arial;"&gt;_______________________________&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Antoni Wiweger&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Stary zeszyt i zarubiańskie reminiscencje.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Wspaniały prezent sprawiło aninianom wydawnictwo „Iskry" wznawiając po latach książkę Jerzego Zaruby „Z pamiętników bywalca". Czytelnicy nie pozostali wobec niej obojętni wyrażając bardzo różne opinie. Jedni cenią jej pogodny humor i umiejętność autora wynajdywania zabawnych elementów nawet w sytuacjach bardzo smutnych, inni starają się wykryć między wierszami książki dowody podejrzanej przeszłości autora, który z niejasnych rzekomo powodów wstąpił do utworzonego przez Stalina tzw. ludowego wojska polskiego.&lt;br /&gt;Moim zdaniem snucie takich przypuszczeń jest zupełnie nieuzasadnione i wypływa z nieznajomości realiów tamtego okresu i pomylenia kolejności ważnych historycznych wydarzeń.&lt;br /&gt;Do zabrania głosu w tej sprawie upoważnia mnie fakt, że przeżycia Zaruby opisane na kilku końcowych stronicach rozdziału jego książki zatytułowanego „Okupacja" były równocześnie moimi przeżyciami. Tak się dziw&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;nie złożyło, że podczas działań wojennych na terenie Wawra, Anina i Pragi w lipcu, sierpniu i wrześniu 1944 r  znajdowałem się w tym samym czasie w tych samych miejscach, co Zaruba.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Podrozdział książki Zaruby zatytułowany trochę krotochwilnie „Jak zostałem Murzynem" opisuje fakty dobrze mi znane, których byłem świadkiem i współuczestnikiem  i do których wracam pamięcią niechętnie jak do straszliwego okrutnego snu. Relacja Zaruby odznacza się wielką precyzją i rzetelnością, choć zgodnie z koncepcją książki pozostawia w cieniu fakty drastyczne&lt;br /&gt;i wstrząsające. Opisując swój pobyt w piwnicach bloków przy ulicy Podskarbińskiej w czasie szturmu Pragi przez wojska sowieckie wypowiada Zaruba następujące znamienne zdanie: „Widok tych zatłoczonych piwnic na Podskarbińskiej pozostanie mi w pamięci do końca życia."&lt;br /&gt;Ja też tam byłem i w piwnicach bloków na Podskarbińskiej spędziłem dwanaście koszmarnych dni. Miałem wtedy trzynaście lat. Po przebytej tuż przed wybuchem wojny chorobie Heine-go-Mediny nie mogłem chodzić i poruszałem się wyłącznie na wózku inwalidzkim. To, że udało mi się przeżyć wojnę, graniczy z cudem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Przez pół roku znajdowałem się praktycznie na pierwszej linii frontu, dwa miesiące po stronie niemieckiej i cztery miesiące po stronie sowieckiej.&lt;br /&gt;Dwa wydarzenia z tego okresu były dla mnie szczególnie dramatyczne i obydwa zostały opisane&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; w książce Żaruby.&lt;br /&gt;Pierwsze wydarzenie dotyczyło ewakuacji przez Niemców anińskiego „getta", czy raczej obozu pracy, to znaczy zagrodzonego drutami obszaru w rejonie III Poprzecznej, na którym stłoczeni zostali przede wszystkim ci mieszkańcy Anina i Wawra, którzy pracowali dla Niemców, głownie kopiąc rowy. Zaruba opisuje, jak w początkach września 1944 roku pod eskortą Kałmuka - własowca opuszczał Anin. Ja znalazłem się w takiej samej sytuacji dwa dni wcześniej, gdyż Zaruba, jako potrzebny Niemcom fachowiec-malarz mógł zostać w Aninie nieco dłużej. Mój własowiec przywiązał linką wózek inwalidzki, w którym siedziałem, do furmanki i ciągnął mnie ulicami Płowiecką i Grochowską aż do chwili, gdy wskazując ręką na płonącą Warszawę powiedział, że dalej nie pojedzie, bo tam „strelajut". &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Następnie odczepił mój wózek od furmanki, wyrzucił tobołki mojej rodziny i współtowarzyszy tułaczki na bruk  i odjechał.&lt;br /&gt;Drugie wydarzenie dotyczyło właśnie pobytu na Podskarbińskiej i w relacji Zaruby wyglądało tak: „Nagle huknęło gdzieś zupełnie blisko, dom się zachwiał i w tym samym momencie tuż nad moją głową otworzyły się małe drzwiczki od przewodu kominowego i dobre wiadro sadzy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; wylądowało na mojej gębie... w ciągu sekundy zostałem Murzynem. O myciu się nie było mowy,&lt;br /&gt;o każdą kroplę wody trzeba było walczyć, a wyjście na podwórko do pompy groziło śmiercią."&lt;br /&gt;W krytycznej chwili wielkiego wybuchu pobliskiego składu amunicji, prawdopodobnie celowo wysadzonego w powietrze przez wycofujących się Niemców, leżałem w piwnicywciśnięty zakamarek pod rurami kanalizacyjnymi. Wydawało mi się, że za chwilę chwiejące się stropy runą i że pozostało nam już tylko kilka sekund życia. Solidnie zbudowane bloki jednak wytrzymały, ale ofiary były. W wybuchu zginął na miejscu mały chłopczyk należący do &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;rodziny, która udzieliła nam schronienia. Tuż przy mnie położono w piwnicy rannego ojca, któremu gdzieś w okolicach wątroby utkwił kawałek rozbitej czaszki synka... Do dziś mam przed oczami to sześcioletnie dziecko. Był bardzo życzliwy dla wygnańców i w miarę swoich skromnych możliwości starał się uprzyjemnić nam życie. Kilka dni wcześniej przyniósł nam do pokazania największy skarb, jaki posiadał — była to żywa biała myszka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Z pobytu na Podskarbińiskiej utkwiły mi w pamięci jeszcze dwa epizody.&lt;br /&gt;Na kilka dni przed wielkim wybuchem opuściłem na krótki czas nasze schronienie i znalazłem się na moim wózku inwalidzkim na zasłanej gruzami wysadzanych fabryk ulicy, aby osobiście wstawić się u niemieckiego komendanta w sprawie Geni, pracownicy mojej mamy, młodej energicznej dziewczyny, którą Niemcy postanowili wysłać do pracy do Niemiec, a która była dla nas wielką pomocą w czasie wojennej tułaczki. Ta dość ryzykowna misja zakończyła się pełnym sukcesem, a po powrocie piwnica na Podskarbińskiej wydała mi się miejscem przytulnym i wspaniałym. Genia była z nami do końca działań wojennych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Drugi epizod miał miejsce niedługo po wielkim wybuchu. Gdy leżałem w piwnicy na posłaniu obok rannego nieszczęsnego ojca chłopczyka z białą myszką, wyczerpany, przerażony i otępiały, usłyszałem dźwięki harmonii i jakieś poruszenie. W panującym półmroku ujrzałem ciemną postać grającą na harmonii, która otoczona przez kilka innych postaci równym krokiem przeszła przez&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; piwnicę  i znikła. Trwało dłuższą chwilę, zanim dotarło do mojej świadomości, że był to sowiecki żołnierz, pierwszy jakiego widziałem w życiu. Wyruszyliśmy w drogę powrotną do Anina możliwie najszybciej. Mój wózek inwalidzki nosił ślady odłamków, ale na szczęście zasadnicze elementy jego konstrukcji nie były uszkodzone. Moi towarzysze niedoli szli pieszo niosąc tobołki&lt;br /&gt;i popychając wózek, na którym siedziałem niezbyt wygodnie, gdyż oprócz mojej osoby były na nim upchane różne paczki. Droga była urozmaicona widokiem wielu zabitych zwierząt, głównie psów i koni, co bardzo utrudniało przejazd wózka. Od czasu do czasu natrafialiśmy na leżące na poboczu zwłoki zabitych ludzi. Na jednym z ocalałych małych domków przy ulicy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Płowieckiej zawieszona była biało-czerwona flaga. Nad naszymi głowami latały samoloty sowieckie i niemieckie tocząc walki powietrzne.&lt;br /&gt;Gdy dotarliśmy żywi i cali do Anina, przeżyliśmy podobny wstrząs, jaki opisał Zaruba w&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; następujący sposób: „Kiedy znalazłem się u siebie (byłem jednym z pierwszych mężczyzn, którzy wrócili do Anina) zastałem dom częściowo rozwalony, dwa spalone czołgi w ogrodzie, a w mieszkaniu tłumy szabrowników. Właśnie jacyś kolejarze krajali brzytwą mój wielki stary dywan perski, a potulny kmiotek ze wsi Las mocował się ze skórą cielęcia, którą był obity mój słynny fotel kanadyjski... Część mebli była już roztaszczona, książki podarte i popalone, obraz nędzy i rozpaczy... Hienobydlaki!"&lt;br /&gt;Nasze mieszkanie przy ulicy Weteranów (obecnie Wierchów) w Wawrze było kompletnie zdewastowane, podobnie jak to opisał Zaruba. Dlatego pierwszą noc po powrocie z tułaczki spędziłem w mojej uprzedniej kwaterze na terenie anińskiego obozu pracy Tak samo jak Zaruba.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;(w umieszczonej &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;na końcu zeszytu wersji skróconej): „Gdy ujrzałem dom zdawało mi się, że to piękny sen. Właściwie nie był on taki piękny, gdyż w Barze pocisk wybił sporą dziurę, a nasze mieszkanie pokrywał kobierzec śmieci, książek, fotografii i brudu. Nie było ani jednej szyby. Zegar zabrany, lustra potłuczone, na łóżkach tylko nagie sprężyny. Tak przedstawiał się obraz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; mieszkania, gdy pierwszy raz znaleźliśmy się w nim po jednomiesięcznej wędrówce."&lt;br /&gt;Obraz Anina i Wawra po wyparciu Niemców dobrze określa zaczerpnięty z Ewangelii według św. Mateusza zwrot „brzydota spustoszenia". Cały Anin wyglądał jak jedno wielkie pobojowisko. Na ulicach „mnóstwo pokręconych drutów, niewypałów, wybojów i gruzu" (to znów cytat z mojego zeszytu). Coś z klimatu tamtych dni oddaje napisana kilka lat później i odnosząca się do nieco innego kontekstu „Piosenka o porcelanie" Czesława Miłosza:               &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różowe moje spodeczki,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Kwieciste filiżanki,&lt;br /&gt;Leżące na brzegu rzeczki&lt;br /&gt;Tam kędy przeszły tanki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;Ziemia, gdzie spojrzysz, zasłana&lt;br /&gt;Bryzgami kruchej piany.&lt;br /&gt;Niczego mi proszę pana&lt;br /&gt;Tak nie żal jak porcelany.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;Anin końca roku 1944 nie był zasłany potłuczoną porcelaną, lecz ogromną ilością pocisków rakietowych wystrzelonych ze słynnych sowieckich „Katiusz". Siały one popłoch wśród Niemców, ale poniszczyły sporo domów i spowodowały ofiary śmiertelne wśród mieszkańców Anina. Te pociski, które nie wybuchły, były nadal śmiertelnym zagrożeniem, ale większość wybuchła i pozostały po nich leje w ziemi i korpusy rakiet — długie rury z lotkami. Aninianie nauczyli się wykorzystywać ten złom w swoich gospodarstwach. Moja ciocia, siostra mojej mamy, zastosowała rury rakiet do wzmocnienia połamanych słupków naszego ogrodzenia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Nikt przytomny — niezależnie od poglądów politycznych — nie może twierdzić, że Zaruba postąpił haniebnie zaciągając się do armii Berlinga, skoro działo się to dokładnie w tych samych dniach, gdy żołnierze tej armii walczyli i masowo ginęli na lewym brzegu Wisły usiłując nieść pomoc gasnącemu Powstaniu Warszawskiemu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Prawdą jest, że podkomendni generała NKWD Iwana Sierowa od początku rozpoczęli podstępną akcję przeciwko żołnierzom Polski Podziemnej, której najstraszliwszym symbolem był fakt, że ujawniających się żołnierzy AK osadzano w poniemieckim obozie w Majdanku (o pewnych szczegółach można przeczytać w wydanej w roku 1999 przez Urząd Gminy Warszawa-Wawer książce Henryka Wierzchowskiego „Zerzeń i jego historia"). Władze sowieckie robiły jednak wszystko, by tę akcję ukryć i zafałszować. Wielu nie chciało wierzyć pogłoskom, inni łudzili się nadzieją, że są to chwilowe wybryki dzikiego sprzymierzeńca, który będzie musiał zrezygnować ze swoich pomysłów w obliczu nacisków ze strony potężnych zachodnich aliantów. Trzeba pamiętać, że był to wrzesień 1944 roku. Dopiero w pięć miesięcy później odbyła się osławiona konferencja w Jałcie, na której Roosevelt i Churchill&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; oddali Polskę Stalinowi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;Pierwsze zatknięcie z armią sowiecką stwarzało złudne wrażenie, że w gruncie rzeczy jest ona słaba, a jej siłą jest intensywna pomoc amerykańska. Powszechnie używane przez wojsko sowieckie samochody ciężarowe  ZIS-5  robiły wrażenie  rachitycznych i przestarzałych w porównaniu z amerykańskimi Studebakerami, na których zamontowane były sowieckie „Katiusze". Obecność amerykańskiej pomocy    była    widoczna    na   każdym kroku.                     Zaruba pisze w swych wspomnieniach, że we wrześniu 1944 roku opuszczał zdewastowany Anin jadąc z żołnierzami do Lublina Willysem, czyli słynnym amerykańskim jeepem. Tym sowieckim żołnierzom, których widziałem wówczas w Aninie wyraźnie brakowało zaopatrzenia w mundury. Poubierani byli rozmaicie, czasem w zdobyczne mundury niemieckie z oderwanymi hitlerowskimi dystynkcjami. A jednak była to armia skuteczna. Szczególnie jeden obraz utkwił mi głęboko w pamięci. Z okna mojego pokoiku w Wawrze widziałem dobrze dwa sąsiednie domy: mniejszy państwa Żaboklickich i większy, piętrowy, pana Jagiełły. Na dachu większego&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; umieszczone było działko przeciwlotnicze, a w mniejszym zakwaterowana była jego załoga &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt;złożona z samych kobiet. Prawdopodobnie te artylerzystki miały jakieś mundury, ale w obejściu krzątały się w strojach cywilnych. Gdy pojawiał się niemiecki samolot, wybiegały z budynku jak stały, w pstrokatych kolorowych kieckach, wbiegały do sąsiedniego domu i po małej chwili pojawiały się na dachu nastawiając armatkę i oddając serie strzałów. Wychowany na obrazach paradnych ułanów i na kolekcjach ołowianych żołnierzyków ze zdumieniem patrzyłem na to dziwne wojsko.&lt;br /&gt;Stary zeszyt leżał spokojnie w moim archiwum aż do chwili, gdy w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia profesor Jan Tyszkiewicz zaczął zbierać materiały do przygotowywanej przez niego publikacji o działaniach wojennych w roku 1944 w podwarszawskiej gminie Wawer. Przepisałem wtedy treść starego zeszytu na maszynie i przekazałem maszynopis profesorowi. Około roku 1990 dostałem od autora odbitkę wydrukowanej jego pracy. Niestety odbitka ta gdzieś mi zaginęła i mimo poszukiwań nie zdołałem do niej dotrzeć. Opracowanie profesora&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; Tyszkiewicza cytuje redaktor naczelna naszego pisma Maria Chodorek we wspomnieniowym artykule „Pamiętam do dziś drut kolczasty" (MNA Nr 8/9 (52-53), sierpień/wrzesień 2004).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span&gt; Szkoda, że tego •opracowania nie ma w naszej bibliotece.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Courier New,monospace;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;_______________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:180%;" &gt;Galeria  na Trawiastej&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Oddzia&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;ł  Anin TPW, ogłaszając &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;w  MNA nr 2/08 rok 2008 ANIŃSKIM RO­&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;KIEM  JERZEGO ZARUBY, zapowiedział &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;zorganizowanie  galerii jego karykatur w pobli­żu domu, w którym  zamieszkiwał przez 40 lat, czyli prawie przez połowę swego życia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;      &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dyrekcja  Biblioteki Dzielnicy Wawer&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; wyrazi&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;ła  zgodę na współpracę z Oddziałem ANIN TPW w stworzeniu  takiej stałej Galerii &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;w  budynku przy ul. TRAWIASTEJ.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Podj&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;ęliśmy  wspólnie starania o uzyska­nie jego prac z Muzeum  Karykatury im. Eryka &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;Lipińskiego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pewnego  wrze&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;śniowego, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;wietrznego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;dnia  trzy panie z Anina udały się na ul. Kozią, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;aby  przy pomocy Grażyny Gordzijewskiej — &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;kustosza  M.K. dokonać wyboru 87 karykatur &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;z  zasobu Muzeum, liczącego ok. 500 prac Za-ruby. Znalazły się wśród  nich ciekawe portrety aktorów, literatów,  dziennikarzy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="color: rgb(255, 0, 0); font-weight: bold;" id="Sekcja1" dir="ltr"&gt; &lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(255, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nasza Biblioteka na Trawia­stej podj&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;ęła się trudu wydru­&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;kowania zeskanowanych &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;przez Muzeum Karykatury &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;prac, oprawienia ich i eks­&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;ponowania na specjalnej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;wystawie, której otwarcie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;planuje się na koniec listo­&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;pada lub początek grudnia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;div style="text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="background: rgb(255, 255, 255) none repeat scroll 0% 50%; margin-bottom: 0cm; -moz-background-clip: -moz-initial; -moz-background-origin: -moz-initial; -moz-background-inline-policy: -moz-initial; line-height: 0.46cm; text-align: left;"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Maria Chodorek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Prezes Oddzia&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;łu Anin&lt;/span&gt; Towarzystwa  Przyjaci&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;ół Warszawy&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin: 0.55cm 0.54cm 0cm 0.16cm; background: rgb(255, 255, 255) none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: -moz-initial; -moz-background-origin: -moz-initial; -moz-background-inline-policy: -moz-initial; line-height: 0.32cm;"&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SR8Wy5P7CnI/AAAAAAAAAHc/PkjKellpRs0/s1600-h/Lissowski.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 180px; height: 255px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SR8Wy5P7CnI/AAAAAAAAAHc/PkjKellpRs0/s320/Lissowski.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5268955152663644786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;&lt;br /&gt;Henryk Lissowski, senior znanej, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;anińskiej rodziny. Zmarł w 1951 r.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="background: rgb(255, 255, 255) none repeat scroll 0% 50%; margin-left: 0.17cm; margin-bottom: 0cm; -moz-background-clip: -moz-initial; -moz-background-origin: -moz-initial; -moz-background-inline-policy: -moz-initial;"&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SR8WqLWTcZI/AAAAAAAAAHU/ZMiDoipk_kU/s1600-h/scena+rodzajowa.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 180px; height: 127px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SR8WqLWTcZI/AAAAAAAAAHU/ZMiDoipk_kU/s320/scena+rodzajowa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5268955002903425426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;Scena rodzajowa &lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt; Anin 44.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="background: rgb(255, 255, 255) none repeat scroll 0% 50%; margin-left: 0.17cm; margin-bottom: 0cm; -moz-background-clip: -moz-initial; -moz-background-origin: -moz-initial; -moz-background-inline-policy: -moz-initial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Całe pismo do  czytania lub pobrania w pdf  &lt;/span&gt;&lt;a style="font-weight: bold; font-style: italic;" href="http://www.bibliotekawawer.pl/images/stories/wydawn/MNAoficjalna.pdf"&gt;Kliknij Tu&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-870966268648079624?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/870966268648079624/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=870966268648079624' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/870966268648079624'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/870966268648079624'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2008/11/mna-wrzesie-2008.html' title='MNA wrzesień 2008'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SR7_eIZyfII/AAAAAAAAAHM/aWhfGSg1Y3Q/s72-c/ok%C5%82adkaIX.08.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-7845688996577728959</id><published>2008-10-29T09:27:00.000+01:00</published><updated>2008-10-29T09:44:45.807+01:00</updated><title type='text'>Z ostatniej chwili</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://republika.pl/blog_bs_39966/48494/tr/nowosc.gif"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 47px; height: 13px;" src="http://republika.pl/blog_bs_39966/48494/tr/nowosc.gif" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Trwa Rok Jerzego Zaruby ogłoszony przez Oddział Anin Towarzystwa Przyjaciół Warszawy pod patronatem burmistrza dzielnicy Wawer J. Duchnowskiego.&lt;br /&gt;Ukazał się min numer niecodziennika MNA poświęcony artyście. Nawiązane zostały owocne kontakty z prezesem Wydawnictwa Iskry - Wiesławem Uchańskim. Wkrótce nastąpi otwarcie galerii rysunków Zaruby w Bibliotece Wawerskiej.&lt;br /&gt;Tymczasem na &lt;span&gt;naszych oczach&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; zniknął dom&lt;/span&gt; przy ulicy Stradomskiej 35 w Aninie gdzie w latach 1930-1971 mieszkał artysta. Hałaśliwa, zwracająca uwagę sąsiadów i przechodniów, rozbiórka rozpoczęła się w czwartek&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; 24 października&lt;/span&gt;. Wcześniejsze wewnętrzne prace sprawiały wrażenie remontu. Obecnie nie ma wątpliwości, że z mapy Anina zniknął nieodwracalnie ciekawy obiekt. Pamiętamy go jako miejsce spotkań elity kulturalnej skupionej wokół &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jerzego Zaruby&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;i jako jedną z pierwszych anińskich wilii na parceli pod nazwą Willa Jasinek nr 46.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-7845688996577728959?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/7845688996577728959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=7845688996577728959' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/7845688996577728959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/7845688996577728959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2008/10/z-ostatniej-chwili.html' title='Z ostatniej chwili'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-8200744642184615059</id><published>2008-09-25T15:51:00.000+02:00</published><updated>2008-10-29T09:44:19.158+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>W opracowaniu mamy nowy, 66 numer MNA, poświęcony min. Powstaniu Warszawskiemu. Proszę o chwilę cierpliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_______________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 51, 204);"&gt;Marzec - Maj 2008&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNuXqIk-i1I/AAAAAAAAAEc/sYTua7mX5mE/s1600-h/ok%C5%82adka.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNuXqIk-i1I/AAAAAAAAAEc/sYTua7mX5mE/s320/ok%C5%82adka.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5249956540743322450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zofia Górzyńska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Mój Anin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNutVsVEBiI/AAAAAAAAAFc/B-jQB-n1XKs/s1600-h/Z.G%C3%B3rzy%C5%84ska.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNutVsVEBiI/AAAAAAAAAFc/B-jQB-n1XKs/s320/Z.G%C3%B3rzy%C5%84ska.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5249980378818807330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Przez pierwsze jedenaście lat mego życia mieszkaliśmy w Wawrze, ale życie towarzyskie moich rodziców było zawsze ściśle związane z Aninem. Dlatego ja, odkąd sięgam pamięcią, wszystkie wspomnienia kojarzę z tym miejscem. Rodzinny dom, w którym mieszkam od 1938 roku, stoi na terenie dawnych lasów hrabiów Branickich. Kiedyś wzdłuż obecnej ulicy Kajki biegło ogrodzenie. Do lasu wchodziło się furtką u wylotu ulicy &lt;span lang="en-US"&gt;IV &lt;/span&gt;Poprzecznej. Jako mała dziewczynka chodziłam tam na spacer z opiekunką. (Kiedyś zgubiłam się zbierając poziomki.) Przyszedł czas, gdy „mój" aniński las został podzielony na działki. Na jednej z nich stanął dom rodziców. Dzięki temu „mój" las pozostał mój.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Idąc z Wawra do Anina przechodziłam najpierw przez tory kolejki wąskotorowej, potem przez tory kolei, a następnie przez tory tramwaju konnego. Kolejka jeździła z Karczewia do Jabłonny i stanowiła najwygodniejsze połączenie z Pragą; kolej szerokotorowa obsługiwała linie dalekobieżne i podmiejskie; tramwaj konny jeździł z Kaczego Dołu do Zbójnej Góry. Kto pamięta ciągnięty przez konia wagonik, w zimie zamknięty, a w lecie nieobudowany, z ławeczkami, z których można było obserwować całą trasę?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Program klasy pierwszej i drugiej szkoły podstawowej przerabiałam w domu. Do trzeciej klasy chodziłam z Wawra do Anina na ul. &lt;span lang="en-US"&gt;IX &lt;/span&gt;Poprzeczną. Szkoła mieściła się w willi doktora Szalli. Obecnie dom ten jest objęty nadzorem konserwatora zabytków. Pięknie odnowiony, otoczony zadbanym ogrodem jest, moim zdaniem, najładniejszym domem w Aninie, bo jest z nim zrośnięty swoją historią i nie ma pretensji do pseudopałacowości. Życie towarzyskie moich rodziców, jak już wspomniałam, było ściśle związane z Aninem. Wawer nie był towarzysko atrakcyjny, natomiast społeczność anińska stanowiła zżyte grono, skupione wokół Kasyna.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNuicmkvqFI/AAAAAAAAAEs/ETzRyWfPgN8/s1600-h/Zd.1+kasyno.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNuicmkvqFI/AAAAAAAAAEs/ETzRyWfPgN8/s320/Zd.1+kasyno.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5249968402905147474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNuicmkvqFI/AAAAAAAAAEs/ETzRyWfPgN8/s1600-h/Zd.1+kasyno.jpg"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Wejście do Kasyna - ul. V Poprzeczna róg Rzeźbiarskiej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Kasyno stało na terenie dużego placu, ograniczonego ulicami: Królewską (obecnie Kajki), &lt;span lang="en-US"&gt;V &lt;/span&gt;Poprzeczną, Parkową (obecnie Rzeźbiarska) i terenem kościoła. Był to budynek ustawiony frontem do narożnika &lt;span lang="en-US"&gt;V &lt;/span&gt;Poprzecznej i Parkowej. Wchodziło się przez taras do dwóch pomieszczeń. Duże - było kawiarnio-restauracją z bufetem i kilkoma stolikami, mniejsze - był to tak zwany pokoik brydżowy. Za bufetem kawiarni królował pan Wiweger, zawsze miły, uśmiechnięty i dbający o kameralną atmosferę tego miejsca. Z kawiarni schody wiodły na antresolę, gdzie stał bilard. Było to miejsce, gdzie zazwyczaj „urzędowała" starsza młodzież anińska. Pokoik brydżowy był (poza funkcją określoną nazwą) siedzibą Towarzystwa Przyjaciół Anina. Tylną częścią budynku Kasyna - duża sala z estradą. Odbywały się tam bale, spektakle teatralne, koncerty a czasem również wyświetlano filmy. Na ścianach pamiętam rysunki Jerzego Zaruby. Od strony ul. Kajki stał drewniany domek, w którym mieszkała rodzina państwa Wiwegerów.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNujumB1tTI/AAAAAAAAAE0/7RzXCNFtRXU/s1600-h/Zd.2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNujumB1tTI/AAAAAAAAAE0/7RzXCNFtRXU/s320/Zd.2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5249969811508016434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Na fotografii przed Kasynem stoją od lewej: dr Stanisław Wilatowski, Eugenia Wojciechowska, Jerzy Zaruba, Zdzisław Wojciechowski, Jan Zawistowski, p. Kon, Jan Gosławski.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Na tyłach Kasyna były korty tenisowe. Najpierw jeden - betonowy, a potem obok drugi - ziemny. Pamiętam, jak go budowano, bo w tym czasie moja mama była sekretarzem, czy skarbnikiem Towarzystwa i z jej inicjatywy i pod jej nadzorem powstawał ten nowy kort.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Od strony ulicy Kajki usypana została górka saneczkowa. Zjeżdżało się do wykopu, na końcu którego była strzelnica. Można zapytać po co było ją usypywać, skoro w Aninie w tym czasie były dostępne naturalne wzniesienia, z których zimą zjeżdżało się na sankach. Ale te górki porośnięte były sosnami i co roku zdarzały się nieszczęśliwe wypadki. Tak zwana górka Delmaka nie była wtedy dostępna.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Piszę o kasynie, kortach, bowiem nie ma przedwojennego Anina bez Kasyna i bez Towarzystwa Przyjaciół Anina. Przyjacielskie wzajemne stosunki anińskich rodzin, tam nawiązane, trwały i owocowały przez długie lata, nawet do dziś.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;O niezwykłym klimacie Anina mówi też fakt, że ciągnęli do niego artyści, Przecież to tu mieszkał Jerzy Zaruba, Konstanty Ildefons Gałczyński, Julian Tuwim, Władysław Walentynowicz (pianista), tu miał swoją działkę Zbyszko Sawan (aktor), wakacje spędzała Maria Gorczyńska (aktorka), mieszkała przed wojną Helena Korf-Kawecka (śpiewaczka), a na wypoczynek - ostatnio - przyjeżdżał ksiądz Jan Twardowski.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNukvya4PjI/AAAAAAAAAE8/Egv2uGHQ9jk/s1600-h/Zd.3.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNukvya4PjI/AAAAAAAAAE8/Egv2uGHQ9jk/s320/Zd.3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5249970931525762610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Na stanowisku sędziego od lewej: Leon Gąssowski, Tasia Gąssowska, Zofia Wojciechowska (Górzyńska), siedzi Eugenia Wojciechowska; stoi Jana Gąsowska, za nią - Jan Gosławski.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Wojnę i okupacje przeżyłam w Aninie. Aniński okres okupacji związał przyjaźnią wiele młodzieży. Tajne nauczanie i działalność rodziły różne sytuacje - groźne, silnie wiążące, a czasem śmieszne nawet. Wreszcie przeszła przez Anin ofensywa, nastał czas powrotu do nauki. Zdałam maturę i rozpoczęłam studia. I ówczesne warunki komunikacyjne zmusiły mnie do czasowego zamieszkania w Warszawie. Musiałam się rozstać z Aninem. Czułam się w mieszkaniach warszawskich, jak w klatce. Na szczęście w wolne chwile zawsze mogłam wpaść do Anina. Ten okres banicji nie trwał bardzo długo. Wróciłam, gdy tylko poprawiły się warunki komunikacji z Warszawą, bo nie wyobrażałam sobie mieszkania poza Aninem.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Obecnie Anin jest już Warszawą, ale jadąc „do miasta" zawsze mówię, że jadę do Warszawy, bo Anin to jest dalej Anin. Bardzo chcę, by moje osiedle modernizowało się, ale jednocześnie, by zachowało swój specyficzny charakter. Nie łudzę się, by mógł powrócić charakter przedwojennego, przyjacielskiego Anina, ale bardzo cieszą mnie starania grupy entuzjastów, aby po nadaniu mu miana Osiedla Poetów nadać także taki charakter, który wyróżni nasz Anin spośród innych warszawskich osiedli.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Zamykam oczy, jak na filmie przesuwają się różne anińskie wspomnienia. Zadaję sobie pytanie: czy Anin jest mój, czy też ja jestem jego...&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Chyba nie rozwiążę tego problemu.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;________________________________________&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-8200744642184615059?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/8200744642184615059/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=8200744642184615059' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/8200744642184615059'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/8200744642184615059'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2008/09/marzec-maj-2008.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jTzaJtPxPSE/SNuXqIk-i1I/AAAAAAAAAEc/sYTua7mX5mE/s72-c/ok%C5%82adka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-7648085017925793532</id><published>2008-05-21T08:50:00.000+02:00</published><updated>2008-05-26T08:46:07.691+02:00</updated><title type='text'>NOWINY</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;W dniu 24.04.2008 r. przy frekwencji około 80 osób odbyło się zapowiadane przez MNA spotkanie w bibliotece przy ulicy Trawiastej z prezesem Iskier Wiesławem Uchańskim – relacja w następnym (2/2008) numerze MNA. Numer ten w przeważającej mierze poświęcony jest sprawom sportu i rekreacji w Aninie i jako zajawkę przesyłamy artykuł Byledobiec Roberta Celińskiego.&lt;/p&gt;   &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: bold;" align="justify"&gt;_________________________________________&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: bold;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/SDpZTh0fQrI/AAAAAAAAAEQ/n6oka8Ur_sE/s1600-h/Byledobiec_foto.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/SDpZTh0fQrI/AAAAAAAAAEQ/n6oka8Ur_sE/s320/Byledobiec_foto.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204570511410938546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: bold;" align="justify"&gt;Robert Celiński&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: bold;" align="center"&gt;Byledobiec Anin&lt;/p&gt;        &lt;p style="text-indent: 1.27cm; margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Niewielu aninian zdaje sobie pewnie sprawę, że w naszej dzielnicy działa klub, który w pewnym środowisku znany jest w całej Polsce, a nawet na świecie. Chodzi o „Byledobiec Anin” - jak łatwo się domyślić, klub biegowy.&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się w wakacje 2003 roku, kiedy przeczytałem krótką notatkę w gazecie na temat Maratonu Warszawskiego. Na przygotowanie do przebiegnięcia morderczego dystansu 42195 metrów miałem niecałe 2 miesiące, ale postanowiłem spróbować. Udało mi się ukończyć ten bieg i zostałem maratończykiem. W rubryce „klub” miałem wpisaną nazwę mojej uczelni – SGH, której byłem świeżo upieczonym absolwentem. Zacząłem się zastanawiać nad założeniem amatorskiego klubu, który mógłbym reprezentować. Uznałem, że nazwa powinna być skromna, a jednocześnie wskazująca na miejsce, skąd pochodzę. W czasie biegu często motywowały mnie w myślach dwa słowa „byle dobiec”. Złączyłem je w jedną nazwę i powstał klub „Byledobiec Anin”. Za datę założenia uznaje się oficjalnie 14 września 2003, kiedy to na ostatnich kilometrach maratonu wielokrotnie powtarzałem te słowa.&lt;br /&gt;Przez pierwsze dwa lata klub był jednoosobowy. Wyróżniał się głównie oryginalną nazwą, choć moje wyniki sportowe stopniowo się poprawiały. Przełom nastąpił 30 lipca 2005 roku, kiedy miałem startować w Biegu Powstania Warszawskiego na 10 kilometrów. Mój brat Alex miał mi tylko kibicować, ale na niecałe dwie godziny przed zawodami postanowił, że weźmie w nich udział. Bez żadnego przygotowania pokonał cały dystans w niecałą godzinę, w ekstremalnie niesprzyjających warunkach atmosferycznych (było ponad 30 stopni). W ten sposób klub zyskał nowego zawodnika, a wkrótce dołączyli kolejni.&lt;br /&gt;Obecnie klub reprezentuje kilkanaście osób, z czego pięć pochodzi z Anina: Robert, Alex i Marek Celińscy oraz Maciek Chodorek i Michał Najberg. Specjalizujemy się głównie w biegach długich. Dla większości z nas zawody na 5 km, to krótki spacerek, na który nie warto w ogóle zakładać butów. Nie jesteśmy zarejestrowaną organizacją, nie płacimy składek członkowskich, nie mamy sponsora. Występujemy pod nazwą jednej drużyny i razem bawimy się bieganiem. Przy okazji tej „zabawy” zawodnicy klubu osiągnęli wiele sukcesów indywidualnych i drużynowych.&lt;br /&gt;Alex jest znakomitym długodystansowcem, liczącym się w ogólnopolskich zawodach biegowych. Jego ostatni wynik w Półmaratonie Warszawskim (1:14) budzi podziw wielu amatorów biegania. W tym roku zdominował rywalizację w kultowym dla warszawskich biegaczy cyklu biegów górskich w Falenicy. Ja nie biegam tak szybko jak Alex, ale mogę pochwalić się kilkoma osiągnięciami na najdłuższych dystansach. Ukończyłem do tej pory 35 maratonów, trzykrotnie zwyciężyłem w przełajowym maratonie w Starej Miłosnej. Biegałem już na wszystkich siedmiu kontynentach, a sukcesem mojego życia jest zwycięstwo i rekord kontynentu w tegorocznym maratonie na Antarktydzie.&lt;br /&gt;Największym sukcesem drużynowym klubu jest zwycięstwo i rekord trasy w najtrudniejszym biegu w Polsce – organizowanym w Bieszczadach Biegu Rzeźnika. Mordercza trasa liczy 75,2 km, ale największą przeszkodą są na niej niesamowite przewyższenia - 3200 m podbiegów i 3100 m zbiegów. W 2006 roku pokonaliśmy z Alexem wydłużoną do 105 km trasę biegu z Komańczy do Wołosatego, w 2007 zwyciężyliśmy na regulaminowym dystansie do Ustrzyk Górnych, ustanawiając jednocześnie rekord trasy. W tym roku na Rzeźnika wybierają się Maciek i Michał z naszego klubu. „Byledobiec Anin” wygrał też 100 km sztafetę Wesoła Stówa, a najświeższym osiągnięciem jest 3. miejsce w klasyfikacji drużynowej Półmaratonu Warszawskiego.&lt;br /&gt;Klub nie dysponuje stadionem lekkoatletycznym. Aninianie z „Byledobiec” przeważnie trenują na ścieżkach Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, a często biegamy po prostu po okolicznych ulicach. Jeżeli zobaczycie w okolicy jakiegoś szybkobiegacza, może to być jeden z reprezentantów „Byledobiec”.  &lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Strona internetowa klubu:&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;&lt;a href="http://www.byledobiec.pl"&gt;www.byledobiec.pl&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Załączona fotografia:&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Robert (1. miejsce) i Alex na podium maratonu w Szczytnie&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-7648085017925793532?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/7648085017925793532/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=7648085017925793532' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/7648085017925793532'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/7648085017925793532'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2008/05/blog-post.html' title='NOWINY'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/SDpZTh0fQrI/AAAAAAAAAEQ/n6oka8Ur_sE/s72-c/Byledobiec_foto.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-5653643417794553075</id><published>2008-04-03T17:35:00.000+02:00</published><updated>2008-04-16T08:51:03.219+02:00</updated><title type='text'>Styczeń Luty 2008</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/SAWhyj5TnMI/AAAAAAAAADo/SrYanOWz5Ew/s1600-h/Zaproszenie+Ucha%C5%84ski+2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/SAWhyj5TnMI/AAAAAAAAADo/SrYanOWz5Ew/s400/Zaproszenie+Ucha%C5%84ski+2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5189732035615497410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;br /&gt;____________________________&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_T5jBU46AI/AAAAAAAAABE/meJFkrOaomk/s1600-h/Okladka.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_T5jBU46AI/AAAAAAAAABE/meJFkrOaomk/s400/Okladka.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185043451057072130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;_________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Anna Francman&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;WNĘTRZE&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;W letniej szacie dom jest ukryty w zieleni. Te okna na górze, to mieszkanie Jerzego Zaruby. Byłam tam zaledwie kilka razy. Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie wielki, jak mi się wtedy wydawało, kominek. W pokoju było pełno wszystkiego; był półmrok, kuchni jakoś zupełnie nie pamiętam, natomiast z boku była ciągnąca się wzdłuż całego domu wąska i też ciemna spiżarnia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Częściej widywałam artystę u nas w domu. Jego wizyty były rytuałem. Przywoził często pieczarki, zasiadał na fotelu, długie godziny rozmawiali z mamą o sztuce, z tatą o samochodach, oglądali telewizję, sączyli zacną herbatę, której był znawcą. Kiedyś dostałam od niego lalkę pacynkę, nazywała się Petronela, miała czerwoną sukienkę w czarne grochy, rudy koński ogon z karbowanej włóczki i nosek z węzełka. Mam w pamiętniku z lat 60-tych wyblakły już, wzruszający rysunek Jerzego Zaruby z podpisem kochanej Ani od wujcia Jurka-Zaruba-58 r. Na rysunku Św. Mikołaj i Dziadek Mróz z pięcioramienną gwiazdą przy czapie, zgodnie niosą choinkę.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Tata zawsze pomagał sąsiadom, reperował telewizory i co tylko się im popsuło. Ostatni raz, gdy Zaruba był ciężko chory, pojechaliśmy do niego. Tata reperował mu radio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_89m9dGLTI/AAAAAAAAADY/s1Snq1CZfoc/s1600-h/Samoch%C3%B3d2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_89m9dGLTI/AAAAAAAAADY/s1Snq1CZfoc/s320/Samoch%C3%B3d2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5187933035295026482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewa Borkowska-Domańska&lt;br /&gt;(prawie aninianka)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;PAMIĘTAM GO&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam Go. Starszego Pana, przyjeżdżającego codziennie wieczorem do Alicji i Wieśka Francmanów, u których spędzaliśmy wakacje. Wtaczał się do góry stromymi schodami i zasiadał w "swoim" fotelu tuż przy kominku. (Do dziś nazywamy go fotelem Zaruby). Fotel był niski, z drewnianymi poręczami. Sypiał na nim Bakun - wilczur, który na widok Jerzego zawsze schodził&lt;br /&gt;z fotela, ustępując go gościowi. Zaruba siadał, wyciągał fajkę, ale dziwne, bo nie pamiętam zapachu amfory, a przecież pamiętam wszystkie zapachy dzieciństwa, w tym zwłaszcza zapachy Anina. Czyżby więc pan Zaruba nie palił fajki, tylko trzymał ją w ustach?&lt;br /&gt;Trzeba by zapytać&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt; Alicję.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Wyciągnąwszy fajkę, wyciągał też małą piersióweczkę z jakimś trunkiem. Z jakim? Nie mnie wiedzieć. Miałam w końcu zaledwie 8 lat i nie był to wiek, w którym interesowały mnie trunki.&lt;br /&gt;Któregoś dnia pan Zaruba nie przyjechał. Okazało się potem, że złamał nogę i to na dodatek przez pomyłkę, a konkretnie - przez pomyłkę telefoniczną.&lt;br /&gt;Późno w nocy obudził go telefon. Wstał zaspany i nie zauważywszy jakichś kabli, przewrócił się. Poczuł ostry ból, ale nie zważając nań doczołgał się do telefonu, odebrał go, żeby dowiedzieć się, że to pomyłka, ktoś źle wykręcił numer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez jakiś czas Zaruba nie przyjeżdżał do Francmanów. Brakowało go nam. Tylko Bakun wydawał się być zadowolony. Mógł wieczorami wylegiwać się na fotelu, nie musiał go ustępować panu Zarubie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem, po zdjęciu gipsu, zaczęła się rechabilitacja. Lekarz zalecił masaż wodny. Wiesiek stwierdził, że najlepszy masaż, to masaż w popularnej pralce wirowej, Frani. Pan Zaruba przychodził więc, siadał na wysokim stołku, nogę wsadzał do pralki, włączało się ją, pralka ruszała, zaczynał się leczniczy masaż wodny. Dozór techniczny sprawował Wiesiek i mój tata - inżynier elektryk. Tymczasem Alicja z moją mamą przygotowywały coś do zjedzenia.&lt;br /&gt;Po masażu, zwłaszcza wodnym, zawsze przecież zaostrza się apetyt.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;_____________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Alicja Francman&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;MÓJ ANIN&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_UAaxU46CI/AAAAAAAAABY/lYAq44rbxvA/s1600-h/AF.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_UAaxU46CI/AAAAAAAAABY/lYAq44rbxvA/s200/AF.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185051005904545826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Oczywiście, że Anin jest mój "jeszcze sosnowy i brzozowy". Czasem trzeba na niego ponarzekać, zawsze kochać. Ponieważ ogłoszono w naszym piśmie, że ten rok jest Anińskim Rokiem Zaruby, przedstawiam Anin w suchorycie, który on lubił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_UCwxU46DI/AAAAAAAAABg/YpnWq96O_fA/s1600-h/Suchoryt.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_UCwxU46DI/AAAAAAAAABg/YpnWq96O_fA/s200/Suchoryt.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185053582884923442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Podarowałam go Zarubie z okazji pewnych zamierzchłych imienin. Podpisałam "Najmilszemu z Jerzych-Anin i Alicja". Zaruba zawiesił sobie tę grafikę nad swoim biurkiem i przetrwała tam całe lata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_UDGhU46EI/AAAAAAAAABo/9PbX-N_PdDs/s1600-h/AF%2BJZ.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_UDGhU46EI/AAAAAAAAABo/9PbX-N_PdDs/s200/AF%2BJZ.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185053956547078210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Mój mąż zrobił kiedyś zabawne zdjęcie z kameralnego spotkania u Zaruby. Na pierwszym planie miły, jedzeniowy bałagan: na drewnianym stole filiżanki, saska patera z owocami, cynowe talerze i raki. Ja jestem uśmiechnięta i skupiona na smakowitym dłubaniu, szeroko roześmiany Zaruba prawą dłonią obejmuje mnie serdecznie, a w uniesionej- lewej demonstruje wielkiego raka trzymanego za szczypce. W tle kwiaty, biurko z pędzlami i rządkiem słoiczków temper, a nad biurkiem - moja anińska grafika, którą widać na zamieszczonym zdjęciu. (red.: Niestety, mało wyraźne, ale jest jej reprodukcja).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od czasu do czasu, kiedy Zarubie spiętrzały się propozycje zawodowe, miałam okazję trochę zarobić, pomagając mu w pracy. Wyglądało to mniej więcej tak: telefon-masz czas? Słuchaj, jest mi potrzebna ropucha, sieczkarnia i pchła. Poszperaj w encyklopediach, narysuj w różnych ujęciach (DUŻE!) i przywieź. Jak najprędzej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaruba miał wspaniałą, lekką kreskę. Jego "machnięte"rysunki jakby powstawały same, ale widziałam, że jeśli zdarzyło się, że jakiś drobny fragment nie podobał mu się, to rysował go wielokrotnie, po czym urządzał swoisty konkurs prac; po dłuższym zastanowieniu wybierał najlepszą wersję. Często za jego lekkimi rysunkami kryła się bardzo ciężka praca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;______________________________________________&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Antoni Wiweger&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;PIERWSZY ANINIANIN&lt;br /&gt;JERZY ZARUBA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jerzy Zaruba nie był pierwszym, ani jednym z pierwszych  mieszkańców Anian, ale nikt przed nim nie został w równie uroczysty sposób&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; nazwany "aninianinem". A było to tak. Jest rok 1953, rok wielkich odejść. W marcu umarł Stalin. Jest kwiecień, Jerzy Zaruba obchodzi w Aninie swoje imieniny w gronie przyjaciół. Nikt nie przeczuwał, że znakomici przyjaciele  Jerzego, Gałczyński i Tuwim, mają przed sobą już tylko kilka miesięcy życia. Tuwim daje Zarubie napisany specjalnie dla solenizanta i jemu dedykowany wiersz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lament Aniński&lt;/span&gt;, będący pod pozorem utyskiwań poety na płeć piękną wirtuozowską zabawą z wyrazem "Anin". Warto zacytować fragment tego wiersza:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_8569dGLSI/AAAAAAAAADQ/cqMxh39hsOU/s1600-h/JTS+2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_8569dGLSI/AAAAAAAAADQ/cqMxh39hsOU/s320/JTS+2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5187928980845899042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt;O, nie pytaj, czemu męczę się w Aninie!...&lt;br /&gt;Ani dawniej nie znosiłem,&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt; ani ninie&lt;br /&gt;Znieść nie mogę kakofonii. ...&lt;br /&gt;................................................&lt;br /&gt;Ani nikt mnie nie rozumie, ani mnie nie&lt;br /&gt;Wytłumaczy, że to przejdzie, że to minie:&lt;br /&gt;Tych babsztylów wieczny najazd i lafirynd&lt;br /&gt;I ten dźwięków dziki chaos i labirynt&lt;br /&gt;Ani starzy aninianie, ani nowi,&lt;br /&gt;Ani ty, mój Jerzy, wierny Aninowi&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt;Niech ta skarga pozostanie między nami,&lt;br /&gt;Między nami, aninianinami:&lt;br /&gt;Nie mów o niej ani Mani, ani niani,&lt;br /&gt;Ani mamie, ani Ninie, ani Ani,&lt;br /&gt;Ani innym, czy to paniom, czy &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt;to panom,&lt;br /&gt;Przede wszystkim- ani słowa aninianinanom,&lt;br /&gt;Bo obrazić się na Lament mój gotowi...&lt;br /&gt;               Aninianin aninianinowi.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt;Szkoda, że w wydane przez PIW w roku 2003 książce: Juliana Tuwima, Nowy wybór poezji zacytowany tu wiersz uległ drobnej, ale istotnej modyfikacji. W linijce 4. od końca zamiast "paniom, czy to pannom" czytamy "panom, czy to paniom", a w linijce 3. od końca zamiast "aniniannom" jest "aninianom". W ten sposób uległa zakłóceniu wewnętrzna logika wiersza&lt;br /&gt;i wyeliminowany został zabawny, tuwimoski neologizm "aninianna", znaczy tyle, co "panna z Anina".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzący czasem kontrowersje i kłopotliwy w wymowie tytuł naszego pisma jest właśnie cytatem z tego wiersza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W życiorysie Pierwszego Aninianina są pewne dane niepewne. Niepewne zdaje się być jego miejsce urodzenia. Encyklopedie podają, że Jerzy Zaruba, karykaturzysta, rysownik, malarz i scenograf, urodził się 17 lipca 1891 roku w Radomiu. Jego wspomnienia &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Z pamiętników bywalca&lt;/span&gt; (1958) milczą na ten temat, ale sugerują, że dzieciństwo spędził w rodzinnym domu gdzieś na Podolu. Więc skąd Radom? W czasach, gdy spisywał te wspomnienia, nie było mile widziane, ani nawet bezpieczne, publicznie przyznawać się &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt;do tego, że się jest potomkiem szlachty kresowej. Do roku 1910 uczył się w Kijowie, tam ukończył szkołę średnią, a w latach 1908 - 1910 uczęszczał do kijowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Następnie studiował przez dwa lata w Warszawie w Szkole Sztuk Pięknych u Stanisława Lenza. W latach 1912-1915 przebywał w Paryżu, gdzie wystawiał z grupą Młoda Sztuka i warszawską Grupą Formistów. Gdy Europę ogarnęła pierwsza wojna światowa przedostał się do rodziny na Ukrainę, skąd powrócił do Warszawy w roku 1919. Uprawiał malarstwo, grafikę, rysunek satyryczny, karykaturę polityczną i obyczajową, scenografię i twórczość literacką. Współpracował z wieloma pismami, wykonywał ilustrację do książek i czasopism, projektował kukiełki do szopek politycznych, jako scenograf współpracował&lt;br /&gt;z teatrami Ateneum i Małe Qui Pro Quo. W roku 1930 zamieszkał w podwarszawskim Aninie, gdzie z pewnymi przerwami przebywał aż do śmierci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt;&lt;br /&gt;Mimo licznych zajęć nie żałował czasu dla Anina - jego dekoracje zdobiły salę anińskiego Kasyna. Chociaż byłem wtedy ośmioletnim dzieckiem, dobrze pamiętam jego karykatury umieszczane za ścianach sali tuż przed wybuchem wojny. Moją uwagę młodocianego entuzjasty lotnictwa przykuwał duży wizerunek nieprzyjacielskiego samolotu, który na skrzydłach miał wymalowane... czerwone gwiazdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żoną Jerzego Zaruby była Szkotka, Flora MacPherson, uwieczniona w wierszu Gałczyńskiego jako : "szkocka kuzynka Flora". Na kilka tygodni przed wybuchem drugiej wojny wobec pogarszających się stosunków międzynarodowych wyjechała do rodziny do Londynu. Do Polski nigdy nie powróciła. Zaruba pozostał w kraju. Małżonkowie rozdzieleni wojną utrzymywali żywy kontakt korespondencyjny, również&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt; przez krótki okres po wojnie, ale ostatecznie, po wizycie Zaruby w Anglii, małżeństwo rozpadło się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaruba nie był wielbicielem PRL, ale zdaniem wielu wykazywał przesadny konformizm w stosunku do władzy ludowej. Wszystko wskazuje na to, że tego samego zdania była jego szkocka żona Flora. Był postacią niejednoznaczną, ale lubianą przez wszystkich, którzy go znali. Tworzył bardzo ostre karykatury polityczne, a jednocześnie czytywał Chestertona. Kiedyś zachęcił mnie do przeczytania książki &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt;Chestertona o świętym Tomaszu z Akwinu. Książkę tę mam do dziś w mojej bibliotece.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 0, 77);"&gt;Jerzy Zaruba &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;umarł&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;11 stycznia 1971 roku i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;_______________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Jadwiga Teresa Szymczak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;POMOST CZYLI ANINIANIE U "BYWALCA"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_84lNdGLQI/AAAAAAAAADA/oJeUa65M8vo/s1600-h/JST3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_84lNdGLQI/AAAAAAAAADA/oJeUa65M8vo/s320/JST3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5187927507672116482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;W żadnej ze znanych mi książek Anin nie jest opisany z taką czułością, jak w "Pamiętniku bywalca".&lt;br /&gt;Tam Anin pojawia się już  na pierwszej stronie. W &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Zamiast przedmowy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt; określone jest &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;miejsce, w którym książka powstała: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Anin w czerwcu 1957 roku.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;Nie sposób wyliczyć wszystkich stronic, na których Zaruba wspomina ten ukochany Anin. Swoim anińskim przyjaciołom, Gałczyńskiemu i Tuwimowi, poświęca osobne rozdziały. Warto przytoczyć fragment, dotyczący jego pierwszego tu pobytu. Był to rok 1928:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Zacząłem kwękać. Do objawów przepracowania dołączyło się uczucie nudy i zdegustowania życiem wielkomiejskim. Doszło do tego, że zacząłem się ukrywać przed "kompanami" aż&lt;br /&gt;w Aninie. Parodniowa &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;na początku wizyta moja w miejscowym pensjonacie pani Rudzińskiej przedłużyła się. Zasmakowała mi tutejsza kuchnia i uwiodły zapachy leśne. No i cisza. W jesieni roku 1930 przeniosłem się na stale  do Anina. Wynająłem pokój w typowym "drewniaku"&lt;br /&gt;i zacząłem się powoli zagospodarowywać.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;W rok później przeniosłem się na piętro tej willi, gdzie miałem już dwie werandy, kominek, psa&lt;br /&gt;i klucz do lasu. Najładniejsza część lasu była wtedy jeszcze nietknięta, dziewicza, zagrodzona&lt;br /&gt;i na kłódkę zamknięta.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Wydaje się, że to Zaruba pierwszy odkrył uroki anińskich nocy, o których poemat napisze Gałczyński. Bo oto, co pan Jerzy pisze w  Wiadomościach Literackich w 1934 r.:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Rzecz prosta, że gdy się mieszka w otoczonym sosnami drewniaku, ma się wspaniałe (weekendowe, że tak powiem) powietrze na co dzień, a co wieczór widzi się na własne oczy, jak oszołomiona ciszą &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;i zapachami powstaje ogromna noc, miasto wydaje się zwariowanym, wrzaskliwym i cuchnącym "pociejowem" &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;[...].&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na łamach książki pojawiają się osoby i nazwiska obecnych mieszkańców, ich przyjaciół, a nawet - członków redakcji MNA. Bo kim jest młoda, zdolna malarka, Alicja F ?. Opisał Zaruba dowcip, jaki z okazji jubileuszu zrobiła mu m.in. "nasza" pani Alicja Francman. Były to śmieszne depesze od ważnych osobistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytując w książce treść tych depesz, pisze Zaruba:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Choć paski z aparatu telegraficznego były naklejone przepisowo na blankietach ozdobnych Poczty Polskiej, jasne było, że były fałszowane. Podejrzewałem nawet Eryka Lipińskiego. Okazało się,że autorem ich była młoda, zdolna malarka, żona mojego sąsiada anińskiego, Alicja F.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomina tez słynną restaurację, należącą do ojca naszego redakcyjnego kolegi, Antoniego Wiwegera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Przed jakimś miesiącem od opisywanego wypadku patrol żandarmerii przy Gocławku zatrzymał motocykl i pod zarzutem przekroczenia przepisów kazał inżynierowi jechać ze sobą do komendy ruchu. Inżynier J., nie tracąc animuszu, zapytał:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_85BNdGLRI/AAAAAAAAADI/nx52_P2s13k/s1600-h/JTS1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_85BNdGLRI/AAAAAAAAADI/nx52_P2s13k/s320/JTS1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5187927988708453650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;-&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt; Do komendy? A co tam będziemy robić? Jedźmy lepiej do Wiwegera.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;-&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;A kto to jest Wiweger? I co tam będziemy robić? - zapytali z ciekawością szkopy.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;- Wiweger - to jest doskonała knajpa w Wawrze, a robić nie będziemy nic poza piciem sznapsa i jedzeniem dobrych zakąsek.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;A o ojcu autora recenzji w naszym MNA, Zbigniewie Mitznerze, pisze Zaruba:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Przyjaciel mój, były redaktor Szpilek i znakomity publicysta Zbigniew Mitzner, pisząc wstęp do wydanego po długich a ciężkich cierpieniach przez WAG złego albumu moich złych karykatur; cytuje - zmieniony zresztą nieco przez niego - fragment mojego felietonu drukowanego w swoim czasie w "Wiadomościach Literackich", podając w skrócie motywy mojej przedwojennej ucieczki z warszawy do Anina: Na próżno Syrena mru&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;gała na mnie z daleka swymi reklamami... Dostałem miastowstrętu... (i później) traktowałem stolicę jako teren łowiecki i panopticum zarazem. Objeżdżałem redakcję, zawoziłem rysunki, inkasowałem honoraria i ... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;tyle mnie widziano. Było to zresztą tak blisko. Warszawa leżała na peryferiach Anina...&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W taki oto sposób nasz "niecodziennik" przerzuca pomost między dawnymi a nowymi czasy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;_________________________________________&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Maria Chodorek  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;b&gt;NASZA KLASA&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_aQ_BU46JI/AAAAAAAAACQ/u1kwvKp4aGk/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_aQ_BU46JI/AAAAAAAAACQ/u1kwvKp4aGk/s200/1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185491433325914258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Portal Nasza-klasa staje się coraz bardziej popularny i budzi duże emocje... To nasunęło mi pomysł napisania o "mojej" klasie.&lt;br /&gt;Już wiele absolwentek i absolwentów anińskiej SP nr. 218 oraz XXVI LO „Kuby” zarejestrowało się w portalu i nawiązało kontakty klasowe i pozaklasowe. Zamieszczane w portalu fotografie inspirują do spekulacji: czy „x” prezentują własną rezydencję i gromadkę dzieci? Czy „y” mógł stać się Harley'owcem? Czy „z-ka” słusznie czyni podając namiary na firmę kosmetyczną, którą założył? Ale to tylko margines tej arcyciekawej korespondencji! Największą radość sprawia kompletowanie listy obecności – odnajdywanie się czasem bardzo daleko, a czasem bardzo blisko. Nie należą do rzadkości przypadki, że dawne przyjaciółki albo bliscy koledzy, którzy od lat nie mieli ze sobą kontaktu, mieszkają w Anglii, Kalifornii czy Kanadzie "o rzut beretem" od siebie... Tematy forum tak klasowego, jak i szkolnego są na ogół swojskie i dotyczą np. Górki Delmacha, Kukułki albo lubianych i nielubianych nauczycieli.&lt;br /&gt;Z nauczycieli XXVI LO odezwali się dotąd-np chemiczka Joanna Skarbek, łacinnik Józef Tur, matematyk Eugeniusz Kucewicz (Genio).  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="text-decoration: none;"&gt;&lt;b&gt;Na żywo&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_aRhRU46KI/AAAAAAAAACY/23NknG5sbbA/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_aRhRU46KI/AAAAAAAAACY/23NknG5sbbA/s200/2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185492021736433826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Pozostawiam temat portalu osobom bardziej kompetentnym, ponieważ moja klasa kontaktuje się najczęściej "na żywo". To klasa, z którą  zdawałam egzamin dojrzałości w Państwowej Szkole Ogólnokształcącej stopnia licealnego w Aninie, mieszczącej się wówczas w pałacyku Więcka. W skutek reformy szkolnictwa, w dwunastym roku nauki nagle znaleźliśmy się w klasie jedenastej. Jej wychowawcą został Wacław Krauze, dyrektor w szkole od sierpnia 1950 r. Maturę – w mojej XIA, uczącej się już „tylko” jedenaście lat, egzaminy pomyślnie złożyło 18 osób. Świadectwa wręczono nam 26 maja 1956 roku; na wyższe uczelnie – od Politechniki Warszawskiej, Uniwersytetu, Akademii Medycznej po SGGW – dostali się wszyscy absolwenci XIA. Nasze drogi rozeszły się.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Po raz pierwszy „gremialnie” skrzyknęliśmy się w 1956 r., 5 lat od daty naszej matury. Rok był burzliwy i brzemienny w skutki polityczne. Część naszej klasy zmieniła kierunek studiów, ktoś opuścił uczelnię – poszedł do pracy. Zaczęliśmy zakładać rodziny.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Uroczysty, pełny zjazd dla klas „A” i”B” zorganizował w 20 rocznicę matury Jędrzej Kowalski. Spotkanie rozpoczęło się w domu Więcka i stąd pochodzą obie prezentowane fotografie (czarno białe). Są na nich nasze nauczycielki: Henryka Markiewiczowa, Łucja Dryżałowska i Halina Szalewicz. Po „oficjalnych” spotkaniach przenieśliśmy się na Stare Miasto do Rycerskiej, gdzie bawiliśmy się fetując spotkanie do rana...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Jubileusz&lt;/b&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_aRxxU46LI/AAAAAAAAACg/0291gmJjgdk/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_aRxxU46LI/AAAAAAAAACg/0291gmJjgdk/s200/3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185492305204275378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Na jubileusz 55-lecia szkoły średniej w Aninie, obchodzonym w XXVI LO zjawiła się garstka  osób z mojej klasy. Na kolorowym zdjęciu z maja 2000 r. jest nas dziesięcioro. W tek grupie większość stanowią inżynierowie (5), w tym dwóch z tytułem naukowym profesora zwyczajnego w dziedzinie chemii. Pozostali to absolwenci wydziałów budownictwa lądowego i elektryczności. Jest geograf&lt;br /&gt;i chemik z wykształceniem uniwersyteckim. Wśród lekarzy medycyny znajduje się ortopeda traumatolog z tytułem profesora zwyczajnego nauk medycznych, lekarz specjalista&lt;br /&gt;z zakresu okulistyki oraz epidemiolog znany ze zwalczania chorób wirusowych w Indiach i „rogu” Afryki.&lt;br /&gt;Absolwentkami tej klasy są również lekarz weterynarii oraz biolog – wychowawczyni&lt;br /&gt;i nauczycielka młodzieży uczęszczającej do XXVI LO.&lt;br /&gt;W 2001 r. obchodziliśmy 50-lecie naszej matury – w zjeździe wzięło udział 25 osób (z obu klas).&lt;br /&gt;Jak będzie z 60-tą rocznicą?&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;__________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_3h9NdGLNI/AAAAAAAAACo/WFzS3Si2JyE/s1600-h/Zaruba.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_3h9NdGLNI/AAAAAAAAACo/WFzS3Si2JyE/s200/Zaruba.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5187550787500649682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ANIŃSKI ROK JERZEGO ZARUBY.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Nie jest to żaden jubileusz Jerzego Zaruby, żadna "równa" rocznica; 117 lat minęło od jego urodzin, 37 - od roku jego śmierci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Uczciliśmy pamiątkowymi tablicami pamięć tych wielkich poetów, których on do Anina zachęcił, więc chcemy uczcić pamięć o człowieku, który Anin przez to wprowadził do polskiej literatury&lt;br /&gt;i Aninowi był najwierniejszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie są ważne przyczyny, że to właśnie rok 2008: dom, w którym mieszkał Jerzy Zaruba, może wkrótce przestanie istnieć w dawnym kształcie, a "Iskry" w 2007 r. wznowiły Jego książkę&lt;br /&gt;"Z pamiętnika Bywalca".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcemy ocalić ślady, wspomnienia, dokumenty.&lt;br /&gt;Prosimy o współpracę z biblioteką, z redakcją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddział Anin TPW&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;_________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;O NOWYM / STARYM MNA.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Ale nas obgadują! Cieszymy się, bowiem - jak to powiadają, nie ważne, dobrze, czy źle, ważne, że mówią.&lt;br /&gt;Niektórych nowy numer "niecodziennika" wprawił w stan smutku, wręcz melancholii: za mało w nim młodości, nowych trendów, świeżości, za mało światłych przemyśleń. Innych zdenerwowała monotematyczność (za dużo o bibliotece, czytaniu, poezji). Nie podobał się niektórym "obcy" styl numeru: zdecydowanie woleli dawny, zgrzebny, szary niecodziennik, bardziej swojski, bardziej aniński. Zastanowiło nas to: dlaczego szary i zgrzebny - skoro Anin jest taki zielony, a kiedy rozkwitną ogrody - taki kolorowy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość jednak naszych wiernych czytelników zmianę powitała z radością, czemu dawali wyraz w telefonach i - prośbach o dodatkowe numery dla przyjaciół. Odezwali się też Aninianie rozproszeni po świecie - z Kanady, z Anglii, ze Stanów. Cieszyli się, że Anin buduje nie tylko nowe rezydencje, ale i bibliotekę, i obiekty sportowe, że grupa przyjaciół przez złośliwych nazwana kółkiem wzajemnej adoracji stara się podtrzymać tradycje "kulturalnego Anina".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otrzymaliśmy też miły telefon od kogoś, kto w audycji Polskiego Radia usłyszał wypowiedź: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;Wpadło w nasze ręce urokliwe pismo anińskie, którego tytułu jednak nie próbuję nawet wymówić.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Oczywiste! Nawet nam, przywykłym do niego, trudno go wyartykułować bez potknięcia. Cóż, winien temu Tuwim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękujemy tym wszystkim, którzy potrudzili się, żeby przekazać nam krytyczne uwagi.&lt;br /&gt;Może uczynią one nasze pismo lepszym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Redakcja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-5653643417794553075?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/5653643417794553075/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=5653643417794553075' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/5653643417794553075'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/5653643417794553075'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2008/04/stycze-luty-2008.html' title='Styczeń Luty 2008'/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/SAWhyj5TnMI/AAAAAAAAADo/SrYanOWz5Ew/s72-c/Zaproszenie+Ucha%C5%84ski+2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2129234732566607100.post-9099262013541095713</id><published>2008-03-13T09:30:00.001+01:00</published><updated>2008-04-04T15:02:44.977+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ludzie Anina'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R9jobSiUqbI/AAAAAAAAAAM/s4rQKs2dyW0/s1600-h/Pismo1.63.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177143327192295858" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R9jobSiUqbI/AAAAAAAAAAM/s4rQKs2dyW0/s400/Pismo1.63.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Kira Gałczyńska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MÓJ ANIN&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_YWMxU46HI/AAAAAAAAACA/_bb-wXzCrww/s1600-h/Kira.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_YWMxU46HI/AAAAAAAAACA/_bb-wXzCrww/s200/Kira.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185356429618899058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Mam dla tego miejsca na ziemi wiele serdeczności, sporo tkliwości&lt;br /&gt;i jednakowy zachwyt. Biorą się one z zawsze mnie wzruszających  wierszy K.I.G. powstałych tutaj i opisujących te miejsca.&lt;br /&gt;Odżywają pełne ciepłych obrazów opowieści mamy, która Anin,&lt;br /&gt;i zwykły (kiedyś tak typowy dla tej miejscowości) nieistniejący dziś drewniak uważała za swój pierwszy, prawdziwy dom, miejsce, do którego później tęskniła przez wiele lat.. I wspominała z jednakowym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt; skurczem serca. A ojciec - w niewoli, kiedy wspominał świat utracony, świat książek, muzyki, natury, przywoływał właśnie swoją anińską pracownię i wysmukłe sosny zza okna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem z mojej pamięci wyłania się gościnny dom Jerzego Zaruby, cudowni ludzie często bywający u tego "mistrza Kpinek", wspaniała herbata, gromadząca przy stole młodego Janka Lenicę, moich rodziców i ciekawe małżeństwo: Eugeniusza Cękalskiego&lt;br /&gt;z młodą piękną żoną, Krystyną. On był reżyserem Strachów, według znanej książki Marii Ukniewskiej, filmu z roku 1937, uważanego przez wielu za pierwszy artystyczny film polski, z niezapomnianą rolą Osterwy, z dialogami K.I. Gałczyńskiego.  Ja - siedzę, popijam herbatę i słucham zafascynowana. Takie rozmowy - lekkie, dowcipne - mogły się toczyć tylko w kilku znanych mi domach. Wśród nich była i anińska "posiadłość" Jerzego. Kochana przez niego,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt; wybrana, niezapomniana. A potem Jerzy przerywał rozmowę, nastawiał patefon i zaczynały się tańce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam więc chyba prawo nazwać tych kilka słów "Moim Aninem", choć dla wielu osób zabrzmi to w sposób kategorycznie zawłaszczający. Mój Anin to przeszłość, ale także i teraźniejszość. Poza najwcześniejszym dzieciństwem nigdy tu nie mieszkałam, przyjeżdżałam nie tak znowu często, choć to się w ostatnich latach zmieniło. I te właśnie ostatnie lata sprawiły, że moja jakby irracjonalna sympatia dla Anina została ugruntowana ostatecznie i nagle otrzymała całkiem konkretny wymiar. A wszystko, jak w moim życiu zdarza się często, sprawił przypadek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki niemu spotkałam tu grupę uroczych ludzi, aninian, którzy dla poety i jego anińskich śladów mieli i mają sporo serca. Zaczęliśmy się spotykać w maleńkiej, ciasnej, ale ze swoją charakterystyczną atmosferą bibliotece, usytuowanej w pobliżu dawnego domu, gdzie powstał m.in. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Noctes Aninenses. &lt;/span&gt;Biblioteka na Trawiastej i wielki ogród wokół niej stały się miejscem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt; miłych spotkań, rozmów o poecie, o jego nieistniejącym, ale żyjącym w wierszach domu; wśród gości biblioteki odnalazłam bliskich krewnych - Antoniego i Halinkę, wielu oddanych czytelników wierszy K.I.G.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naszym spotkaniom towarzyszyła zawsze niewymuszona serdeczność, bezpośredniość, wdzięk; zacieśniały się one z każdym rokiem - biblioteka na Trawiastej otrzymała imię poety, potem w ogrodzie pojawił się kamień, upamiętniający mocne związki Konstantego Idefonsa z tym czarownym miejscem; dbała o to Teresa Szymczak i sympatyczne, lokalne pismo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Między nami Aninianinami.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;Przed kilku laty od pani dyrektor Barbary Szpindy usłyszałam, że na Trawiastej powstanie nowa biblioteka. I powstała. Jest wspaniała, obszerna, szeroko otwarta na nowych czytelników, nowe książki, wystawy, koncerty i spotkania... Można ją śmiało nazwać biblioteką nowego wieku, który od siedmiu lat nam panuje. Za to atmosfera w niej taka jak dawniej, spotykają się tu ludzie w jakiś sposób bliscy sobie. Łączy ich książka, poeta, jego wiersze, a także przekonanie, że Anin jest&lt;br /&gt;i pozostanie miejscem wyjątkowym.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;Miło mi patrzeć, po wejściu do holu, na zdjęcia i rysunki Jerzego Zaruby, który przecież mieszkał po sąsiedzku. Dobrze jest żyć ze świadomością, że nie wszystko należy do odchodzącej przeszłości. W anińskiej bibliotece czas dzisiejszy i ten miniony stanowi jedność. Cementuje ją książka.&lt;br /&gt;I ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_YlvBU46II/AAAAAAAAACI/MEzAYfkDCiw/s1600-h/kamie%C5%84.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R_YlvBU46II/AAAAAAAAACI/MEzAYfkDCiw/s200/kamie%C5%84.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185373510703835266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 153, 0);"&gt;________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Maria Chodorek&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;b&gt;LUDZIE ANINA &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;Janina Zdanowiczowa&lt;/b&gt; &lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;A&lt;/b&gt;utorka cieszącej się dużym zaintresowaniem wystawy „Malarskie cytaty”, otwartej 17.10.2007 r. w nowym budynku Biblioteki Wawerskiej przy Trawiastej zamieszkuje w Aninie od 1942 roku. To wtedy 20-letnia Dzidka-Janina Cieszańska została żoną równie młodego Jana Zdanowicza, mieszkańca naszego Osiedla, zapalonego tenisisty. I właśnie na kortach tenisowych anińskiego Kasyna – ośrodka życia towarzyskiego w owych czasach – poznali się latem 1939 roku. Dzidka spędzała tu wakacje z matką i siostrą, bowiem letnosko Anin jak magnes przyciągało wielu Warszawiaków...&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;RODZICE&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Matka – Romana Cieszańska, magister farmacji, prowadziła własne laboratorium Farmaceutyczno – Kosmetyczne przy ul. Chmielnej 33 – punkt na starym planie Warszawy oznaczony jako „Dom Kino Atlantic”. Kremy pani Romy były cenione w kraju, eksportowane do Francji, sypkie pudry uznano za najlepsze w Warszawie. Starsza córka, Mirosława, studiowała również farmację, zaś Dzidka chciała w przyszłości zostać chirurgiem plastycznym. Na razie uczęszczała do szkoły im. Marii Taczanowskiej, gdzie potem, w latach wojny uzyskała konspiracyjną maturę.&lt;br /&gt;Ojciec – Mieczysław Cieszański, geodeta mierniczy przysięgły, był postacią dobrze znaną&lt;br /&gt;w przedwojennym Aninie. Na zlecenie hr. Adama Branickiego w 1934 r. sporządził plan parcelacji terenu na wschód od ówczesnej ul. Królewskiej (dziś M.Kajki) pod budowę nowego Anina. W jego biurze geodezyjnym „Delta” (ściślej: Biurze Mierniczo – Parcelacyjnym) przy ul. Trębackiej 4 opracowano mapę tego projektu. Została ona przekazana przez Oddział Anin TPW autorowi rozdziału Dawny Wawer i opublikowana w książce Wawer i jego osiedla – plansza 18. Biuro „Delta” spłonęło we wrześniu 1939 r., spaliło się też mieszkanie, ale przewidujący ojciec rodziny&lt;br /&gt;„z głową” ulokował pozostałą fortunę w surowce do laboratorium żony. Ta inwestycja zapewniła egzystencję wszystkim przez całą okupację, a po upadku powstania stała się zaczątkiem nowego laboratorium.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;NIEMIECKA OKUPACJA&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Ślub Janiny Cieszańskiej i Jana Zdanowicza odbył się 17 marca 1942 roku w kościele na Kamionku, przy ul. Grochowskiej, w czasie jednej z ulicznych łapanek. Młoda para dotarła do kościoła tramwajem, z którego szczęśliwie tym razem nie wygarnęli pasażerów. Małżonkowie zamieszkali w drewnianym domu rodziny Zdanowiczów przy ul. IV Poprzecznej w Aninie. Nim przyszła na świat córeczka Krystyna, pani Dzidka dojeżdżała do pracy w laboratorium matki&lt;br /&gt;i wyprawiała się do Pilawy, a stąd na wieś po żywność. Kwitł handel zamienny: za słoninę chętnie przyjmowano pantofle na obcasach itp. Jan Zdanowicz od stycznia 1941 r. brał udział&lt;br /&gt;w konspiracji AK, ukończył w sierpniu 1943 r. tajną podchorążówkę, jako kapral-podchorąży „Dzid”. Czyli Dzid i Dzidka jak Kaj i Kaja?&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;POWSTANIE WARSZAWSKIE&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Udziałem Janiny Zdanowiczowej podczas powstania stała się tułaczka z małą Krysią na ręku&lt;br /&gt;w grupie mieszkańców Anina wysiedlonych z domów i przegnanych na Grochów. Tam, pewnego dnia, tylko ucieczka z pomocą teścia uratowała młodą kobietę przed rozstaniem z dzieckiem&lt;br /&gt;i wywózką na roboty. Po powrocie do Anina, w którym spłonęło kilka domów – w tym rodzinny drewniak – w wyniku ostrzału rakietami typu „Katiusza”, Zdanowiczowie kilkakrotnie zmieniali miejsce zamieszkania. Ostatecznie dostali przydział na dom przy Ukośnej 3, gdzie trzeba było przeprowadzić generalny remont, a przedtem posprzątać po stacjonujących tam poprzednio żołnierzach wojsk radzieckich. Gdy tylko można było dotrzeć do Warszawy, Janina Zdanowiczowa przeprawiła się przez zamarzniętą Wisłę. W piwnicy ocalały firmowe opakowania od kosmetyków i „ugotowane” pod wpływem wysokiej temperatury powstańczej pożogi – lanolina i inne surowce używane w laboratorium. Trzeba było kilkakrotnie przekraczać Wisłę, by znalazły się one&lt;br /&gt;w Aninie.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;LABORATORIUM W ANINIE&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Laboratorium znalazło lokum, przy ul. Wydawniczej. Surowiec do produkcji kupowano na bazarze Różyckiego, gdzie handlowano towarem, o którego przeznaczeniu sprzedający często nie mieli pojęcia. Z czasem w laboratorium zatrudniono 15 osób. Pani Dzidka prowadziła własny gabinet kosmetyczny – najpierw na Przeskok, potem przy ul. Ukośnej, jednak w latach 50-tych, po domiarach podatkowych, zarówno firmę kosmetyczną, jak i gabinet, trzeba było zlikwidować.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;MĄŻ I CÓRKI&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jan Zdanowicz po kapitulacji Powstania Warszawskiego, w którym walczył na Mokotowie,&lt;br /&gt;w pułku „Baszta” - dostał się do niewoli. Gdy Stalag XI-A Altengrabow został wyzwolony przez Amerykanów, zaciągnął się do II Korpusu WP, gdzie służył w Semigalii we Włoszech. W Rzymie przeniósł się do ośrodka akademickiego Korpusu i rozpoczął studia architektoniczne z zamiarem kontynuowania ich w Polsce, do której powrócił w styczniu 1947 roku. Jak wspomina jego rodzina, przywiózł w żołnierskim worku: ciężkie, oprawne tomy z zakresu architektury i historii sztuki oraz czekoladę. Wkrótce podjął studia na wydziale architektury Politechniki Warszawskiej.&lt;br /&gt;Zdanowiczowie mieli już jedną córkę, teraz przyszły na świat: Maria, która zmarła w wieku sześciu miesięcy, Anna i Teresa.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;PRACA ZAWODOWA&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Janina Zdanowiczowa podejmowała się kolejno różnych zajęć równolegle z prowadzeniem domu. Odpowiadała za poradnictwo kosmetyczne w redakcji Kobieta i życie, przez 15 lat była zatrudniona przez Polskie Towarzystwo Ekonomiki Gospodarstwa Domowego, pisała do Biuletynu EKODOM.&lt;br /&gt;Prowadziła szkolenia kosmetyczne z całej Polski, jako inspektor do spraw higieny i kosmetyki wizytowała gabinety kosmetyczne i ośrodki masażu etc.&lt;br /&gt;Dbała o spokój męża – zdolnego architekta, autora ponad stu zrealizowanych w kraju i zagranicą obiektów. Jan Zdanowicz wygrał również w konkursie na projekt naszego kościoła w Aninie,&lt;br /&gt;o czym zdecydowała warszawska kuria. Zarzucono ten projekt (na rzecz zaprojektowanego przez Zygmunta Stępińskiego) pewnie, dlatego, że kościół wg projektu Zdanowicza miał pozostać drewniany...&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;OSTATNIE LATA&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jan i Janina nie obchodzili hucznie swoich złotych godów, które miały miejsce w 1992 roku. 3 lata później w bardzo upalny dzień, śmierć zabrała Jana. Jego aktywności zawodowej do ostatnich chwil towarzyszyła druga pasja – tenis. Uprawiał go na kortach CWKS Legia w Warszawie, był tam prezesem Koła Seniorów. Pani Janina od lat szkolnych pasjonowała się rysunkiem i sztuką – parę lat temu zaczęła „grę w kolory”. Córka podarowała mamie pastele, w tej technice czuje się najlepiej. Byliśmy świadkami otwarcia pierwszej wystawy prac pani Zdanowiczowej – dochód&lt;br /&gt;z ich sprzedaży zasili Hospicjum Domowe, które otacza wszechstronną nieodpłatną opieką zwłaszcza chorych w ostatnim stadium choroby nowotworowej. Pani Janina martwi się, czy zdąży podołać wykonaniu w umówionym terminie prac, zamówionych na wernisażu.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R9mTHCiUqeI/AAAAAAAAAA0/fcj7kvn7oiQ/s1600-h/foto1.63.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177330995788294626" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R9mTHCiUqeI/AAAAAAAAAA0/fcj7kvn7oiQ/s320/foto1.63.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Na fotografii autorka wystawy „Cytaty malarskie” Janina Zdanowicz (przy mikrofonie) przeznaczyła cały dochód ze sprzedanych obrazów na Hospicjum Domowe Księży Marianów.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;____________&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Artykuł opublikowany na stronie dziesiątej 63 numeru pisma Między Nami Aninianinami&lt;br /&gt;z listopada 2007 roku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2129234732566607100-9099262013541095713?l=aninski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://aninski.blogspot.com/feeds/9099262013541095713/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2129234732566607100&amp;postID=9099262013541095713' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/9099262013541095713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2129234732566607100/posts/default/9099262013541095713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://aninski.blogspot.com/2008/03/blog-post.html' title=''/><author><name>&lt;b&gt;REDAKCJA:&lt;/b&gt;</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00999017247933638570</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_jTzaJtPxPSE/R9jobSiUqbI/AAAAAAAAAAM/s4rQKs2dyW0/s72-c/Pismo1.63.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
